in Books

„Pan Holmes” Mitch Cullin

at

Dziś parę słów o starym, dobrym Sherlocku Holmesie. No właśnie, starym! Na tapetę wzięłam książkę Mitcha Cullina, który przedstawia nam słynnego detektywa jakim go nie znaliśmy.

DSC_0400

„ Wyobrażasz sobie Sherlocka Holmesa na emeryturze? Masz rację, to niemożliwe!

Jest rok 1947, dziewięćdziesięciotrzyletni Sherlock Holmes mieszka z gospodynią i jej synem w hrabstwie Sussex. Wiedzie spokojne życie, dogląda pszczół i pisze wspomnienia. Powoli godzi się z tym, że jego umysł nie jest już tak sprawny jak kiedyś. Ludzie nie przestają szukać pomocy u starego detektywa. Wkrótce Holmes powraca do jednej z dawnych spraw, która u kresu życia może dostarczyć odpowiedzi na najważniejsze pytania o sens życia, miłość i granice wiedzy dostępnej człowiekowi.”

Uwielbiam postać Sherlocka Holmesa. Zaczęło się fantastycznego serialu z Benedictem Cumberbatchem, potem sięgnęłam po oryginalną wersję detektywa, czyli książki Arthura Conana Doyla. Pan Holmes to prezent urodzinowy od mojego chłopaka, który wie o mojej fascynacji słynnym angielskim detektywem. I choć nie bardzo lubię kontynuację przygód bohaterów stworzonych przez innego pisarza niż pierwotnie, cieszę się, że książka Mitcha Cullina trafiła do mojej biblioteczki.

93-letni Sherlock Holmes – ciężko to sobie wyobrazić, prawda? Kiedyś jednak i słynny detektyw musiał się zestarzeć. A gdzie lepiej spędzić swoje ostatnie lata życia, niż na spokojnej, angielskiej wsi? Holmes spędza leniwe dni na doglądaniu swoich pszczół, często w towarzystwie młodziutkiego Rogera, syna gospodyni. Jego teraźniejsze życie przeplatane jest opowieścią z niedawnej podróży do Japonii, gdzie został zaproszony przez pewnego mężczyznę pod pretekstem zwykłej gościny i chęci poznania słynnego detektywa. Okazuje się jednak, że pan Umezaki miał inny, z czasem wychodzący z ukrycia, motyw zaproszenia – chciał dowiedzieć się prawdy o zaginięciu własnego ojca, który wiele lat temu osobiście poznał Holmesa w Londynie a jakiś czas później rodzina już o nim nie słyszała. Sherlock wraca także do dawnej zagadkowej sprawy pewnej kobiety, której historię zaczął spisywać na wzór notatek doktora Watsona, ale nigdy nie udało mu się jej dokończyć…

Jeśli sięgając po Pana Holmesa spodziewacie się kryminału na miarę pióra Doyla, ta książka niestety Was zawiedzie. Mitch Cullin nie poświęcił swojej opowieści talentowi dedukcji Holmesa, ale tematowi starzenia się i rozliczania z życiem. Mam wrażenie, że ta książka to niejako próba pożegnania się z Sherlockiem. Wizja starego detektywa, który nie ma już tyle animuszu i nie jest już tak zarozumiały może wydawać się dziwna i szokować, na dodatek u boku Sherlocka brak jego niezmordowanego kompana i archiwisty ich wspólnych przygód – doktora Watsona. Życie jednak idzie dalej a z wiekiem nabieramy pokory, przyznam więc, że wizja starego Sherlocka Holmesa według Cullina całkiem mi się podoba i w moich oczach wydaje się być prawdopodobna (jeśli możemy o czymś takim mówić w przypadku fikcyjnych postaci).

Cullin bardzo stara się przedstawić nam detektywa jak najbardziej podobnego do postaci stworzonej przez Doyla. Zdarzyło mi się czytać książkę innego pisarza, w której Holmes ma zupełnie inny charakter, niż ten oryginalny, wydaje się być nawet nieco głupawy i ogromnie mi się to nie podobało. Czytając Pana Holmesa miałam wrażenie, że czytam o dobrze znanym bohaterze. Pisarz może nie do końca poradził sobie ze ścieżkami dedukcji, wymyślone przez niego sprawy również wydają się banalne, ale po przeczytaniu całości od razu wiadomo, że to nie sprawy detektywistyczne są tutaj głównym punktem opowieści.

Bardzo podoba mi się język, jakim napisana jest książka. Cullin starał się dopasować wypowiedzi Holmesa do stylu, do jakiego przyzwyczailiśmy się czytając książki Doyla i myślę, że wyszło mu to całkiem nieźle. Pisarzowi udało się stworzyć ciepłą i poruszającą opowieść. I choć zagorzałym fanom detektywa może być ciężko czytać o Holmesie poruszającym się o dwóch laskach, mieszkającym na spokojnej wsi a nie osławionej Baker Street w Londynie i bez Johna Watsona u boku, mimo to polecam książkę, bo to całkiem przyjemna lektura.

Werdykt: TO READ

Marth

  • mama patyczakowa z pyrów

    A panienka Mr Holmes oglądała?

    • Jeszcze nie, ale jest w planach 😉