Na Instagramie hula właśnie czerwiec z literaturą dziecięcą, ale nie miałam jeszcze okazji nawiązać do tej akcji na blogu. Nowa powieść Kiran Millwood Hargrave wreszcie mnie do tego zmotywowała.

To druga książka tej autorki, którą miałam okazję przeczytać. W zeszłym roku Wydawnictwo Literackie wydało «Dziewczynkę z atramentu i gwiazd», która podobała mi się, ale raczej umiarkowanie. Nie do końca mnie porwała i sama nie wiem, czemu. Czy z kolejną powieścią Hargrave było lepiej?

Jak mnie przekupić? Dajcie mi niebieską okładkę 

Jeśli mnie obserwujecie na Instagramie, na pewno wiecie już o moim umiłowaniu koloru niebieskiego. Niebieskie czwartki, roczne wyzwanie Przeczytam 12 książek z niebieską okładką czy drugie instagramowe konto @niebieskibook (którego już nie prowadzę, ale wciąż jest aktywne). No, tej miłości do koloru niebieskiego już się nie wyprę. Widząc więc okładkę «Wyspy na krańcu świata», wiadomo było, że nie tylko będę chciała tę książkę przeczytać, ale też od razu podejdę do niej z nieco bardziej optymistycznym nastawieniem. Uwielbiam książki dla dzieci wydawane przez Wydawnictwo Literackie i już samo to jest dla mnie gwarancją, że mogę spodziewać się wartościowej lektury, ale po poprzednim spotkaniu z twórczością Hargrave… Inny kolor okładki «Wyspy» mógłby sprawić, że zareagowałabym na tę książkę mniej entuzjastycznie.

Dziwny temat jak na książkę dla dzieci

Bardzo zaskoczyło mnie, jaki temat tym razem wybrała Kiran Millwood Hargrave na swoją książkę. W «Wyspie na końcu świata» porusza wątek ludzi dotkniętych trądem i odseparowanych od społeczeństwa poprzez wysyłanie ich na zamkniętą dla innych wyspę. Dwunastoletnia Amihan mieszka na Culion od urodzenia, ponieważ jej matka, Dotknięta, kiedy była w ciąży, właśnie na Culion została przeniesiona. Dziewczynka jest zdrowa i z tego powodu, za sprawą rozporządzenia rządu, pewnego dnia zostaje zabrana matce i wysłana na sąsiednią wyspę, Coron, do sierocińca. Sami przyznajcie, że to bardzo ciekawy i niespodziewany pomysł na książkę dla dzieci. Ale myślę, że jednocześnie potrzebny i siła tej powieści tkwi właśnie w nim.

Bibliofilem być

Lepsza czy gorsza od «Dziewczynki z atramentu i gwiazd»?

«Wyspa na krańcu świata» podobała mi się dużo bardziej niż poprzednia powieść Hargrave. Przy «Dziewczynce…» miałam momenty, że gubiłam się w fabule, nie do końca przypasował mi też wątek fantastyczny, magiczny. Tym razem autorka dużo mocniej trzyma się ziemi, a sama powieść jest dla mnie ciekawsza, cieplejsza, przyjemniejsza w odbiorze. Podoba mi się kreacja postaci, przywiązanie Amihan do matki, jej dobre serce, ale także to, jak postać złego pana Zamory została przekuta w coś dobrego i pięknego. Cieszę się też, że autorka znała umiar w ukazywaniu cierpienia i nie przesadziła z zachowaniem wspomnianego już Zamory.

Podsumowując

Niebieska okładka na pewno przyczyniła się do tego, że od samego początku byłam pozytywnie nastawiona do «Wyspy na krańcu świata», ale jak później się okazało, powieść sama sobą idealnie się broni. Jest ciekawy i oryginalny temat, są piękne krajobrazy i sama historia jest naprawdę dobra. Zdecydowanie mogę wam polecić tę książkę i cieszę się, że w końcu się u nas ukaże, bo pierwotnie miało być to w maju. Na szczęście lipiec coraz bliżej.

Werdykt: TO READ

Premiera 15 lipca

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu