Polskiej literaturze obyczajowej powiedziałam kilka lat temu stanowcze JUŻ NIE, ale czasem zdarza mi się jeszcze zrobić mały skok w bok, z lepszym lub gorszym skutkiem.

Wiecie, jaki mamy teraz czas, jak ciężki choćby dla naszych głów: naszych myśli i stanu psychicznego. Pomyślałam, że to jest właśnie ten moment, kiedy mam ochotę na lekką historię miłosną, kiedy potrzebuję dać dojść do głosu mojej romantycznej stronie duszy. Padło na nową powieść Anny Dąbrowskiej. Czy to był dobry wybór?

Nie czytam polskiej literatury obyczajowej, ale…

To nie jest tak, że uważam ją za gorszą, ale swego czasu czytałam sporo takich książek i w końcu poczułam zmęczenie materiału, przesyt. Nie będę też ukrywać, że trafiłam na kilka niezbyt dobrych (moim zdaniem) powieści i gdzieś tam z tyłu głowy mam pewne uprzedzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że co jakiś czas zdarza się, że opis danej książki zainteresuje mnie na tyle, że chcę dać jej szansę. Tak było w przypadku „Odlecimy stąd”. Lubię wątki muzyczne w literaturze, jestem wielką fanką gitary, dlatego kiedy przeczytałam, że pasją głównej bohaterki jest muzyka, a w jej życiu pojawia się gitarzysta popularnego zespołu, sami wiecie, jak to musiało się skończyć. Przeczytaniem tej książki, a jak inaczej?

Odlecimy stąd - Anna Dąbrowska

Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. Od której mam zacząć?

Kojarzycie popularne sceny w filmach czy serialach, kiedy bohater ma dwie wiadomości – dobrą i złą – i nie wie, od której zacząć? Ja zastanawiam się, czy najpierw powinnam napisać, co mi się w powieści Anny Dąbrowskiej podobało, czy od tego, jakie mam do niej zastrzeżenia. Chyba zacznę od tej złej wiadomości, żeby później nieco ją złagodzić dobrą. Zgadzacie się? 

Coś mi tu nie pasuje

Przede wszystkim wyczuwam tu spory konflikt, jeśli chodzi o język. «Odlecimy stąd» napisane jest w formie narracji pierwszoosobowej, narratorką jest 19-letnia Delfina. To tak słowem wstępu. Autorka, trochę na wyrost, stara się używać przesadnie poważnych słów jak gdyż, lecz, swych itd., kiedy zupełnie wystarczyłyby zwykłe ponieważ, ale, swoich. Literatura obyczajowa nie potrzebuje wznoszenia się na wyżyny eleganckiej polszczyzny, ale też wszystkie te piękne słowa gryzą się niesamowicie z późniejszymi, zupełnie nie eleganckimi wulgaryzmami. Mam wrażenie, że to problem wielu polskich autorek literatury obyczajowej, które ze swoich powieści próbują zrobić coś więcej, a przecież w literaturze obyczajowej nie ma nic złego, jest ogromnie potrzebna i jak widać na polskim rynku, jest na nią duże zapotrzebowanie. Drugi problem, jaki mam z powieścią Anny Dąbrowskiej, to rażące błędy językowe. Nie ma ich wiele, ale wyłapałam kilka, które nie powinny umknąć przy korekcie książki czy redakcji. To nie są literówki albo jakieś powtórzenia, które łatwo przeoczyć, ale błędy, w które ciężko uwierzyć, że przeszły i poszły do druku. Mam też mały problem ze światopoglądem przedstawionym w tej powieści i tym, jak autorka przedstawia w niej kobiecość, ale tu musiałabym się mocno rozpisać, więc tylko o tym nadmienię.

Odlecimy stąd - Anna Dąbrowska

To teraz ta dobra wiadomość

Jeśli chodzi o fabułę, polubiłam Delfinę i Jakuba. Nie będę ukrywać, że irytowało mnie ich zachowanie, ich podchody, ich przesadne emocje, ale to jest tylko i wyłącznie mój problem, bo ostatecznie właśnie takimi rzeczami literatura obyczajowa stoi. Mimo tego wszystkiego, polubiłam głównych bohaterów i im kibicowałam. „Odlecimy stąd” ma kilka dobrych momentów, kiedy mój mocno krytyczny głosik w głowie sam się zamykał i po prostu cieszyłam się lekturą. Przede wszystkim są to sytuacje, kiedy do głosu dochodzi muzyka i gitara. W końcu właśnie to skusiło mnie, żeby tę książkę przeczytać. Żałuję jedynie, że tych momentów nie ma więcej. Na plus muszę też odnotować poruszenie tematu choroby, której chyba do tej pory nie spotkałam w literaturze obyczajowej. Nie umiem ocenić, czy temat jest przedstawiony rzetelnie, ale warto docenić, że autorka właśnie na niego postawiła.

Podsumowując

Raczej nie będę kontynuować przygody z twórczością Anny Dąbrowskiej, bo po raz kolejny upewniłam się, że to jednak literatura nie dla mnie, ale myślę, że historia Delfiny i Jakuba powinna spodobać się czytelniczkom i czytelnikom, którzy lubią literaturę obyczajową i historie miłosne, w których dużo się dzieje i w których ważną rolę gra wątek muzyczny. A w tej powieści jest dużo emocji i nie można narzekać na nudę.

*wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Novae Res