Kiedy pod koniec 2019 roku zorientowałam się, że w swojej biblioteczce mam 180 nieprzeczytanych książek, mocno przytłoczona tą liczbą postanowiłam coś z tym zrobić. Miałam trzy opcje: iść na kurs szybkiego czytania, zrobić solidną wyprzedaż albo…

… zacząć nad tą liczbą panować i zrobić sobie zakupowego bana. Pierwsza opcja odpadła od razu. Nie widzę sensu w czytaniu na wyścigi i nie mam problemu ze swoim tempem lektury. Druga nie wchodziła w grę, ponieważ większość wśród tych 180 książek to tytuły, które naprawdę chcę przeczytać, a wyprzedaże i tak robię dosyć regularnie. Została mi opcja numer 3, ale jak tu zakazać sobie książkowych zakupów, kiedy na horyzoncie były majowe targi książki, na które uczęszczałam co roku, i mnóstwo innych promocji internetowych? Postanowiłam jednak spróbować, a żeby motywacja była silniejsza, swój roczny książkowy ban zakupowy ogłosiłam na blogu w TYM wpisie.

Dwa dni w Paryżu - Jojo Moyes

Korona zaskoczyła wszystkich

Planując ten roczny eksperyment, postanowiłam sobie m.in., że odpuszczę Warszawskie Targi Książki. Przecież jak raz na nie nie pojadę, to nic się nie stanie. Nie przypuszczałam nawet, że to ONE się nie odbędą. Można by pomyśleć: „Super! Jedna pokusa mniej!”, ale zamiast tradycyjnych targów, wydawnictwa i księgarnie zorganizowały mnóstwo targów wirtualnych, gdzie promocje były naprawdę apetyczne. Wszystkie książki jednego wydawnictwa 50% taniej? Codziennie inne promocje przez 3 tygodnie w jednej z internetowych księgarni? Dajcie spokój, to były istne tortury! I jestem z siebie ogromnie dumna, że ani jedna z tych licznych akcji mnie nie skusiła. Ani jedna! Silna wolo, good job!

Banowe wyjątki i wstydliwe wyznania

Planując ten roczny ban zakupowy, wymyśliłam sobie 3 wyjątki, które miały nieco osłodzić to ciężkie wyzwanie. Współprace recenzenckie, abonament Legimi obraz… kupowanie książek po angielsku. Nie czytam po angielsku, ale lubię co jakiś czas kupić sobie ładne wydanie klasyki literatury światowej. I tak w ciągu całego 2020 roku do mojej biblioteczki dołączyły DWIE takie książki: czwarty tom Harry’ego Pottera w jubileuszowym, puchońskim wydaniu oraz zbiór powieści Jane Austen w przepięknym wydawaniu od Barnes&Noble. Niestety na swoim sumieniu mam też małe grzeszki, ale tak naprawdę niczego nie żałuję!

Czerwona baśń - Wiktoria Korzeniewska

Nie udało mi się tak totalnie na 100% trzymać swoich postanowień i zgrzeszyłam dwa razy. Raz, kiedy w obawie, że za rok mogę ich nie dostać, kupiłam kilka książek z pięknej kolekcji literatury dziecięcej od wydawnictwa Wilga. I to traktuję też trochę jak taki kolekcjonersko-czytelniczy miszmasz, więc wiecie, sumienie trochę czystsze. A drugi, to kiedy zamówiłam w przedsprzedaży debiutancką książkę swojej blogowo-instagramowej znajomej – «Czerwoną baśń” Wiktorii Korzeniewskiej ze SlavicBook’a. Nie mogłam jej nie kupić, nie mogłam z tym czekać do nowego roku, nie mogłam nie wejść do lasu. I tu też wyrzutów sumienia brak, bo to nie był zwykły zakup, a przede wszystkim okazanie swojego wsparcia autorce.

Żeby być tak zupełnie szczerą, muszę jeszcze wspomnieć, że dwa razy miałam do wykorzystania na książki kartę prezentową do księgarni i dwa razy trochę do zamówienia musiałam dopłacić ze swoich pieniędzy, ale wiecie, to taki mały, nic nieznaczący grzeszek, więc ostatecznie mogłabym go po prostu pominąć. Prawda?

Uczniowie Hipokratesa. Doktor Bogumił - Ałbena Grabowska

Książki w biblioteczce i pieniądze na nie wydane

Na początku wpisu wspominałam, że rok 2019 kończyłam ze 180 nieprzeczytanymi książkami w biblioteczce. Dzięki zakupowemu banowi (i małej selekcji przy okazji wrześniowej przeprowadzki) udało mi się ją odgruzować do okrągłych 150 książek, co może nie jest szalonym wynikiem, ale mnie cieszy ogromnie.

A ile pieniędzy zaoszczędziłam? W 2019 roku na książki wydałam ponad 1300 zł, a rok 2020 zamknęłam kwotą 325 zł. Prawie 1000 zł mniej!  Och, ile rzeczy mogłabym za to kupić, ile… książek.

I co dalej?

Jestem z siebie naprawdę dumna i nie sądziłam, że ten eksperyment pójdzie mi tak łatwo! W ciągu roku miałam może ze dwa kryzysy, kiedy naprawdę chciałam jakąś książkę kupić i od razu przeczytać i ostatecznie w obydwu sytuacjach udało mi się bana obejść (raz w postaci prezentu od Lubego, raz dzięki karcie prezentowej), ale ostatecznie i tak obie książki okazały się dla mnie niesatysfakcjonujące.

Co dalej z banem? W tym roku nie planuję go ciągnąć, ale nie chcę też rzucić się w zakupowy szał. Zamierzam bacznie przyglądać się swoim książkowym zakupom i w ogóle planom na nie i podchodzić do tematu z głową. Chciałabym co miesiąc móc powiedzieć, że więcej książek przeczytałam niż do mojej biblioteczki dołączyło, ale podejrzewam, że nie zawsze się to uda. W każdym razie wiem, że jestem w stanie nad swoim książkowym zakupoholizmem panować i będę starała się to dalej praktykować.

Uff, zabierałam się za ten wpis, zabierałam i zabrać nie mogłam. Dajcie znać, co myślicie o moim eksperymencie.

Do przeczytania!