W zeszłym roku Kelly Barnhill podbiła wiele serc (tych młodziutkich, ale też tych nieco starszych) zachwycającą «Dziewczynką, która wypiła księżyc». Czy jest w stanie powtórzyć ten sukces nową powieścią?

«Dziewczynka…» to jedna z tych książek, które można brać w ciemno. Wystarczy zerknąć na tytuł i spojrzeć na okładkę, żeby zapragnąć ją przeczytać. Magia dosłownie się z niej wylewa. Chyba właśnie tą powieścią Kelly Barnhill sprawiła, że zaczęłam inaczej postrzegać literaturę dziecięcą i zrozumiałam, że takie historie można czytać w każdym wieku. A mimo to do «Syna wiedźmy» podeszłam z pewnym uprzedzeniem.

Nie oceniaj książki po okładce? Taaa, dobre sobie.

Nie będę ukrywać, że kiedy zobaczyłam okładkę, moje pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Właściwie nie wiem czemu, bo chociaż nie jest to najpiękniejsza okładka jaką widziałam, nie jest też brzydka. Może chodzi o ciemną kolorystykę, która nie budzi we mnie pozytywnych emocji. Sam opis fabuły też mnie nie porwał i gdyby nie nazwisko Barnhill, prawdopodobnie bym ją sobie odpuściła. Porównując pierwsze wrażenie dotyczące «Dziewczynki, która wypiła księżyc» i «Syna wiedźmy», nie mogłyby być one chyba bardziej skrajne. Jak dobrze, że to jednak treść jest najważniejsza. Od razu jednak napiszę, że tutaj też na początku nie było kolorowo.

Syn wiedźmy - Kelly Barnhill

«Syn wiedźmy» tylko dla chłopaków?

Głównym bohaterem jest Ned, którego poznajemy w chwili, gdy z Tamem – bratem bliźniakiem – zostają porwani przez nurt rzeki i tylko jeden z nich może zostać uratowany. Nieco dołujący początek powieści. Tama nie udało się uratować, ale i Ned jest blisko śmierci, więc jego matka, nazywana przez wioskową społeczność Siostrą Wiedźmą, wykorzystuje magię, aby chociaż jeden syn otrzymał drugą szansę. Ten dziwny ratunek odbije się na chłopcu, na którego własny ojciec nie może patrzeć, a sąsiedzi nazywają go chłopcem niewłaściwym.

Mam wrażenie, że pierwsza powieść Barnhill pisana była z myślą o dziewczynkach, druga zaś – o chłopcach właśnie, tak dla równowagi. I tu znów – nie wiem czemu, ale na początku, właśnie przez to, że bohaterem jest chłopiec oraz przez otoczenie, w jakim się znajduje, nie mogłam się w tę historię wciągnąć i powoli zaczęłam spisywać ją na straty. Nie podobał mi się pomysł ani ze śmiercią brata bliźniaka, ani z dziwną magią, ani z jąkającym się chłopcem, ani z rozbójnikiem i jego córką. Ale to Kelly Barnhill, więc skoro zaczęłam czytać, nie mogę nie skończyć. Na całe szczęście, bo przyszedł taki moment, że zaskoczyło, złapałam się na haczyk i w historii Neda – zakochałam.

Królowa współczesnej literatury dziecięcej? Stawiam na Kelly Barnhill

Kelly Barnhill ma talent do pisania pięknych, pełnych magii i przygód opowieści z morałem. Jej książki to zlepki banalnych schematów z oryginalnymi i zachwycającymi pomysłami. Kocham magię, jaką obdarza bohaterów, w każdej książce inną. Kocham to, jak postaci się rozwijają, błądzą, walczą same ze sobą, aby na koniec zatriumfować. Kocham niewymuszony, z rzadka się pojawiający, humor, który jest taką wisienką na torcie. Uwielbiam to, że Ned, z początkowo niesamowicie irytującej postaci, stał się kimś, komu kibicujemy, kogo chcemy wspierać, z czyich osiągnięć się cieszymy i jesteśmy dumni. To ciekawe, ile emocji może wywołać taka niepozorna książka.

Syn wiedźmy - Kelly Barnhill

Podsumowując

Po nie najlepszym (dla mnie) początku, ostatecznie «Syn wiedźmy» zachwycił mnie tak samo, jak «Dziewczynka, która wypiła księżyc». To piękna, mądra, magiczna i porywająca książka, którą rzeczywiście warto przeczytać bez względu na wiek. Głupio mi, że początkowo byłam do niej sceptycznie nastawiona, co z pewnością odbiło się na zniechęceniu podczas czytanie pierwszych stron. Nie mogłabym bardziej się mylić, pisząc, że to książka słaba i nie warta poświęconego jej czasu. Warta, i to każdej minuty.

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu