in Books, Literatura piękna

„Niksy” – Nathan Hill

at
niksy-nathan-hill

«Niksy» to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tej jesieni. Przewijała mi się na instagramie i facebooku na długo przed premierą, opisywana jako jedna z najlepszych powieści tego roku.  Na dodatek na tylnej okładce możemy przeczytać takie hasła, jak “Nathan Hill jest mistrzem” czy “Wielki literacki talent”. Dałam się złapać. Czy słusznie?

Niksy to demony, które najpierw nas kuszą i przyciągają, aby później dogłębnie zranić. Niksami mogą być również ludzie, których kochamy a mimo to tracimy. Samuel przekonał się o tym, kiedy niespodziewanie zostawiła go matka, opuścił najlepszy przyjaciel, a pierwsza miłość złamała serce. Jako dorosły człowiek będzie zmuszony do powrotu w przeszłość i odkrycia prawdy na temat swojej rodziny, a przede wszystkim kobiety, która go urodziła i opuściła kiedy był dzieckiem.

Długo odkładałam napisanie tej recenzji. Chociaż powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie, czułam, że nie wiem jak opisać wrażenia i emocje, towarzyszące mi podczas lektury. Czy Nathan Hill rzeczywiście jest mistrzem? Czy «Niksy» wywarły na mnie tak piorunujące wrażenie, na jakie liczyłam? Czy to rzeczywiście debiut roku? A przede wszystkim: o czym jest ta książka? To ostatnie pytanie jest dla mnie najtrudniejsze, bo O ile potrafiłabym streścić fabułę, tak z recenzją mam już mały problem.

Nathan Hill pisał tę książkę 10 lat. Nie dziwi więc fakt, jak złożona i wielowątkowa jest to powieść. Z pozoru wydaje się, że to historia Samuela i jego niksów, ale dla mnie to historia Faye, jego matki, kobiety pełnej lęków, które kierowały nią przez całe życie: doprowadziły ją do udziału w proteście przeciw wojnie z Wietnamem, do poślubienia niekochanego mężczyzny, do opuszczenia syna, kiedy ten najbardziej jej potrzebował. To Faye swoim zachowaniem pokierowała życiem Samuela, dlatego to ona jest dla mnie główną postacią.  

Zastanawia mnie jednak, czy ta wielowątkowość rzeczywiście była potrzebna. Czy gdyby odchudzić powieść o jakieś 300 stron/3 wątki, byłaby gorsza? Podejrzewam, że nie. Myślę, że Hill niekiedy zbyt rozwodził się nad pewnymi wydarzeniami, poświęcał im za dużo czasu, słów i stron. Mógłby napisać to dużo zwięźlej, a powieść i tak by na tym zyskała. Mimo wszystko lektura «Niksów» szła mi płynnie i sprawiła sporo przyjemności.

Nie mogę nie zwrócić uwagi na kilka ciekawych zabiegów literackich, jakie zastosował pisarz. Jeden rozdział jest napisany w narracji drugoosobowej – czyta się to niesamowicie a sam zabieg robi spore wrażenie. Nie często spotyka się coś takiego w literaturze. Inny rozdział składał się w całości z dwóch zdań: jednego krótkiego i drugiego zajmującego kilkanaście stron. Czytało się to ciężko, ale i tak nie mogłam wyjść z podziwu, że Hill dał radę i nie popsuł efektu po drodze. Patrząc więc na takie zabawy, autor ma u mnie dużego plusa.

 

Podsumowując: spodziewałam się powieści na miarę «Małego życia», która mnie zachwyci i stanie się moją książką roku. Tak się nie stało, ale mimo wszystko uważam, że to bardzo dobra powieść i zdecydowanie udany debiut. Czy Nathan Hill jest mistrzem? Tego nie mogę stwierdzić, ale myślę, że niewiele mu brakuje.

 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Znak

 

NA SKRÓTY

«Niksy» to debiutancka powieść Nathana Hilla. Autor spędził nad nią 10 lat, co nie dziwi, patrząc na gabaryty książki. Powieść Hilla jest mocno rozbudowana i chociaż dobrze mi się ją czytało, myślę, że nie straciłaby na wartości, gdyby usunąć z niej kilka wydarzeń i bohaterów. Podoba mi się pomysł na fabułę i tytułowe niksy, a także kilka ciekawych zabiegów literackich, jak np. narracja drugoosobowa. Nie nazwę tej książki najlepszą powieścią tego roku, ale zdecydowanie będzie w gronie tych dobrych tytułów, które mogę polecić innym.

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.