Jeszcze trzy lata temu Jojo Moyes była pisarką praktycznie nieznaną w Polsce, a teraz, chyba nie przesadzę, jeśli stwierdzę, że na jej powieści jest szał. Tysiące czytelniczek czeka na kolejne historie spod jej pióra i wreszcie doczekaliśmy się takiej, której jeszcze u nas nie było.

Pisałam jakiś czas temu o «Srebrnej zatoce», która już raz się u nas pojawiła, ale wygląda na to, że przeszła wtedy bez większego echa. Dopiero wznowienie przez Między słowami zrobiło wokół niej trochę szumu. Wydawnictwu zostały już do wydania na polski rynek chyba tylko te książki, których u nas jeszcze nie było, a które na rynku brytyjskim nie należą do nowości. Jednym z takich tytułów są właśnie «Kolory pawich piór» z 2004 roku. Czy warto było czekać na polskie wydanie tej powieści?

Nie tego się spodziewałam

Jojo Moyes przyzwyczaiła nas do tego, że jej powieści są spore objętościowo (co najmniej 500 stron), zagmatwane fabularnie (bo rozwlekłe i pełne plot twistów) i niekiedy przegadane. Nie lubię zwłaszcza tego ostatniego, ale jak już pisałam przy recenzji «Srebrnej zatoki», brytyjskiej pisarce jestem w stanie wybaczyć wiele, bo jej historie mają w sobie coś, co sprawia, że nawet jeśli zaczynają mnie nużyć, i tak cieszę się, że mogę je czytać, a kiedy przewracam ostatnią stronę, jest mi przykro, że to już koniec. Z «Kolorami pawich piór» jest tak samo, ale i tak zaskoczył mnie chaos, jaki w tym tytule panuje. Właściwie przez większość książki ciężko zorientować się, dokąd ta historia zmierza. 

Kolory pawich piór - Jojo Moyes

Jeśli spodziewacie się wielkiego romansu, możecie się zawieść

Moyes uwielbia tworzyć historię z przeszłości i zaczynać od niej powieść, aby później odnosić się do niej w głównym, teraźniejszym wątku. Nie inaczej jest teraz. Chociaż to 35-letnia Suzanna Peacock jest główną bohaterką, najpierw częściowo poznajemy zagmatwane losy jej rodziców, które mają nam w jakiś sposób zasygnalizować, skąd takie, a nie inne zachowanie Suzanny. Przez pierwsze 50 stron można się naprawdę pogubić, ale później już jest dużo lepiej. A im bardziej będziemy wchodzić w fabułę, tym lepiej zaczniemy rozumieć, skąd ten chaos. Nie od razu widać, o czym jest ta powieść. Po obyczajówkach spodziewamy się wątku romantycznego, który zdominuje książkę, ale nie tym razem, nie on tu gra pierwsze skrzypce i im szybciej to zrozumiemy, tym lektura «Kolorów pawich piór» zacznie nam sprawiać większą przyjemność.

Nie będzie to moja ulubiona powieść Jojo Moyes, ale…

Trylogię z Lou Clark, «Ostatni list od kochanka» i «Dziewczynę, którą kochałeś» ciężko pobić i «Kolory pawich piór» od początku nie miały na to wielkich szans. Nie będzie to moja ulubiona książka Moyes, bo i sama postać Suzanny nie za bardzo do mnie przemawia. Chaos, jaki ją otacza, jest jak najbardziej zrozumiały, książka porusza też drugoplanowy ważny wątek, na który warto zwrócić uwagę, ale całokształt nie poruszył mnie na tyle, żeby tą powieścią się zachwycić. Czytało mi się ją dobrze, momentami mnie wciągała na tyle, że ciężko było się od niej oderwać, ale generalnie jest to książka raczej średnia. Do tego jeden z wątków romantycznych zupełnie do mnie nie przemawia, więc tym bardziej ciężko mi darzyć «Kolory pawich piór» jakimś głębszym uczuciem. 

Kolory pawich piór - Jojo Moyes

Podsumowując

Nie jestem w stanie odradzić lektury «Kolorów pawich piór», bo to powieść Jojo Moyes i to widać po fabule i stylu, w jakim jest opowiedziana. Nie jest to książka wybitna, ale nie jest też zła, to przeciętna powieść, z którą można spędzić kilka popołudni. Jeśli lubicie książki Moyes, dajcie jej szansę. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości tej pisarki, nie zaczynajcie od tego tytułu.

Werdykt: TO READ

Premiera 3 lipca

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Między słowami