Lubię thrillery, a mimo to rzadko po nie sięgam. Mało która fabuła jest w stanie mnie zaciekawić i nie będę też ukrywać, że moją uwagę zwraca szum wokół jakiegoś tytułu. Jeśli jest spory, istnieje duża szansa, że zainteresuję się daną książką. I tak właśnie było z «Nocnym filmem».

Na thriller Marishy Pessl zwróciłam uwagę dzięki zachwytom Pauli z Rude recenzuje (jak pewnie i połowa bookstagramowej społeczności). Kiedy Paula objęła tę książkę patronatem i zaczęła o niej często wspominać, «Nocny film» od razu trafił na moją listę do przeczytania i tak sobie siedział i czekał na lepsze czasy. Dopiero Instagramowy klub książkowy i lipcowa akcja czytania właśnie tego tytułu wreszcie solidnie mnie zmotywowała. I teraz kluczowe pytanie: czy rzeczywiście warto było sięgnąć po tę ponad 700-stronicową cegiełkę? Czy podzielam zachwyt Pauli? I tak, i nie.

Kiedy masz własne wyobrażenia na temat fabuły

Nie wczytywałam się w opis fabuły więc właściwie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać. O czym jest ta książka? Co może być w niej takiego wyjątkowego? W ciemno zaufałam Rude recenzuje, gdzieś tam po drodze wychwytując zachwyty innych, a niekiedy opinie umiarkowanie entuzjastyczne. Nie widziałam za to ani jednej, w której «Nocny film» zostałby zjechany, co bardzo dobrze wróżyło mojej przyszłej lekturze. Te prawie 800 stron nieco mnie przerażało, ale na urlop taki grubasek jest idealny. Do rzeczy, bo za bardzo się rozpisałam z tymi wrażeniami. Patrząc na okładkę i tytuł przypuszczałam, że będzie to mroczna historia z ciemnym lasem, pohukującymi gdzieś tam sowami i szumiącymi złowrogo gałęziami; myślałam, że może czasem będę się bać, będę musiała zasłaniać oczy, jak bym oglądała lekki horror. Byłam przekonana, że to będzie solidny dreszczowiec, a okazało się, że nic z tych rzeczy.

Nocny film - Marisha Pessl

O czym jest «Nocny film»?

«Nocny film» to opowieść o obsesji, która może doprowadzić do zguby. Scott McGrath, dziennikarz śledczy, już raz próbował odkryć tajemnice Stanislasa Cordovy, którego filmy są niepokojące i pełne przemocy, a sama postać reżysera to zagadka nawet dla fanów jego twórczości. Oskarżając Cordovę publicznie, doprowadził do upadku swojej dziennikarskiej kariery, ale kiedy rzekome samobójstwo popełnia córka reżysera, McGrath postanawia wznowić śledztwo i tym razem wygrać.

To mógł być najlepszy thriller, jaki czytałam

Sama fabuła jest bardzo ciekawie przemyślana, a dodatkowe elementy wizualne, jakie znajdziecie w książce, fantastycznie dopełniają treść. Są też dodatki interaktywnie (zerknijcie na ostatnie strony «Nocnego filmu»), ale ja z nich nie korzystałam. Historia tajemniczego reżysera pełnych przemocy filmów, których emisja w końcu zostaje zakazana i fani organizują potajemne seanse – dla mnie bomba. I właściwie mogłabym uznać, że to jeden z lepszych thrillerów, jakie czytałam, gdyby nie dwie rzeczy: zakończenie i przegadanie książki. Autorka przedstawia przed nami tak fascynującą historię, że ciężko chyba było w jej duchu stworzyć zakończenie, które zaskoczyłoby czytelników. Robi więc zwrot akcji, który owszem, zaskakuje, ale jednocześnie też odrobinę rozczarowuje.

Nocny film - Marisha Pessl

Zabierzcie im mikrofon!

A przegadanie? Tę książkę spokojnie można by odchudzić o połowę i tylko by na tym zyskała. Są fragmenty, kiedy jeden akapit rozciąga się na całą stronę albo i dwie. Pessl daje swoim autorom całkiem sporo minut przy mikrofonie, ale moim zdaniem ten sam przekaz można by ubrać w mniej słów, za to bardziej konkretnych. To rozciągnięcie akcji sprawiło, że ciężko było mi ekscytować się kolejnymi wydarzeniami, bo właściwie nie czułam żadnych zwrotów, żadnego napięcia, oczekiwania na dalsze etapy śledztwa. Trochę szkoda.

Humor w thrillerze? Jak najbardziej

Uwielbiam za to głównych bohaterów, zwłaszcza pewną dwójkę i chemię, jaką między nimi można wyczuć. Podoba mi się też, że autorka wplotła w ich dialogi odrobinę humoru, co może nie do końca pasuje do thrillerów, ale tutaj bardzo fajnie to zagrało. Na pewno nie jest to najlepszy thriller, jaki czytałam, ale zdecydowanie nie mogę powiedzieć, że jest zły. Czyta się go bardzo przyjemnie (chociaż nie wciągnął mnie tak, że nie mogłam się oderwać), pomysł na fabułę jest ciekawy, ale zakończenie i przegadanie zrobiły swoje. Polecam, bo warto przeczytać, ale bez nastawiania się na rewelację.

Bibliofilem być recenzje książek

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Albatros

 

NA SKRÓTY

«Nocny film» Marishy Pessl to thriller solidnych gabarytów, bo ma prawie 800 stron. Książkę przeczytałam na fali zachwytu Pauli z Rude recenzuje i innych bookstagramerów, ale nie porwała mnie tak, jak na to liczyłam. Fabuła jest całkiem ciekawa i powieść czyta się bardzo przyjemnie, ale akcja momentami jest zbyt rozwlekła, co nie pozwoliło mi przykleić się do tego tytułu. Spokojnie można by odchudzić go o połowę. Zakończenie także nieco rozczarowuje, choć przyznam, że mnie zaskoczyło, bo spodziewałam się czegoś mroczniejszego. To dobra książka, ale bez wielkiego zachwytu.