Lubię thrillery psychologiczne, ale nie czytam ich zbyt często. Gdybyście miesiąc temu zapytali mnie o ulubionego autora tego typu literatury, pewnie nie wiedziałabym, kogo wymienić. Teraz już wiem, i to z pełnym przekonaniem.

«Lokatorka» była wielkim hitem zeszłego roku. Zakończenie nie było idealne, ale całość nadrabia na tyle, że to właśnie na niej się skupiłam, a nie na rozwiązaniu sprawy. Siłą rzeczy nie mogłam doczekać się kolejnej powieści Delaneya, a informację o premierze «W żywe oczy» przyjęłam z wielką ekscytacją, ale i odrobiną niepewności. Czy autor będzie w stanie powtórzyć sukces swojej wcześniejszej książki albo choć w połowie mu dorównać.

Jazda bez trzymanki

W «Lokatorce» główną bohaterką była kobieta (co zmyliło mnie co do płci samego pisarza), to samo mamy też w nowym thrillerze Delaneya. Claire poznajemy, gdy próbuje uwieść żonatego mężczyznę, jednocześnie nagrywając całą sytuację jako dowód na jego niewierność. Tym właśnie zajmuje się dziewczyna w czasie, kiedy nie uczęszcza na lekcje gry aktorskiej. W pewnym momencie jednak jej praca wpędza ją w poważne kłopoty. Dochodzi do morderstwa, a Claire jest jedną z ostatnich osób, które widziały się z ofiarą. I w tym momencie zaczyna się jazda bez trzymanki.

W żywe oczy - JP Delaney

And the Oscar goes to…

«W żywe oczy» spokojnie przeczytałabym na raz, zarywając przy tym noc, gdyby nie to, że następnego dnia musiałam iść do pracy. Thriller wciągnął mnie już od pierwszych stron i naprawdę ciężko było mi się od niego oderwać. Od czego by tu zacząć? Może od niejednoznacznej głównej bohaterki, aktorki z przeszłością, która w Stanach próbuje rozpocząć nowe życie? Postać Claire jest tak genialnie skonstruowana, że do samego końca nie wiemy, kim jest ta dziewczyna. Co na jej temat jest prawdą, a co grą? Kiedy jest sobą, a kiedy postacią, którą gra? Nie inaczej jest z innymi bohaterami, których też ciężko rozgryźć.

Trzy powody, aby zachwycić się «W  żywe oczy»

Jestem zachwycona także pomysłem na tę powieść. Po pierwsze: kontrowersyjna poezja Charlesa Baudelaire’a jako motyw i sposób na zbrodnię. Lubię takie zabawy w literaturze. Delaney obmyślił to perfekcyjnie! Po drugie: motyw aktorstwa. O zachowaniu Claire już pisałam, ale wspomnę jeszcze o wykorzystaniu tego motywu nie tyle w treści, co w formie książki. Co jakiś czas, zamiast tradycyjnych dialogów, mamy dialogi jak gdyby wyjęte ze scenariusza jakiejś sztuki. Wygląda to fantastycznie i dodaje całości takiego smaczku – niby niewiele, a jaki efekt! Po trzecie: zwrot akcji w idealnym miejscu. Na początku możemy podejrzewać, jak historia potoczy się dalej, ale nagle autor zmienia kierunek i okazuje się, że nie wiemy nic. Genialne!

W żywe oczy - JP Delaney

Mój autor nr. 1 thrillerów psychologicznych

Dobre thrillery psychologiczne uwielbiam przede wszystkim za to, że nigdy nie można być w nich niczego pewnym. Tak było ze świetną «Zaginioną dziewczyną» Gillian Flynn, tak jest też z obiema powieściami JP Delaneya. Czytasz, nie możesz się oderwać, nagle następuje zwrot akcji, który wyrzuca cię z kapci i płaczesz, że nie możesz zarwać nocy przy tej książce, bo następnego dnia trzeba iść do pracy/zaprowadzić dzieci do szkoły itp. «W żywe oczy» jest według mnie thrillerem idealnym i dosłownie nic nie zmieniłabym w tej książce. Jestem zachwycona pomysłem i wykonaniem, kreacją bohaterów i rozwiązaniem sprawy morderstwa. JP Delaney zostaje oficjalnie moim autorem nr jeden w swojej kategorii i szczerze polecam wam obydwie jego książki. Ja je dosłownie uwielbiam!

Bibliofilem być recenzje książek

 

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte

 

NA SKRÓTY

«W żywe oczy» to drugi thriller psychologiczny JP Delaneya wydany w Polsce. Jego poprzednia książka, «Lokatorka», była hitem zeszłego roku i na mnie również zrobiła spore wrażenie. Czy nowa powieść jest w stanie dorównać choć trochę tej poprzedniej? Okazało się, że tak, a może jest nawet lepiej? Bardzo podoba mi się pomysł, aby wykorzystać jako motyw zbrodni kontrowersyjną poezję Charlesa Baudelaire’a. Drugi ciekawy wątek to aktorstwo: jak mocno aktor może wejść w odgrywaną przez siebie postać? Delaney ponownie stworzył thriller, który wciąga i nie chce puścić, a zwrot akcji, który autor zastosował, sprawia, że nie wiemy już w co i komu wierzyć; co jest prawdą, a co grą. Według mnie to thriller idealny i gorąco go wam polecam.