in Books, Literatura piękna

„Muza” – Jessie Burton

at
muza-jessie-burton

Muza to druga książka Jessie Burton. O jej debiutanckiej powieści, Miniaturzystce, słyszałam wiele dobrego i sama od pewnego czasu mam ją na liście, ale ciągle nam nie po drodze. Trzeba przyznać, że obydwie książki przyciągają wzrok pięknymi okładkami. Ale czy ładna szata graficzna świadczy o równie dobrym, a może i lepszym, wnętrzu?

Londyn, rok 1967 r. Czarnoskóra Odelle po długim poszukiwaniu ciekawszej i ambitniejszej pracy niż ekspedientka sklepu obuwniczego, trafia do galerii sztuki, gdzie otrzymuje posadę maszynistki. W Instytucie Skeltona poznaje osobliwą i nieco wścibską Marjorie Quick. Kiedy do galerii przychodzi adorator Odelle wraz z tajemniczym obrazem, Quick na widok malowidła ucieka prosto w ulewny deszcz. Maszynistka, zaintrygowana zachowaniem szefowej, postanawia odkryć prawdę na temat obrazu i jego autora. W jaki sposób znalazł się u Lawrie’ego i co ma z nim wspólnego Marjorie Quick? Kolejne odkrywane informacje coraz bardziej zaskakują dziewczynę.      

Jeszcze przed premierą Muzy spotykałam się z samymi zachwytami nad nią. Najpierw Miniaturzystka, teraz Muza – Jessie Burton musi mieć rzeczywiście świetne pióro. Zaczynając więc lekturę już wiedziałam, że to będzie dobrze spędzony czas. I zdecydowanie się nie zawiodłam. Burton stworzyła niesamowicie wciągającą, tajemniczą historię, w której odkrywanie kolejnych elementów układanki daje coraz bardziej intrygujący obraz. Każdy, najdrobniejszy element fabuły jest idealnie dopracowany: postać utalentowanej literacko czarnoskórej Odelle pochodzącej z Trynidadu i próbującej odnaleźć się w Londynie, tajemnicza Marjorie Quick, która lubi wszystko wiedzieć, ale niekoniecznie dzielić się informacjami o sobie, a wreszcie bohaterowie, którzy stoją za zagadką posiadanego przez Lawrie’ego obrazu.

Książka podzielona jest niejako na dwie historie, dążące do połączenia się w całość. Opowieść o Odelle, Marjorie, Lawie’em i obrazie z 1967 r. przeplata się z historią rodziny Schlossów z roku 1936. Ta druga stopniowo odkrywa przed nami znaczące fakty, wywołując napięcie i rozbudzając naszą ciekawość. Bardzo lubię taki zabieg – spotykanie się teraźniejszości z przeszłością, przeplatanie różnych historii z różnych czasów.

Próbuję znaleźć jakieś minusy w powieści Jessie Burton, ale żadnych nie widzę. Ta książka zachwyca na każdym kroku: fantastyczną historią, świetnym kunsztem pisarskim, piękną oprawą graficzną – okładką, ale i grafikami oddzielającymi części. Po Muzie mój apetyt na Miniaturzystkę wzrósł niesamowicie!

Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę świetną książkę!

Werdykt: TO READ!!!

* za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.