Nie jestem fanką serii. Zdecydowanie wolę jednotomowe powieści, ale jest kilka cykli, które czytałam z wypiekami na policzkach i było mi ciężko rozstać się z bohaterami albo na których kolejne tomy czekam z niecierpliwością. Jesteście ciekawi, o jakich tytułach mowa? Dziś zacznę od serii już ukończonych, które przeczytałam w całości.


„Ania z Zielonego Wzgórza”

Lucy Maud Montgomery


Klasyka. Mimo że pierwszy tom to lektura szkolna, a książki czytane z przymusu raczej rzadko zostają naszymi ulubionymi, przygody Ani Shirley są na tyle fascynujące, że ciężko nie sięgnąć po kolejne tomy. Anię pochłaniałam w czasie, kiedy dopiero przełamywałam swoją niechęć do czytania. Nie byłam jeszcze tak zapalonym czytelnikiem jak teraz, ale nie rwałam się także do książek sama z siebie, więc to niejako cud, że przeczytałam całą serię i to z własnej woli. To chyba też jedne z pierwszych książek, które wypożyczałam już na własną kartę biblioteczną. Kiedyś muszę wrócić do tej historii, do czego zachęcił mnie m.in. serial Netflixa, «Ania, nie Anna».


„Harry Potter”

J.K.Rowling


Moja wielka przygoda z ubiegłego roku to poznanie wszystkich siedmiu tomów przygód chłopca, który przeżył. Dacie wiarę, że kiedyś dosłownie nienawidziłam tej serii? Nie mam pojęcia, jak mogło do tego dojść, ale po wielu straconych latach wreszcie nadrobiłam braki i od razu zakochałam się w świecie czarodziejów wykreowanym przez Rowling (więcej o mojej przygodzie z Harrym przeczytacie w specjalnym wpisie ⇒TU⇐). A po przeczytaniu książek i obejrzeniu ekranizacji trochę mi na starość odbiło, bo zaczęłam kolekcjonować różne gadżety związane Hogwartem. Na razie mam tylko różdżkę i specjalne, puchońskie wydanie pierwszego tomu serii, ale w planach jest jeszcze co najmniej krawat i szalik. Muszę nadrobić tyle straconych lat!


„Oko jelenia”

Andrzej Pilipiuk


Twórczość Andrzeja Pilipiuka zaczęłam poznawać od «Wampirów z M-3», ale to seria «Oko jelenia» najbardziej mnie zafascynowała i szybko pochłaniałam kolejne tomy. Pilipiuk najpierw zesłał nam koniec świata, aby później przenieść bohaterów do XVI-wiecznej Norwegii. Fascynująca opowieść, którą przypłaciłam nie jednym koszmarem, ale było warto. Szkoda tylko, że pod koniec autor kompletnie się pogubił i nie dość, że zakończył historię dwa razy (odgrzewany kotlet po latach), do tego zupełnie bez sensu. Mimo to mam sentyment do tej serii i bardzo ją polecam.


„Wiedźmin”

Andrzej Sapkowski


«Wiedźmin» to kolejna, obok «Harry’ego Pottera», seria, z którą spędziłam sporo czasu w ubiegłym roku. Mój Luby jest jej wielkim fanem, bardzo polecała mi ją też przyjaciółka, więc nie mogłam nie zapoznać się z przygodami Geralta. Zupełnie nie rozumiałam wątku politycznego, ale nie przeszkadzało mi to zachwycać się językiem, humorem, pikanterią i magią. Mój zachwyt popsuł mi trochę sam autor i jego brak szacunku dla fanów, ale staram się rozdzielić jego zachowanie i twórczość. Jako że nie jestem typem gracza, raczej nie planuję sięgać po produkcje CD PROJEKT RED, za to szczerze nie mogę doczekać się serialowej adaptacji, którą szykuje Neflix

 

To pierwsza część wpisu, bo jeszcze kilka moich ulubionych serii na pewno się znajdzie (a podobno nie lubię wielotomowych historii…). Jestem ciekawa, jak to wygląda u was – podzielacie moje zdanie i też wolicie pojedyncze powieści, czy jednak serie zdecydowanie są górą?