Ja i komiks? Nieee, to się nigdy nie stanie. Tak powiedziałabym jeszcze z rok-dwa lata temu, a później nauczyłam się, żeby nigdy nie mówić nigdy, bo wciąż potrafię zaskakiwać samą siebie.

Ostatnimi czasy powieści graficzne coraz częściej goszczą na Instagramie, a jak wiecie (lub właśnie się dowiadujecie), to świetne miejsce na promowanie książek wśród książkoholików. Długo przypatrywałam się kolejnym polecajkom, ale dopiero kiedy wydawnictwo Marginesy postanowiło wejść na nowy dla siebie grunt i zacząć wydawać komiksy, stwierdziłam, że to jest właściwy moment, aby zapoznać się z tym rodzajem literatury. Czy to pierwsze spotkanie okazało się udane? Chyba tak, ale po kolei.

Przecież komiksy są dla dzieci… A nie?

Zacznijmy od tego, że temat czytelniczy, jaki wybrałam sobie na maj, to literatura dziecięca i nastąpiło to trochę z powodu «Artemizji». No bo przecież komiksy są dla dzieci, jak nie, jak tak? Czy mogłabym się bardziej mylić? Wystarczyło, że otworzyłam «Artemizję» na przypadkowej stronie i od razu zrozumiałam swój błąd. Nathalie Ferlut nie przebiera w słowach i pojawia się wiele niecenzuralnych wyzwisk względem kobiet (co było dla mnie podwójnie dotkliwe). W pierwszym momencie wbiło mnie to dosłownie w kapcie i nie wiedziałam, co mam o tym tytule myśleć. A zwłaszcza, kiedy doszłam do brutalnej sceny, która już z pewnością dyskwalifikuje «Artemizję» jako literaturę dziecięcą.

Artemizja - Nathalie Ferlut, Tamia Baudouin

Artemizja Gentileschi i jej niełatwa historia

Powieść graficzna przedstawia skrócony życiorys Artemizji Gentileschi, utalentowanej malarki żyjącej w XVII wieku, pierwszej kobiety przyjętej do Accademii delle Arti del Disegno. To książka w nurcie feministycznym i muszę przyznać, że to bardzo mi się w niej podobało, ale… nie byłam przygotowana na taką historię, taką brutalność i okropieństwa, które spotkały tytułową bohaterkę. Nie jestem też przekonana do samej kreski, stylu Tamii Baudouin odpowiedzialnej za stronę graficzną komiksu. To raczej nie moja stylistyka i niektóre sceny mnie wręcz odrzucały, zarówno za sprawą przekazu, jak i samego rysunku. Do tego na początku ciężko było mi się połapać, kiedy jesteśmy w teraźniejszości, a kiedy wracamy do młodości Artemizji. Zdecydowanie zabrakło tu wyraźnego zaznaczenia wędrówek w czasie.

Czy pierwsze spotkanie z komiksem było udane?

Nie wiem, czy «Artemizja» była dobrym wyborem na pierwsze spotkanie z powieściami graficznymi. Po pierwszych stronach byłam pewna, że ta przygoda zakończy się wielkim rozczarowaniem. Później zaczęłam nabierać sympatii do tytułowej malarki i zaciekawiło mnie jej niełatwe życie. Cieszę się, że autorki przedstawiły jej historię, bo właściwie o Artemizji Gentileschi nigdy nie słyszałam, a warto zwrócić uwagę na jej życiorys i dokonania. Ostatecznie więc jestem lekko rozdarta. Na plus odnotowuję tematykę tej powieści graficznej i odkrycie przede mną nieznanej, silnej kobiety, na minus niestety kreskę i brak zaznaczonego przeskakiwania w opowieści między czasami.

Artemizja - Nathalie Ferlut, Tamia Baudouin

Podsumowując

Czy jestem rozczarowana? Trochę tak. Czy na tyle, by dać sobie spokój z komiksami? Zdecydowanie nie. Styl rysunku to kwestia indywidualna, mi akurat nie podpasował, ale nie będę z tego powodu przekreślać całego gatunku. W planach mam teraz kolejną komiksową biografię, ale myślę, że jeszcze nie raz się skuszę na tę formę literatury, bo całkiem mi się podobała.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy