Mój stary to fanatyk wędkarstwa…  – kto nie zna tych słów, rozpoczynających najbardziej znaną pastę polską, nie zna internetu. Właśnie za sprawą tej copypasty Malcolm XD zyskał ogromną sławę, a jego fanpage na Facebooku, liczący ponad 42 tysięce followersów, przebija popularnością stronę niejednego pisarza. Ale po kolei – najpierw trzeba zapoznać się z pastą.

Osobiście powiedziałbym, że copypasta to jeden z licznych tekstów kultury internetu (obok memów – ku pamięci, mem to nie obrazek z podpisem, ale treść, która staje się tzw. viralem, czyli treścią wielokrotnie przekazywaną licznym użytkownikom przez innych użytkowników. Pasta jest więc także memem), który ma bawić, triggerować albo zniesmaczać – w zależności od tego, czego się po, krócej mówiąc, paście oczekuje. Pasta o fanatyku (niedawno zekranizowana, w postać tytułowego fanatyka wciela się znany i lubiany Piotr ‘Dzieci-umyjcie-rączki’ Cyrwus) rozpoczęła polski boom na pasty, gdyż wcześniej były one znane raczej wyjadaczom internetowym, którzy przesiadywanie przed komputerem zamienili w styl życia. Potem copypast powstało wiele więcej. Jeśli ktoś poszukuje ich genezy, odsyłam do tzw. greentextów, 4chana i reddita oraz polskiej edycji tego ostatniego – Wykopu.

Ale ja nie o tym. Emigracja Malcolma XD to próba brutalnego przejęcia sceny literackiej przez internetowe twory. I mamy ogromne szczęście, że przyszło nam żyć w tym czasie – to absolutnie nowa jakość dla tych, którzy dotąd nie mieli okazji zapoznać się z esencją internetu. Co więcej – to próba o tyle wulgarna, co elegancka. Malcolm XD przeskakuje z medium cyfrowego na analogowe z gracja Arnolda Schwarzeneggera po dwudziestu latach w balecie, jednocześnie tańczącego w Jeziorze Łabędzim i próbującego odeprzeć atak Predatora. I udaje mu się – gdyby Malcom wylądował helikopterem blisko takiego show, Arnold z pewnością zakrzyknąłby: Get to the choppa!

Malcolm XD i Emigracja – absurd patologią pogania

O czym opowiada «Emigracja»? To na pół autobiograficzna, na pół stylizowana na taką opowieść o przeżywaniu najdłuższych w życiu wakacji w taki sposób, aby można było opowiadać o nich wnukom. I to jeszcze wnukom, których na co dzień mało dziwi i szokuje. Razem z Malcolmem snujemy się po małomiasteczkowej, znanej każdemu Polsce, ze swoimi patologiami i niemal surrealistycznymi nonsensami, by zaraz potem wylądować za wschodnią granicą u mirków, poruszających się głównie pojazdami typu TIR. Jeździmy chwilę potem z Cyganami-kombinatorami, lądujemy na londyńskim śmietniku, pedałujemy w rikszy, zbieramy kapustę – a to wszystko w zacieśniającej się spirali przegrywu, biedy i typowego dla Polaków kombinatorstwa, które na tytułowej emigracji osiąga poziom szokujący nawet dla kogoś, kto uważał, że na januszowaniu zjadł zęby i nic, nawet wykłócanie się z kasjerką w Biedronce o grosika, nie zrobi na nim najmniejszego wrażenia.

 

Emigracja - Malcolm XD

Oczywiście clou programu nie jest wcale sama historia, ale to, jak została napisana. Tutaj bowiem objawia się potencjał paściarski Malcolma XD. Czytając «Emigrację» czułem się, jakbym kolejny raz czytał pastę o fanatyku, ale w zupełnie nowy, świeży i jeszcze bardziej zabawny sposób. Mamy więc absurdalne, ale nie całkiem pozbawione znamion prawdopodobieństwa sytuacje, bohaterów, o których można byłoby powiedzieć, że wszelkie podobieństwa do prawdziwych postaci są przypadkowe (ale każdy z nas zna odpowiednik książkowego Stomila). Jednak sam styl jest esencją tej książki – bo nie wiem, czy nazwanie jej powieścią nie byłoby nieco uwłaczające – czy powieści, czy «Emigracji» – to już dopowiedzcie sobie sami.

Język Malcolma XD prawdę Ci powie

Dla tych, którzy nie znają innego języka niż literacki, książka autora pasty o fanatyku będzie tym samym, co zderzenie się z drzewem przy jeździe minimum 140km/h. Malcolm XD pisze bowiem tak, jak mówi młodzież na osiedlach i nie dziwi to ani trochę – bohaterowie więc mają grube rozkminy, podbijają do informacji turystycznej, w międzyczasie starając się ogarnąć, o co chodzi. Oczywiście nie brakuje swojsko brzmiących przecinków oraz wszelkiej maści wulgaryzmów, które, co tu kryć, dla wielu wulgarne już wcale nie są. Teraz jest to język, chociaż wcale nie przystojny, to powszechnie stosowany – z tym trzeba się (niestety) pogodzić i liczyć (oby) na zmianę. Malcolm XD w «Emigracji» oraz w każdej swojej paście nie ogranicza się tylko do wulgaryzmów i nowomowy współczesnego młodego człowieka, ale wplata także na pół inteligenckie dywagacje:

Pomiędzy maturą a rozpoczęciem edukacji wyższej w stolicy, na którą miałem nadzieję, miały jednak minąć 4 miesiące, czyli tak zwane najdłuższe wakacje w życiu., bo matury mieliśmy w maju, a studia zaczynają się w październiku. O ile to okres wyjątkowy, jak sama nazwa wskazuje, to nie można powiedzieć, żebym ja lub moi rówieśnicy-maturzyści zagospodarowali go w jakiś sposób wyjątkowy jak na standardy miejscowości o liczbie ludności 10000-19999. Prawie każdy z nas pracował gdzieś na ćwierć czy pół etatu, ew. pomagał w interesie starym, jeżeli prowadzili franczyzę sklepu małopowierzchniowego, jak rodzice Gośki, czy mieli średnio łamany przez słabo prosperujący warsztat lakierniczy, jak stary Stomila. Stomil to mój przyjaciel jeszcze z podstawówki, który pseudonim swój zawdzięcza temu, że najpóźniej z nas wszystkich miał Internet w domu i będąc w gimnazjum, niechcący ujawnił, że jest głęboko przekonany, że prezerwatywy zakłada się na język, na co koronnym dowodem miało być, że istnieją prezerwatywy smakowe. A wiecie, taki ciąg myślowy prezerwatywa – guma – opony – zakłady przemysłu gumowego Stomil i tak drogą skojarzeń powstała jego ksywa. 

Emigracja - Malcolm XD

Nie ma więc wątpliwości, że «Emigracja» należy do tego typu utworów, które w przemyślany sposób mieszają narrację autora  – naprzemienne wykorzystywanie prymitywnego wywodu razem z inteligenckim sposobem wypowiedzi, okraszonym dodatkowo wugaryzmami sprawia, że styl Malcolma XD jest absolutnie nie do podrobienia.

Czy warto czytać Emigrację Malcolma XD?

Jeśli miałbym jednoznacznie powiedzieć, czy polecam tę książkę, to nie mógłbym tego zrobić. Z prostego powodu – nie każdemu do gustu przypadnie taki styl. Jeśli ktoś jest opatrzony już z tym, jaka narracja panuje w internecie, nie razi go liczna i rozbudowana wulgarność, a ponadto lubią humor sytuacyjny, wymykający się często regułom prawdopodobieństwa, śmiało powinny sięgnąć po ten tytuł. Ale czytelnicy przyzwyczajeni do Manna czy Dostojewskiego i stanowczo protestujący przeciwko barbaryzacji języka literackiego, będą zdecydowanie zawiedzeni. Dlatego polecam dobrze zastanowić się, po której stronie barykady się jest. Albo, nawet jeśli podobna literatura nie trafia w czytelnicze gusta – może warto wybrać się na literacką emigrację i spróbować czegoś spoza dobrze znanego podwórka?

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu W.A.B.