Długo czekałam, żeby zapoznać się z twórczością Colsona Whiteheada, a kiedy przyszło już co do czego, przeczytałam dwie jego powieści niemalże jedna po drugiej. I chyba to nie był dobry pomysł.

Jeśli czytaliście moją opinię na temat nagrodzonej Pulitzerem «Kolei podziemnej» albo sami czytaliście tę powieść, pewnie pamiętacie, że to książka nieco monotonna i z jednej strony w tym właśnie tkwi jej urok, z drugiej zaś sprawia to, że momentami jest… nudno. W «Miedziakach» jest dokładnie to samo.

«Kolej podziemna» a «Miedziaki»

Mam wrażenie, że właściwie mogłabym wziąć tekst, który napisałam o «Kolei podziemnej», podstawić tytuł «Miedziaki», zmienić szczegóły dotyczące fabuły i miałabym gotową opinię o drugiej przeczytanej przeze mnie książce Whiteheada. I tu jest właśnie problem z tym, że te dwa tytuły czytałam w krótkim odstępie czasu między nimi. Gdyby ta przerwa była dłuższa, z pewnością nie miałabym problemów z rozróżnieniem tych historii i dostrzeżeniem ich indywidualnego charakteru. Oczywiście, fabuły różnią się od siebie diametralnie, «Kolej podziemna» i «Miedziaki» to dwie zupełnie różne opowieści, ale dla mnie to była kolejna trudna książka o rasizmie, nienawiści i prześladowaniu, napisana równie monotonnym stylem, co poprzednia.

Rasizm w XIX wieku a w latach 60. wieku XX

O ile w «Kolei podziemnej» akcja działa się jeszcze w XIX wieku i przez to mamy wrażenie, że było to dawno, więc sam rasizm tak bardzo nas nie dziwi (co samo w sobie jest przerażające), o tyle w przypadku «Miedziaków» ten dyskomfort jest odczuwany już dużo mocniej i to w moich oczach nieco tę powieść wyróżnia. Bo to, że jeszcze w latach 60. XX wieku rasizm w Stanach Zjednoczonych był wszechobecny, jest już dużo ciężej zaakceptować. W nowej powieści Colson Whitehead przedstawia losy czarnoskórego chłopaka, który miał przed sobą przyszłość, chciał iść na studia, ale niefortunny przypadek sprawił, że zamiast spełnić swoje największe marzenie, trafia do miejsca, które pozbawia człowieka jakichkolwiek złudzeń, do Miedziaka, ośrodka wychowawczego, który ze szkołą niewiele ma wspólnego. Elwood musi odnaleźć się w świecie, w którym panują niezrozumiałe dla niego zasady, gdzie bycie honorowym nie jest nagradzane, ale karane, gdzie przemoc jest na porządku dziennym.   

Miedziaki - Colson Whitehead

Czego nie robić, gdy czytasz trudną książkę

Pisząc ten tekst, jeszcze wyraźniej widzę, jak duży błąd zrobiłam nie dając sobie dłużej odpocząć od pióra Whiteheada. Bo «Miedziaki» pod względem tematu to naprawdę ciekawa powieść. Problemem jest to, że ja byłam zmęczona tym tematem, ale i charakterystyczną dla pisarza monotonnością i gładkim przechodzeniem nad poważniejszymi wydarzeniami w powieści, przez co nie skupiłam się na tej książce tak, jak na to zasługuje. Kiedy zostało mi jakieś 80 stron do końca i akurat wypadł mi weekendowy wyjazd, pomyślałam, że wezmę do pociągu coś lżejszego, a «Miedziaki» dokończę po powrocie. I okazało się to już zupełnie pogrzebać moje zainteresowanie tym tytułem, bo o ile wcześniej czytało mi się go dosyć płynnie, tak te ostatnie 80 stron strasznie wymęczyłam z powodu kompletnego braku zainteresowania fabułą.

Podsumowując

Ten tekst okazał się nie być rzetelną opinią, ale wyznaniem moich czytelniczych grzechów. No cóż, bywa i tak. Nie mam jednak w sobie na tyle ciekawości, żeby wrócić do «Miedziaków» po raz kolejny, a pewnie i w ogóle odpuszczę sobie następne książki Whiteheada, bo ich tematyka jest dla mnie zbyt przytłaczająca. Nie chciałabym jednak, żebyście po moich wynurzeniach odebrali powieść amerykańskiego pisarza jako słabą i niewartą uwagi, bo to byłaby dla niej krzywda. Pozwólcie więc, że ten tekst pozostawię bez oceny „czytać” czy „nie czytać”.

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Albatros