in Books, Literatura piękna

„Miasteczko w Islandii” – Guðmundur Andri Thorsson

at
miasteczko-w-islandii-gudmundur-andri-thorsson

Islandia to fascynujące miejsce i w ostatnim czasie wydawnictwa wypuściły kilka ciekawych tytułów na jej temat. Jednym z nich jest «Miasteczko w Islandii» Guðmundura Andri Thorssona, reklamowane na okładce hasłem: “To najpiękniejsza książka, jaką przeczytasz w tym roku”. Czy tak jest rzeczywiście?

Thorsson ukazuje nam życie islandzkiej wioski, Valeyri, opowiadając historie jej mieszkańców. Książka składa się z szesnastu opowiadań, krótszych i dłuższych, a losy bohaterów wzajemnie się przeplatają i na siebie oddziałują. Obserwujemy codzienne życie mieszkańców, ich teraźniejszość i przeszłość, ich smutki, radości i rodzinne dramaty.

Spodziewałam się intrygującej, czarującej islandzkim klimatem, książki. Liczyłam na bohaterów, którzy pokażą mi urok tej tajemniczej wulkanicznej wyspy. Początkowo opowiadania przypominały mi fantastyczne minimalistyczne «Całe życie» Roberta Seethalera – poznajemy życiorysy prostych ludzi, a narracja w trzeciej osobie prawie pozbawiona jest dialogów. Niestety im dalej brnęłam w tę książkę, tym coraz bardziej byłam rozczarowana.

Nie bardzo lubię taką formę powieści: zamiast jednej ciągłej akcji, napakowanie kilkunastu opowiadań, które niby łączą się w całość, ale też nie do końca. Przeskakiwanie między różnymi historiami sprawia, że ciągle od nowa musimy się oswajać z kolejnymi postaciami. A kiedy ledwo udaje nam się połapać w historii jednego bohatera, już zaczyna się następne, zupełnie inne opowiadanie. I tak szesnaście razy… Wcale nie pomagał fakt, że te historie się jakoś łączą. Najzwyczajniej w świecie gubiłam się w mnogości nazwisk i bezbarwnych wydarzeń.

Muszę też przyznać, że nie polubiłam się z klimatem, w jakim utrzymana jest powieść. Powolny, tajemniczy… zimny. Nie wiem, czy typowo skandynawski, czy raczej typowo islandzki. Z powieści skandynawskich znam tylko kryminały, które bardzo lubię. Niestety Thorsson mnie nie oczarował, a wręcz wynudził. Książka jednak jest cieniutka, więc nie straciłam na nią zbyt dużo czasu.

 

 

Werdykt: NOT TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Wielka Litera

 

«Miasteczko w Islandii» Guðmundura Andri Thorssona to ukazane w szesnastu krótkich opowiadaniach życie islandzkiej wioski i jej mieszkańców. Początkowo książka przypominała mi fantastyczne «Całe życie» Roberta Seethalera, ale niestety okazało się, że pokonała mnie mnogość pojedynczych historii i bohaterów, jak i sam klimat książki. Nie polecam.

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.