in Books

„Mężczyzna w Białych butach” – Waldemar Ciszak, Michał Larek

at
mezczyzna-w-bialych-butach-waldemar-ciszak-michal-larek

Rok 1991. Na poznańskim blokowisku niepozornie wyglądający mężczyzna zaczepia idącego do szkoły nastolatka. Wymyśla pretekst, żeby dostać się do jego mieszkania. Chłopiec początkowo nie podejrzewa niebezpieczeństwa…

Mężczyzna w białych butach trzyma w napięciu mocniej niż jakikolwiek kryminał i wciąga bardziej niż najlepsze reportaże! To powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, które na początku lat 90. wstrząsnęły Polską. Wychodząc poza ramy gatunku, autorzy przedstawiają historię głośnych zbrodni seryjnego mordercy.

Bohaterowie z krwi i kości, tajemnica psychiki “Dusiciela” oraz brawurowo poprowadzona fabuła sprawiają, że emocje buzują jak podczas oglądania magazynu kryminalnego 997. Nawet na krok nie odstępujemy mordercy i depczących mu po piętach policjantów, ale czy uda się wygrać wyścig z czasem i uratować chociaż jedno niewinne życie?

Mężczyzna w białych butach zaintrygował mnie swoim gatunkiem. Nie jest to zwykły kryminał, a połączenie go z dokumentem. Na dodatek jednym z jego autorów jest były prokurator wydziału śledczego. Czy powieść oparta na historii prawdziwego seryjnego mordercy okaże się bardziej wciągająca niż kryminały z zupełnie wymyśloną fabułą?

Wśród nowych blokowisk w wielu miastach dzieci zaczepia pewien mężczyzna. Zawsze rano, zawsze kilkunastoletnich chłopców udających się dopiero do szkoły. Ma stałą formułkę, której używa, aby przekonać ich do zaprowadzenia go do swoich mieszkań. Jego celem jest jedno – kradzież kosztowności. Nie zawsze się jednak na tym kończy. Kiedy dochodzi do kolejnych morderstw, policja za wszelka cenę chce dorwać zbrodniarza. Nie można dopuścić do kolejnych tragedii i śmierci niewinnych dzieci. Po zeznaniach kilku osób stopniowo zaczyna wyłaniać się rysopis mordercy – cechy charakterystyczne: białe buty i aktówka.

Pierwszy raz spotykam się z taką formą. Połączenie kryminału z dokumentem wydaje się być strzałem w dziesiątkę, jednak przez połowę książki miałam jeden zarzut. Oryginalny sposób prowadzenia narracji przez długi czas, zamiast mnie zaintrygować, mocno mnie irytował i dezorientował. Powieść napisana jest niczym film dokumentalny, połączenie W-11 z przerwami na wspomnienia policjantów pracujących wówczas nad tą sprawą. Programu 997 nie oglądałam, ale podejrzewam, że właśnie na nim wzorowali się autorzy książki. Ta oryginalna narracja sprawiała, że długo nie mogłam się połapać, kto jest kim. Tutaj żaden bohater nie wydaje się na tyle ważny, abyśmy poznali go bliżej. Ważny jest sam wątek kryminalny i postać “Dusiciela”. Akcja przeskakuje z jednego wydarzenia na drugie, urywa się, by zaraz rozpocząć w zupełnie innym miejscu.

I nagle w połowie książki poznajemy mordercę. Ale jak to, już?! I o czym będzie teraz powieść? Gdzie ten dreszcz zaskoczenia, towarzyszący czytaniu kryminałów do samego końca? Byłam pewna, że ta książka okaże się wielkim rozczarowaniem. A tu szok! Było coraz lepiej! Przekonałam się też do sensu dziwnej narracji, idealnie pasującej do tej historii. Kiedy moje wahania minęły, stwierdziłam jedno – jestem zachwycona tym kryminałem!

Niektórym, tak jak mi, ciężko będzie przyzwyczaić się do tak wartkiej i nieco chaotycznej akcji. Ale wierzcie mi, warto dać tej powieści szansę. Autorzy wykorzystali prawdziwą historię, a to sprawia, że jeszcze bardziej mrozi ona krew w żyłach. Co innego czytać o wymyślonych zbrodniach, a co innego wiedzieć, że to wydarzyło się naprawdę! Moje początkowe rozczarowanie zamieniło się w zachwyt i ostatecznie Mężczyzna w białych butach trafia do rankingu najlepszych kryminałów, jakie czytałam.

 

Werdykt: TO READ!!!

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.