E.E.Schmitt to mój ulubiony zagraniczny autor. Jego książki wprost połykam, a na nowe czekam z niecierpliwością. Gdy dowiedziałam się, że wychodzi „Małżeństwo we troje”, książkę nabyłam na stronie wydawnictwa jeszcze przed premierą w księgarniach. A gdy ją otrzymałam, no cóż, musiałam się mocno hamować, żeby nie przeczytać jej całej na raz, a dozować sobie tę przyjemność :).

Notka na tylnej okładce niestety nie ma wiele wspólnego z książką. „Małżeństwo we troje” to zbiór pięciu opowiadań, czyli formy preferowanej przez autora. Schmitt jest mistrzem przedstawiania różnych charakterów, różnych osobowości i w jego najnowszych opowiadaniach nie jest inaczej. „Dwóch panów z Brukseli” to wzruszająca opowieść o parze homoseksualistów, którzy biorąc potajemny ślub w tym samym czasie co obca im Genevieve i Eddy, w magiczny sposób łączą swoje losy z młodym małżeństwem, śledząc ich dalsze życie. „Pies” – historia niezwykłego przywiązania Samuela do psa Argosa, a właściwie psów, bo po śmierci każdego, nabywał kolejnego tej samej rasy i nazywał go dokładnie tym samym imieniem. Tytułowe „Małżeństwo we troje” to opowiada o kobiecie, która po śmierci męża rozpaczliwie szuka nowego partnera. Kiedy poznaje mężczyznę z Kopenhagi, okazuje się on niezwykle zafascynowany zmarłym mężem kobiety… „Serce w popiele” porusza temat siły miłości matki do dziecka. W tym opowiadaniu Schmitt pokazuje nam, jak ciężko jest pogodzić się ze stratą dziecka i jak łatwo popaść w iracjonalny obłęd spowodowany ogromem miłości. Zaś „Dziecko upiór” pokazuje, jakie konsekwencje mogą mieć ważne wybory życiowe.

Książka jest fantastyczna! Każde opowiadania, każdy bohater i jego charakter są idealnie dopracowane. Ze swoją miłością do Schmitta prawdopodobnie nie jestem zbyt obiektywna, ale myślę, że zdecydowanie warto sięgnąć po „Małżeństwo we troje” 🙂 Polecam! 🙂

Werdykt: TO READ!!!