„Love, Rosie” – Cecelia Ahern


Books, Literatura kobieca / sobota, Październik 8th, 2016

Do tej pory z powieści Cecelii Ahern miałam okazję przeczytać tylko sławne PS. Kocham Cię. Po Love, Rosie sięgnęłam rok po obejrzeniu na jej podstawie filmu, który podobał mi się, ale też nieco denerwował. Raczej nie planowałam sięgać po książkę, jednak po licznych zachwytach nad nią i opiniach, że jest dużo lepsza niż ekranizacja filmowa, postanowiłam dać jej szansę.

Na okładce Love, Rosie książka opisywana jest hasłem: “wzruszająca opowieść o przyjaźni i miłości”, dla mnie jednak jest to po prostu opowieść o życiu i ciągłych przeciwnościach losu, a wątek romantyczny między głównymi bohaterami jest właściwie dodatkiem. Historie Rosie i Alexa poznajemy w dość nietypowy sposób – poprzez ich listy, maile, czaty, kartki okolicznościowe itd. Towarzyszymy im od dzieciństwa aż po późną dorosłość, w chwilach smutku, radości, wzlotów i upadków. Powieść niekiedy rozmiesza nas komicznymi fragmentami, aby za chwilę zirytować lub doprowadzić do wielkiej guli w gardle i potoku łez. Czyli dokładnie tak, jak robi to z nami życie.

Trochę żałuję, że najpierw obejrzałam film zamiast w pierwszej kolejności sięgnąć po książkę. W ekranizacji powieści denerwowało mnie bardzo to, że Alex i Rosie wciąż nie mogą być razem. Jestem niecierpliwym człowiekiem i w przypadku love story trzy zwroty akcji to moje maksimum. Tutaj non stop lecą jakieś kłody pod nogi: jeden ślub, wpadka, drugi ślub, rozwód, znowu coś innego. Agrr! Ile można! W książce jest tego jeszcze więcej, co niesamowicie mnie irytowało. Muszę jednak stwierdzić, że choć Love, Rosie niestety nie zachwyciło mnie tak, jak bym tego chciała, była to całkiem przyjemna książka. Oryginalny sposób opowiedzenia historii Rosie i Alexa sprawia, że czyta się ją błyskawicznie, więc jest to idealna odmóżdżająca lektura na weekend czy wyjazd wakacyjny.

Na koniec jedna dobra rada: jeśli chcecie obejrzeć film na podstawie jakiejś książki, zawsze sięgajcie najpierw po pierwowzór!

 

Werdykt: TO READ

  • Ewelina

    No widzisz, mnie totalnie zauroczyła i żadne kłody pod nogi mnie nie irytowały.
    Co do rady, to zawsze staram się pierwsze przeczytać książkę, a później sięgnąć po jej ekranizację 🙂
    E.

  • Pingback: #5książek: 5 książek na Dzień Matki()