in Books, Reportaż

„Lady Day śpiewa bluesa” – Billie Holiday, William Dufty

at
lady-day-spiewa-bluesa-billie-holiday-william-dufty

Nie jestem fanką jazzu, właściwie nigdy nie słuchałam tego typu muzyki, nie znałam więc też postaci Billie Holiday, ale kiedy przeczytałam opis książki, od razu poczułam, że to będzie świetna lektura. Bez względu na preferencje muzyczne czytelnika. I moje przeczucie mnie nie zawiodło.

Billie Holiday charakteryzują dwie cechy: nienawidzi kłamstwa oraz owijania w bawełnę. I to widać w jej autobiografii. Pierwsza dama jazzu szczerze opowiada o swoim ciężkim dzieciństwie, relacji z matką, która urodziła ją w wieku trzynastu lat, o tym, jak czarnym żyło się mniejszym mieście, ale także w wielkiej metropolii. O jej początkach w Nowym Jorku i pracy jako dziewczyna na telefon. O uprzedzeniach rasistowskich, które towarzyszyły jej całe życie i wplątały w niejedne kłopoty. O tym, jak doszła do wielkiej kariery, ale nigdy nie była bogata. Lady Day nie próbuje zatajać niewygodnych faktów – jest szczera aż do bólu.

Autobiografia Billie Holiday w Polsce ukazała się dopiero po pięćdziesięciu latach od jej wydania. Najlepsze czasy jazzu już dawno za nami, ale postać Lady Day jest ponadczasowa. Czytając jej opowieść niejednokrotnie ściskało mi się serce i pomstowałam na ludzi. Nigdy nie zrozumiem, jak można traktować kogoś gorzej tylko z powodu innego koloru skóry, nigdy nie pojmę, jak z ludzi o czarnej karnacji można było zrobić niewolników i jeszcze doprowadzić z tego powodu do wielkiej wojny. Historia Billie Holiday to nie tylko biografia wielkiej wokalistki – to świadectwo czarnej kobiety, która wciąż musiała walczyć z rasizmem otaczającym ją dookoła.

“Harówka jest przy takich numerach jak Doggie in the WIndow. Ale śpiewanie The Man I Loved czy Porgy jest dla mnie równie łatwe, jak opychanie się pieczoną kaczką od Chińczyka. A uwielbiam pieczoną kaczkę. Żyję, żeby śpiewać takie utwory. Przeżywam je za każdym razem od nowa, jestem w nich zakochana.”

Lady Day nie ukrywa również swojego uzależnienia od narkotyków i wydaje się, że jednym z celów powstania tej książki było pokazanie dzieciom i młodzieży, ostrzeżenie ich, do czego używki mogą doprowadzić i jak bardzo mogą zniszczyć życie. Ten wątek mocno podkreśla pod koniec, poświadczając własną historią zło, jakie może wyrządzić uzależnienie.

To, co najbardziej podoba mi się w tej książce, to język. William Dufty, spisując zwierzenia Billie Holiday, nie próbował ich uatrakcyjnić językowo, sprawić, aby treść była bardziej elegancka i literacka. Czytając autobiografię czujemy, jakbyśmy wysłuchiwali samej Lady Day – jej opowieść jest dokładnie taka sama jak ona: porywcza, szczera, często dosadna. Nie jest to suchy zbiór faktów, a żywa historia o lepszych i gorszych rzeczach, które spotkały pierwszą damę jazzu.

Po przeczytaniu tej biografii mam ogromną ochotę zapoznać się z dyskografią Billie Holiday. Miłość do muzyki bije z niemal każdej strony tej książki i zaraża nią czytelnika.

 

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Czarne

 

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.