in Books

„Kulminacje” Janusz L. Wiśniewski

at

Maj. Lubię ten miesiąc, choć oznacza nieubłaganie zbliżającą się sesję na uczelni = mniej czasu na czytanie dla przyjemności. A to z kolei powoduje, że niestety na blogu rzadziej będą pojawiać się recenzje. Ale oby do czerwca 🙂 Tymczasem mam dla Was parę słów o jednej z nowszych książek Wiśniewskiego 🙂DSC_2815

„Jeden mężczyzna, osiem kobiet. Literacki flirt rozgrywający się w świecie damsko-męskich relacji. Największe przeciwieństwa, a zarazem doskonała jedność. Gdy zderzą się pierwiastek męski z kobiecym, dochodzi do KULMINACJI uczuć.

Znakomity zbiór opowiadań, składający się w połowie z historii napisanych przez Janusza Wiśniewskiego i w połowie przez gwiazdy kobiecej literatury. Polskie autorki podejmują dyskusję na temat im najlepiej znany – kobiecości. Każde opowiadanie odczytują na nowo – odnajdują wątek, bohatera, scenę, które są dla nich KULMINACJĄ historii i snują własną wersję wydarzeń. Z tego dialogu zrodziła się prowokacyjna opowieść o sile uczuć, stracie, tęsknotach, zdradach i zdumiewających kobietach – dojrzewających, choć dawno dorosłych; dorosłych, a przecież nadal niedojrzałych.”

Niedawno czytałam jedną z pierwszych powieści Wiśniewskiego a tu już nowa trafiła w moje ręce. Staram się czytać książki według kolejności nabycia/pożyczenia od znajomych, ale nie mogłam się powstrzymać i po Kulminacje sięgnęłam niemalże od razu po kupnie. Z Wiśniewskim mam jak ze Schmittem – ciężko mi się powstrzymać od natychmiastowej lektury, nawet jeśli oznacza to czytanie zaraz po wyjściu z księgarni, przy jednoczesnym spacerze i potrącaniu ludzi po drodze ;). Swoją drogą, miałam plan nie kupować w kwietniu żadnych książek, bo i tak sporo czeka na półce na swoją kolej, ale jak zwykle nie wyszło 😉 Znacie to?

Wracamy do Wiśniewskiego i jego Kulminacji. Tym razem pisarz musi się podzielić chwałą z ośmioma kobietami – jego najnowsza książka to kompilacja ośmiu opowiadań, każde w dwóch wersjach: jedna Wiśniewskiego, druga którejś z polskich „gwiazd kobiecej literatury”. Przyznam, że sama kojarzę tylko dwa nazwiska, ale może to dlatego, że polskiej kobiecej literatury raczej nie czytam. Tematem głównym opowiadań są jak zwykle związki i skomplikowane relacje damsko-męskie. Jako postaci główne przeważają kobiety, młode i te bardziej dojrzałe, chyba tylko w jednym opowiadaniu to mężczyzna przewodził historii. Mamy m. in. opowieść o kobiecie, która swojego ukochanego po raz pierwszy spotkała w wigilię, siedzącego na blokowym śmietnisku (ale to nie to, o czym myślicie),

Jest też historia młodej, poważnie chorej dziewczyny, Matyldy, oraz jej opiekuna, Jakoba. W innej opowieści męskim głównym bohaterem jest rybak, rozdarty między życiem na lądzie a na statku. Wiśniewski nie oszczędza swoich bohaterów i ich zdrowia. Mamy arytmię serca, anoreksję, problemy ze snem. Jeden bohater traci nawet nogę. Przewija się też jeden główny motyw – krew.

Czytając Kulminacje możemy sobie porównać kunszt pisarski Wiśniewskiego z kilkoma polskimi pisarkami. Jak wyszedł na ich tle? Zdecydowanie wygrał. Chyba tylko Joanna Jodełka pozytywnie zaskoczyła mnie swoją niebanalną interpretacją historii stworzonej przez pisarza. Reszta pań wypadła dużo słabiej, choć z przykrością muszę przyznać, że i Wiśniewski nie w każdym opowiadaniu dał radę. Czasem, podczas czytania, pojawiał mi się w głowie znak zapytania połączony niekiedy z wtf oraz skonfundowanie, po jakich prochach był autor, kiedy pisał dany fragment. Czyżby pisarzowi zaczęły kończyć się pomysły? Charakterystyczne dla Wiśniewskiego jest to, że porusza niekiedy dziwne tematy i  właściwie powinnam się do tego przyzwyczaić, ale… Oczywiście w swoich opowiadaniach wykorzystał też to, na czym  zna się najlepiej i co pojawia się w każdej jego książce: chemię, fizykę, muzykę klasyczną.

Okładka książki idealnie pasuje do jej treści i w pewnym sensie mówi nam, o czym ta książka będzie. Nieprzypadkowo w oczy rzuca się właśnie czerwień. Już kiedyś chyba pisałam, że okładka książki gra dla mnie istotną rolę (jestem estetką i lubię ładne rzeczy), a ta zdecydowanie przypadła mi do gustu. Co jest w czerwieni, że tak przyciąga naszą uwagę i działa na zmysły? Nieważne. Najważniejsza przecież i tak jest treść, prawda? A ta, choć mnie nie zachwyciła, mimo wszystko jest niezła, więc nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę książkę. Przy werdykcie nie będzie jednak wykrzykników.

Werdykt: TO READ

Share:

Marth