in Books

„Księga wieszczb” – Erika Swyler

at
ksiega-wieszczb-erika-swyler

DSC_1880a

“Simon Watson, młody bibliotekarz, mieszka samotnie w domu, który powoli osuwa się do zatoki Long Island. Jego matka utonęła w jej wodach, a młodsza siostra Simona, Enola, uciekła do cyrku. Pewnego czerwcowego dnia Simon dostaje tajemniczą starą księgę – uszkodzony przez wodę i nadwątlony przez czas dziennik właściciela wędrownego cyrku z końca osiemnastego wieku. Odnotowano w nim dziwne, magiczne zdarzenia – w tym utonięcie cyrkowej syreny. Od tego czasu w każdym pokoleniu w rodzinie Simona tonie “syrena”. Zawsze dwudziestego czwartego lipca. Ten dzień zbliża się wielkimi krokami… Czy nad rodziną Simona ciąży klątwa i co to ma wspólnego z księgą? Czy Simonowi uda się rozwiązać zagadkę na czas i uratować Enolę?”

“Simon Watson, młody bibliotekarz (…)” – jako studentka bibliotekoznawstwa, po tym zdaniu wiedziałam, że muszę przeczytać tę książkę. Reszta opisu również intryguje, ale powieść Eriki Swyler mogłabym kupić dla samej okładki. Czyż nie jest piękna? Jednak to treść jest najważniejsza. Jak Swyler wypadła w swoim literackim debiucie?

Tym razem nie będę Wam opisywać tej historii własnymi słowami, gdyż opis okładkowy jest już wystarczający. Rozpoczynając lekturę tej książki, byłam pełna zapału – nastawiłam się na świetną historię, która mnie porwie. Księgę wieszczb zaczęłam czytać po skończeniu genialnego Shantaram i to był chyba błąd. Shantaram wysoko postawił poprzeczkę przez co książka Eriki Swyler wypadła dużo bladziej. Sama historia jest całkiem intrygująca, a próby zrozumienia przez Simona losu “syren” z jego rodziny budują napięcie w powieści. Dodatkowo przeplata się ona z opowieścią o pewnym “dzikim chłopcu” żyjącym pod koniec XVIII wieku, który został przygarnięty do trupy cyrkowej. Całość, losy Amosa (dzikiego chłopca) i historia Simona, łączą się powoli w całość. Jednak ta całość wydaje mi się zbyt ponura. Myślę jednak, że gdyby przyszło mi czytać tę powieść innym razem, moja ocena mogłaby być lepsza.

Czytając Księgę wieszczb przez długi czas miałam deja vu – czułam, że już kiedyś czytałam tę historię. Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego i było to dosyć dziwne uczucie. Jak już wspominałam, powieść Swyler to dwie historie łączące się w całość. Bardziej przypadła mi do gustu ta o “dzikim chłopcu”, może dlatego, że upartość Simona i postać jego siostry – Enoli – działały mi mocno na nerwy. Trochę mi przykro, że książka nie spodobała mi się aż tak bardzo, jak na to liczyłam. No cóż, tak bywa. Mimo wszystko warto ją przeczytać, bo to całkiem ciekawa opowieść.

 

Werdykt: TO READ

Tagi:
Share:

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Anonim

    napisałas na ig że ‚szeptucha’ jest do kitu. ja tez uwielbiam ksiażki i niestety jak widze, że to ‚dzieło polskiego autora to mam ochote odłożyć ksiażkę. wyjątkiem są oczywiście szeroko rozumiani klasycy, ale wszystkie nowości wydawnicze nikomu nieznanych autorów są po prostu beznadziejne, powtarzalne, irytujące i pisane w pierwszej osobie (to zmora współczesnych książek). Jak wspominałam wyjąteczków jest kilka. M.in. „ulica Pogodna” Domańskiej, miłe czytadło, szczerze polecam 🙂 M.

    • Staram się nie zrażać do Polskich autorów, bo mamy kilka(naście/dziesiąt) perełek, ale niestety czasem trafi się taki bubel. O Domańskiej nigdy nie słyszałam, ale być może rozejrzę się za jej książkami, dziękuję za polecenie 🙂