in Books, Inne

Książki naszego dzieciństwa

at
ksiazki-naszego-dziecinstwa

Dzień Dziecka to chyba święto każdego z nas. Nie ważne czy mamy 5, 10, 15, 20 czy 40 lat. Ja mimo prawie 25 lat wciąż czuję się małą córeczką tatusia i korzystam z tego póki mogę 🙂 Ale ten wpis jest nie o tym. Z okazji dzisiejszego święta postanowiłam wypytać kilku blogerów o ich ulubioną książkę z dzieciństwa. Jesteście ciekawi, w jakich tytułach się zaczytywaliśmy?

„Nie kończąca się historia” Michael Ende

Magda z Magda.reads 

Zanim zaczęła się era na czytanie przeze mnie „Harrego Pottera”, czy niedługo potem „Władcy Pierścieni”, które to poznałam mając 11 lat i od tamtej pory nieprzerwanie mi towarzyszą, była pewna książka, którą w swoje kilkuletnie łapki dorwałam i nie chciałam wypuścić.

Mowa w niej była o kilkuletnim Bastianie, który uciekając przed napiętnującymi go starszymi kolegami za sprawą antykwariatu Koreandera, a dokładniej jednej z książek się w nim znajdującej, przeniósł się do świata magii o wdzięcznej nazwie Fantazjana. Tam też poznał latającego smoko-psa Falkorna, zjadającego kamienie trolla, czy dosiadającego pięknego białego konia Atreju. I choć młody Bastian uciekł przed problemami swojego świata do innej rzeczywistości, to wciąż musi się borykać z innymi, kładącymi się cieniem na kolorowym obliczu Fantazjany, bowiem w niedalekiej przyszłości grozi jej zagłada…

I jak sami widzicie od najmłodszych lat urzekał mnie klimat fantasy, gdzie mogłam uciekać i chować się niczym Bastian, a książką, która mi to umożliwiała była napisana przez Michaela Ende „Nie kończąca się historia”. Pełna przygód, czarów i dziwów, gdzie dobro toczy bój z siłami zła i chwyta się światła wątłymi paluszkami Dziecięcej Cesarzowej. Oczarowana i wstrząśnięta przewracałam strony, by poznać dalsze losy swoich ulubionych bohaterów. I choć mając te kilka lat czytałam tempem żółwia to nie przeszkadzało mi to w brnięciu przez burzany obok dzielnego Atreju, z którym dzieliłam troski, smutki, radości i małe zwycięstwa. „Nie kończąca się historia” to zatem bardzo dojrzała opowieść mojej niewinnej młodości. I choć z wieku dziecięcego wyrosłam już bardzo dawno temu to z chęcią ponownie zagłębiłabym się w świat Fantazjany i odkryła na nowo jej uroki oraz mroki.

 

„Opowieści z Narni: Lew, Czarownica i stara szafa” C.S. Lewis

Tatiana z Lost In My Books

Chociaż w dzieciństwie czytałam naprawdę dużo, to niestety większości tych książek nie pamiętam, ale jedna szczególnie zapadła mi w pamięć i którą uwielbiam do tej pory ,,Narnia. Lew, Czarownica i stara szafa”. Dla innych marzeniem było trafienie do świata Harrego Pottera, ja natomiast marzyłam by trafić do Narnii i poznać te wszystkie wspaniale postacie. Byłam i nadal jest zakochana w tym świecie. Jest to jedyna powieść, którą czytałam kilka razy. Jak myślę o dzieciństwie to właśnie ona przychodzi mi na myśl. Polecam ją wszystkim młodym czytelnikom, starszym oczywiście również, ale jak się jest jeszcze młodym to taki świat Narnii, wciąż wydaje się być rzeczywisty. Chciałabym znów móc marzyć tak jak w dzieciństwie przy tej książce. Zawsze będę ją uwielbiać i postaram się wracać do niej najczęściej jak się da.

 

 

 

„Przygody trzech detektywów” 

Ada z Erato Czyta

Wbrew pozorom wybranie jednej ulubionej książki z dzieciństwa wcale nie jest takim łatwym zadaniem na jakie wygląda. W mojej głowie od razu pojawiło się wiele ciekawych tytułów, które po dziś dzień pamiętam i które z przyjemnością czytałam jak byłam mała- w dodatku niejednokrotnie. Chociażby „Dzieci z Bullerbyn”, „Siódme drzwi”- z pięknymi ilustracjami w środku, czy też „Harry Potter” (chociaż gdy uczęszczałam już do gimnazjum to na polskim rynku były wydane dopiero tylko trzy pierwsze jej części).

Jednak po dłuższym zastanowieniu się mój wybór padł na serię książek, które nie dość, że wspominam bardzo dobrze, których historie i bohaterów mam do tej pory w pamięci to w dodatku sprawiły, że jako dorosła kobieta wciąż sięgam po taki gatunek literacki jak: kryminał.

O jakiej serii mowa? Chodzi o książki z cyklu „Przygody trzech detektywów”. Jest to amerykańska seria książek kryminalnych, co prawda dla młodzieży, ale w moje ręce wpadły one dużo szybciej. Opowiadają one o przygodach trzech chłopców- Jupitera, Pete’a i Boba- sympatycznych i inteligentnych młodzieńcach, którzy w każdej z części rozwiązują inną zagadkę i sprawę. Mają swoją detektywistyczną kwaterę główną w przyczepie kempingowej, a pomocą zawsze służy im ich przyjaciel sam Alfred Hitchcock. Książki te są krótkie, ale wypełnione po brzegi ciekawymi przygodami, zagadkami do rozwikłania oraz humorem.

Odkryłam te pozycje przez przypadek w jednej z bibliotek, pamiętam do dziś, że czytałam je z ogromnym zainteresowaniem w zawrotnym tempie, a każda nowa wizyta w bibliotece kończyła się na wypożyczeniu kilku kolejnych części. Dodatkowym plusem jest to, że nie musimy czytać tych pozycji chronologicznie. Każda książka to kolejna niezależna, wspaniała i tajemnicza przygoda detektywistyczna.

 

„Świat w obrazkach” Emilie Beaumont

Iza z Obsesyjna

W dzieciństwie miałam mnóstwo ulubionych książek, którymi obdarowywała mnie mama. Każda z nich stawała się tą wyjątkową, przynajmniej dopóki nie pojawiła się następna. W tamtych czasach sieciowe księgarnie dopiero kiełkowały, a w moim mieście funkcjonowały wyłącznie te lokalne. Dwie na całe miasto. Nie było jeszcze powszechnie dostępnego internetu, więc decyzje o zakupie książek podejmowało się na podstawie tego, co akurat było w księgarni. To były ubogie czasy, ale miały swój urok. Z najwcześniejszych lat pamiętam pewną serię książek, która wywołuje we mnie same miłe wspomnienia, a która wówczas zdominowała lokalny rynek księgarniany. Seria ta odpowiadała na nurtujące mnie pytania i wyjaśniała wiele zagadnień dotyczących tego, co nieznane. Mam na myśli Świat w obrazkach autorstwa Emilie Beaumont – Kosmos, Ciało człowieka, Przyroda, Morze i inne. Dzięki tej serii poznałam tajemnice otaczającego mnie świata – stanowiła dla mnie źródło wiedzy o wszystkim. Dowiedziałam się m.in. jakie pierwsze żywe organizmy pojawiły się na naszej planecie, co skrywają morskie głębiny, jak fascynujący jest wszechświat i jak funkcjonuje ludzkie ciało. Te książki rozbudziły we mnie ciekawość świata i kosmosu, co zostało mi do dzisiaj 😉 Obecnie, kiedy wybór książek dla najmłodszych jest naprawdę spory, a dostęp do informacji praktycznie nieograniczony, takie książki nie robią już wrażenia. Jednak wtedy były one dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym. Takim małym oknem na świat dla dziecka. Zawsze będę je dobrze wspominać 🙂

„Pollyanna” Eleanor H. Porter

Marta z Fantastyczne książki i jak je znaleźć

Mojemu dzieciństwu towarzyszyło sporo książek, część z nich to były oczywiście typowe bajki i baśnie, jednak właściwie tylko jedna pozycja stała się tą moją ulubioną, którą mama zmuszona była czytać każdego wieczoru od kiedy tylko pamiętam. Pamięta ktoś „Pollyannę”? Z jednej strony jest to opowieść podobna do tej o Ani z Zielonego Wzgórza, ja jednak w dzieciństwie jej nie znosiłam, co właściwie zostało mi do dzisiaj. Jednak „Pollyannę” wspominam niezwykle ciepło. Jest to mądra książka, jednak na dobrą sprawę nie wiem dlaczego aż tak bardzo spodobała się mojej 5 letniej wersji. Pamiętam jednak to (co mama zresztą do teraz mi wypomina), że kiedy już przysypiałam, moja mama pomijała niektóre fragmenty, a ja jej wtedy mówiłam „nieprawda! tam było inaczej!”. Chyba muszę przeczytać tę książkę ponownie, kto wie, może znów stanie się moją lekturą do snu? W końcu w dzieciństwie kiedy tylko skończył się ostatni rozdział, mama zmuszona była zaczynać od nowa, chociaż czasami z przerwą na „Złotowłosą i trzech misiów” bo to taka druga pozycja, którą bardzo dobrze wspominam z dzieciństwa.

 

„Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery

Zuza z It’s a book geek

Książką, która pierwsza przychodzi mi na myśl kiedy myślę o moim dzieciństwie jest „Ania z Zielonego Wzgórza”. Kiedy byłam w szkole podstawowej musiałam przeczytać całą serię na konkurs, do którego namówiła mnie moja polonistka. Na początku omijałam ją szerokim łukiem (bo przecież to oczywiste, że taka stara książka na pewno mi się nie spodoba!). Jednak kiedy już po nią sięgnęłam – przepadłam! Całą serię pochłonęłam w kilka dni a potem często do niej wracałam. Ania zawsze była dla mnie kimś dobrym, inspirującym i posiadającym piękne wnętrze. Teraz, kiedy od czasów mojej podstawówki minęło wiele lat traktuję tę historię z dużym dystansem, jednak zawsze będę pamiętać jak bardzo potrafiła mnie kiedyś wzruszyć. Kilka dni temu miałam przyjemność wrócić do tego świata za sprawą serialu o Ani – jest to nowa produkcja Netflixa, którą serdecznie wam polecam jeśli tak jak ja macie sentyment do tej książki.

„Harry Potter i Czara Ognia” J.K.Rowling

Monika z Onalubi

Zapytana o ulubioną książkę z dzieciństwa zamykam oczy i od razu widzę okładkę czwartego tomu o przygodach pewnego czarodzieja i lato 2002 roku. Miałam wtedy 14 lat i razem z moją mamą i trzema młodszymi siostrami spędzałyśmy wakacje nad jeziorem. Co wieczór miałyśmy rytuał – po całym dniu opalania się i taplania w wodzie, brałyśmy koc i cała nasza piątka rozkładała się na pobliskiej plaży, by móc porozmawiać o całym dniu. A gdy udało nam się już wyciszyć, mama brała latarkę (zazwyczaj zaczynało już się ściemniać) i zaczynała nam czytać. Na samo wspomnienie tej sytuacji robi mi się ciepło na sercu. Wpatrzone w naszą rodzicielkę słuchałyśmy z zapartym tchem o kolejnych przygodach Harrego. Uwielbiałam te momenty, w których mama zmieniała głos, a czasem dopowiadała coś od siebie do treści książki. Nagle znikał cały świat wokół i liczyła się tylko nasza piątka i ta chwila czytania.

Odkąd pamiętam mama zawsze nam czytała. Gdy byłyśmy jeszcze we trójkę, mama kładła nas do piętrowego łóżka (Ja na górze, Kaśka na dole) i czytała nam Kopciuszka pisanego wierszem. Zawsze ze śmiechem wspomina, jak w pewnym momencie historię opowiadałyśmy razem z nią. Zaszczepiła we mnie też ogromną miłość do „Małego Księcia”, do którego wracam raz w roku, właśnie 1-go czerwca. Jednak to właśnie „Harry Potter i Czara Ognia” zawsze będzie moją ukochaną książką z dzieciństwa, które powoli dobiegało końca.

A na zakończenie i ja podzielę się z Wami moją ulubioną książka z dzieciństwa 🙂

„Leniwe literki” Małgorzata Strękowska-Zaręba

Już chyba kiedyś wspominałam, że jako dziecko nie bardzo lubiłam czytać. Jest jednak taka książka, do której mam ogromny sentyment. „Leniwe literki” dostałam na któreś święta Bożego Narodzenia od mojego chrzestnego. Miałam wtedy może 3-4 lata. Bycie kociarą chyba mogę zrzucić właśnie na tę książkę, ponieważ jej głównym bohaterem jest kot Atlas. Jak to bywa z kotami, Atlas jest strasznym leniuszkiem i wcale nie chce mu się iść do szkoły. „Jak to, to koty też muszą się uczyć? Nieee…”. Razem z Atlasem poznajemy świat wędrując przez kolejne literki alfabetu: A jak Atlas, B jak Bałwanek, C jak Cytryna itd. Mam sentyment do tej książki, ponieważ właśnie z nią uczyłam się czytać. Pamiętam, jak przeprowadzaliśmy się z rodzicami do nowego domu i wieczorami, kiedy mama i taka doszlifowywali wnętrza, które wciąż były w surowym stanie (betonowa podłoga, skrzynki zamiast krzeseł itd.) jak biegałam im między nogami i domagałam się poznawania kolejnych literek. Mam tę książkę do dziś, nieco poszarpaną, poklejoną, ale wciąż trzymam ją na półce i lubię czasem po nią sięgnąć i powspominać :).

Przyznam, że czytając odpowiedzi dziewczyn i pisząc o swojej ulubionej książce z dzieciństwa nieco się wzruszyłam :). A Wy macie takie lektury, do których wracacie myślami z sentymentem? 

Share:

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Beata Kobiela

    muszę sobie przypomnieć co ja czytałam będąc dzieckiem 🙂 na pewno Baśnie Braci Grimm – miałam pięknie ilustrowane wydanie <3 do dzisiaj pamiętam obrazek Królowej Śnieżki czy Śpiącej Królewny a nawet mam przebłyski jak były narysowane krasnoludki 🙂 ahh te wspomnienia…

  • Ola

    Uwielbiałam Harry’ego. To zostało mi do dziś; niestety nowych części już nie ma, do tych, które są wracam często, a też z wielką chęcią zaczytuję się w fanfikach, które nierzadko dobiegają ideału 😀
    Co do dnia dziecka, niezależnie od wieku nadal nimi jesteśmy ;D

  • Harry Potter to niestety już nie moje dzieciństwo – miałam już swoje na liczniku jak książka pojawiła się na rynku.
    Natomiast ja zachwycałam się „Anią z Zielonego Wzgórza”, „Akademią Pana Kleksa” czy też „Dziećmi z Bullerbym”.

    • Ja „Anię z Zielonego Wzgórza” odkrywałam dopiero chyba między podstawówką a gimnazjum, więc to już takie późne dzieciństwo 🙂

  • Taa… Harry Potter musiał się pojawić.
    Aż mi nie dobrze (oczywiście bez urazy dla Moniki. 🙂 )

    • Harry Potter dla Moniki jest ważny i uważam, że w tym miejscu Twój komentarz jest nie na miejscu. Rozumiem, że możesz Harrego nie lubić, ale tu wspominamy nasze ukochane książki z dzieciństwa 🙂