in Books, Fantastyka, Literatura młodzieżowa

„Król Kruków” – Maggie Stiefvater

at
krol-krukow-maggie-stiefvater

Jeszcze jakiś czas temu zdecydowanie twierdziłam, że fantastyka to nie dla mnie. Nigdy nie pociągały mnie smoki, duchy, czarodzieje, podróże w czasie itd (chwilowe zainteresowanie wampirami zwalam na modę…). Powoli jednak, głównie za sprawą Pilipiuka i mojego chłopaka, zaczęłam się przekonywać. Kruczemu cyklowi długo się opierałam, ale tyle zachwytów i pięknych zdjęć na instagramie w końcu mnie pokonało – uległam. Najłatwiej mnie skusić, gdy jest szał na daną książkę i okazuje się, że nakład się wyprzedał i ciężko ją dostać. Też dajecie się na coś takiego złapać? Ten cały szał sprawił, że podchodząc do czytania pierwszego tomu miałam duże oczekiwania co do tej serii. Czy Król Kruków im sprostał?

Blue od dzieciństwa wie, że krąży nad nią zła wróżba – jeśli pocałuje swojego ukochanego, ten umrze. Przez 16 lat nie miało to dla niej znaczenia, do czasu, gdy poznaje trzech chłopaków z elitarnej szkoły – Ganseya, Adama i Ronana. Początkowa fascynacja jednym z nich przeradza się w przyjaźń całej czwórki. Wspólnie próbują znaleźć linie mocy, które doprowadzą ich do Glendowera. Okazuje się jednak, że mają rywala, który już wcześniej próbował zrobić dokładnie to samo, co oni… Na dodatek nowi przyjaciele dziewczyny nie są akceptowani przez jej matkę. Blue mimo to postanawia pomóc im w poszukiwaniach, wykorzystując wiedzę wyniesioną z domu pełnego wróżek.

Długo nie mogłam wciągnąć się w tę powieść. Nie bardzo odpowiadał mi sposób prowadzenia akcji – nudnawy, ciągnący się jak flaki z olejem. Bohaterowie przedstawieni w mało pasjonujący sposób też raczej mnie nie zachwycili. Początkowo nie czułam w ogóle magii, nie przemawiał do mnie temat powieści – pomyślałam, że wróżki, czary itd. to chyba nie moja fantastyka, że jestem już na to za stara. Na dodatek te całe poszukiwania Glendowera wydały mi się zupełnie bez sensu i nie do końca zrozumiałe. Dopiero w połowie książki zaczęło się coś dziać, zaczęłam się odrobinę wciągać.

Nie wszystko jest dla mnie jasne, zwłaszcza końcówka i poczynania głównych bohaterów. Książka nie zachwyciła mnie też tak, jak na to liczyłam. Brakuje mi humoru i żywszej akcji, choć może ta ospałość pasuje do treści powieści. Mimo wszystko muszę przyznać, że udało mi się wciągnąć w tę historię i jestem ciekawa kolejnych tomów. Po pierwszej części na pewno nie zakochałam się w tej serii, ale mam nadzieję, że z kolejnymi będzie już lepiej.  

Niedawno wyszedł czwartym, ostatni tom Kruczego cyklu, więc czas szybko nadrobić zaległości. Na półce już czekają Złodzieje snów, czyli drugi tom serii.

 

Werdykt: TO READ

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Mam nieco podobne, chociaż owocujące inną konkluzją odczucia 🙂 Też na początku nie byłam w stanie się wciągnąć – było nudnawo, długo, mało porywająco. Ale potem część „obyczajowa” (czyli wątek problemów rodzinnych chłopaków) oraz fakt, że najwyraźniej wątek romantyczny nie jest standardowy daly mi mocny powód, żeby z tą książką zostać. Kupiłam już dwa kolejne tomy, zobaczymy, co będzie dalej – zagraniczne artykuły na temat serii też są zachęcające.