Pomysł z tematycznymi miesiącami okazał się być strzałem w dziesiątkę, więc kontynuuję go w najlepsze. Kiedy męczyłam się nieco z młodzieżówkowym marcem, myślami wybiegałam już ku kolejnemu miesiącu, bo temat, który sobie obmyśliłam, budzi moją wielką ekscytację!

Początkowo wahałam się, czy przeznaczyć wszystkie nieczytane jeszcze kosmiczne książki z mojej półki na jeden miesiąc, bo jestem z tych, co przyjemność lubią rozkładać na długi czas, zamiast cieszyć się nią intensywnie, ale krótko. Doszłam jednak do wniosku, że skoro robię te tematyczne miesiące, to i z kosmicznymi lekturami nie będę kombinować. Początkowo miałam w planach pięć tytułów, ale podczas wiosennych porządków w biblioteczce okazało się, że mam jedną powieść, która idealnie wpisuje się w temat, a przy której nie miałam zielonego pojęcia, jakiej tematyki dotyczy. Kupiłam ją jakieś dwa lata temu głównie ze względu na okładkę… Tak, wiem. Trochę słabo, ale tym razem chyba całkiem mi się poszczęściło. Chyba, to kluczowe słowo i więcej wyjaśnię w dalszej części wpisu.

Ostatecznie, na kosmiczny kwiecień złożyło się sześć książek i żadna nie jest podobna do następnej. Bardzo mnie cieszy, że tak się złożyło. Nie przedłużając już, zapraszam na małe sprawozdanie, książki będą opisywać w kolejności czytania.

George i tajny klucz do wszechświata - Lucy, Stephen Hawking

1. «Planetarium. Muzeum kosmosu» Chris Wormell, Raman Prinja. Wydawnictwo Dwie Siostry zachwyca swoimi książkami dla dzieci: pięknym wydaniem, ale również poruszanymi tematami. O słynnych «Mapach» pewnie już słyszeliście, ale «Planetarium» to kolejny hit, po który warto sięgnąć bez względu na wiek. Starałam się czytać po kilka stron wieczorami, żeby za szybko jej nie połknąć, ale i tak mi się to nie udało. Książka Chrisa Wormella i Ramana Prinji to idealny tytuł na początek przygody z kosmosem.

2. «Wakacyjny przewodnik po Układzie Słonecznym» Olivia Koski, Jana Grcevich. A co, gdyby po Układzie Słonecznym można było podróżować, nie naginając żadnych praw fizyki? Autorki w ciekawy sposób przybliżają najbliższy nam kosmos, malując wizję podróży turystycznych i atrakcji, jakie mogą nas czekać na jednej z ośmiu bliższych i dalszych sąsiadek Ziemi oraz ich satelitach, poczynając od Księżyca. Czytanie tej książki było fantastyczną przygodą! Zakochałam się w pomyśle Koski i Grcevich na nieco inną opowieść o planetach i warunkach na nich panujących. Do tego grafiki uzupełniające tekst są tak piękne, że mogłabym wytapetować nimi ściany w mieszkaniu.

 

3. «Krótka historia czasu» Stephen Hawking. Ten tytuł leżał na moje półce zdecydowanie najdłużej spośród wszystkich wymienionych w tym wpisie. To moje pierwsze spotkanie z piórem Hawkinga, do tego sam naukowiec wspomina na początku, że pisanie książki popularnonaukowej wymagało od niego trochę pracy, bo nieprzyzwyczajony był do wyjaśniania tego, czym się zajmuje, ludziom nie będącym fizykami czy astrofizykami. Mimo podejścia popularnonaukowego, to nie jest prosta książka i nie polecam jej na pierwsze spotkanie z literaturą kosmiczną. Hawking, pod względem językowym, ma naprawdę świetny warsztat, ale tematyka, jakimi słowami by jej nie wyjaśniać, jest naprawdę ciężka.

4. «George i tajny klucz do wszechświata» Lucy i Stephen Hawking. Powieść dla dzieci napisana wspólnie przez Hawkinga i jego córkę. Mam mały problem z jej oceną. Zachwyca mnie tematyka i to, jak autorzy starają się zainteresować młodych czytelników wszechświatem, ale już sama fabuła i styl opowieści trochę mnie drażnią. To jedna z tych książek, w których autorzy mają problem z kreacją bohaterów, ich charakterystyką, nie popadaniem w przesadę, a także odróżnieniem dzieci od dorosłych. Trochę się zawiodłam, a może po prostu książki takich autorek jak Kelly Barnhill, Jessie Burton czy Kiran Millwood Hargrave za bardzo podwyższyły poprzeczkę?

Dzień dobry, Północy - Lily Brooks-Dalton

5. «Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze oko na wszechświat» Mike Massimino. Muszę ze wstydem przyznać, że nie podeszłam za dobrze do lektury tej książki. Do tej pory czytałam biografie astronautów, którzy byli na ISS i kiedy dowiedziałam się, że Massimino tam nie było, pomyślałam, że pewnie nie ma nic ciekawego do opowiedzenia. Czy mogłabym się bardziej zaskoczyć? Jest mi niesamowicie głupio, bo Mike w swojej książce pokazuje inne oblicze bycia astronautą, równie fascynujące co historie Chrisa Hadfielda czy Scotta Kelly’ego, ale jego misje były zupełnie inne i utarł mi tym nosa. Massimino dwa razy leciał z misją naprawczą do teleskopu Hubble’a i choćby z tego powodu warto «Spacemana» przeczytać.

6. «Dzień dobry, północy» Lily Brooks-Dalton. Powieść, która zachwyciła mnie okładką, a dopiero porządki w biblioteczce sprawiły, że przyjrzałam się jej uważniej. To debiut literacki Brooks-Dalton. Autorka stworzyła historię dwóch samotnych ludzi: Augustina, który bada gwiazdy w obserwatorium na odległym zakątku Ziemi i Sully, astronautki wracającej z misji na Jowiszu. Augustin zostaje sam, kiedy nie zgadza się wylecieć z pozostałymi naukowcami w misji ewakuacyjnej, Sully zaś nie może połączyć się przez radio z Ziemią, nie wie więc, co się na niej wydarzyło. To powieść z elementami katastroficznymi, z bardzo ciężkim klimatem klimatem. Niewiele w niej się dzieje, autorka stawia raczej na przedstawienie samotności dwójki bohaterów i czym ta samotność się przejawia. Z jednej strony to fantastyczna powieść, z drugiej – strasznie mnie wynudziła, więc nie potrafię jednoznacznie jej polecić czy odradzić. Bardzo podobał mi się wątek Sully, który uwielbiam w filmach, a w książkach spotykam się z nim dopiero po raz drugi.

Podsumowując: kwiecień był fantastycznie spędzonym miesiącem wśród książek, których tematyka niezmiennie mnie zachwyca. Jeśli do tej pory nie czytaliście nic na temat kosmosu, warto to nadrobić, bo to fascynująca dziedzina.