Oprah Winfrey nazwała Natalie Baszile nową gwiazdą amerykańskiej literatury, a jej «Królowa cukru» porównywana jest do «Sekretnego życia pszczół», «Kolei podziemnej» i «Drogi do domu». Jak dużo to mówi czytelnikowi?

Dodajmy do tego, że ta powieść to debiut Baszile, w którym autorka skacze na głęboką wodę. Temat rasizmu względem afroamerykanów, i to jeszcze na Południu, nawet w czasach współczesnych, nie jest tematem łatwym, ale na pewno ważnym. I niech was nie zmyli piękna okładka, że ta powieść będzie łatwa i przyjemna.

Zacznijmy z grubej rury

Mam małe problemy z oceną całości. «Królowa cukru» ma ponad 500 stron, ale zupełnie nie czuje się tej grubości. Czyta się ją szybko i płynnie. Nawet przez moment nie czułam znużenia. Jednocześnie to powieść mało dynamiczna i w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że brakuje mi w niej nieco więcej dramatyzmu, więcej soczystości. Ktoś powie, że Baszile nie szczędzi swoim bohaterom dramatów. To prawda, ani Charley, główna bohaterka, która odziedziczyła plantację trzciny cukrowej, ani jej przyrodni brat, który nie potrafi ułożyć sobie życia, nie mają lekko. Jednak w przedstawieniu ich kreacji czuję lekki niedosyt.

Królowa cukru - Natalie Baszile

«Królowa cukru» lekką obyczajówką? I don’t think so

Jeśli liczycie, że to będzie lekka powieść obyczajowa z happy endem, od razu was ostrzegam, że się przeliczycie. Kiedy zaczęłam czytać «Królową cukru», przypomniała mi się cudowna powieść Fannie Flagg, «Całe miasto o tym mówi». Miałam cichą nadzieję, że książka Baszile będzie w podobnym klimacie, ale czego ja się spodziewałam, skoro to historia czarnoskórej kobiety, która większość życia spędziła w otwartym na różnorodność Los Angeles, by trafić na Południe, do małej, zaściankowej mieściny, gdzie rasizm wciąż dobrze się trzyma. Młoda, samotna, do tego czarnoskóra, kobieta zostaje właścicielką sporej wielkości plantacji. Już samo to może sugerować, że to nie będzie lekka opowiastka.

Kobieta silna i niezależna, ale na innym poziomie

Przy wszystkich tych moich rozterkach: “czegoś mi brakuje, ale nie wiem czego”, nie mogę nie stwierdzić, że to dobra powieść. Bo taka zdecydowanie jest. Autorka nie stawia na hollywoodzkie rozwiązania, ale trzyma się blisko ziemi. Może to mi przeszkadzało w czasie lektury? Nie ma tu rozmachu na miarę np. «Przeminęło z wiatrem», nie ma dramatycznych posunięć jak w «Służących» (jeśli czytaliście, pewnie kojarzycie słynną scenę z ciastem czekoladowym). Charley, rzucając się na głęboką wodę w zupełnie nieznaną sobie dziedzinę, nie udaje kobiety idealnej dzisiejszych czasów: silnej i niezależnej. Jest słaba, samotna, w zupełnie obcym jej miejscu, a zadanie, jakie nad nią wisi, jest ponad jej możliwości. Jednak na przekór wszystkiemu – walczy. Więc może jednak jest silna, ale na zupełnie innym poziomie siły.

Królowa cukru - Natalie Baszile

Rasizm niedosłowny

A rasizm? Na pewno gra sporą rolę w tej historii, ale jednocześnie autorka nie skupia się na tym zagadnieniu dosłownie. Nie ma tu dialogów z wyzwiskami na tle rasowym, takiego otwartego szykanowania nie pozostawiającego pytań (ok, jest jedna taka sytuacja, ale w rodzinie, więc to inny poziom rasizmu). I to ogromnie mi się podoba. Baszile w umiejętny, ale niedosłowny, sposób przedstawiła problem, który wciąż dotyczy Południa. I w moim odczuciu to chyba największy atut tej powieści. Rasizm subtelny, ale wciąż dostrzegalny.

Podsumowując

«Królowa cukru» na pewno jest warta waszej uwagi. Nie zachwyciła mnie tak, jak tego się spodziewałam po przeczytaniu opisu, ale to dobra powieść i z pewnością udany debiut Natalie Baszile. Na pewno jest to ważna książka z punktu widzenia czarnoskórych Amerykanów i rasizmu.

Bibliofilem być recenzje książek

Werdykt: TO READ

Premiera książki 19 września

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

 

NA SKRÓTY

«Królowa cukru» to debiutancka powieść Natalie Baszile. Książką zachwyciła się Oprah Winfrey i wyprodukowała serial na jej podstawie. Historia czarnoskórej Charley, która zostawia otwarte na różnorodność Los Angeles na rzecz zaściankowej miejscowości na Południu, jest z pewnością ważna dla afroamerykańskiego społeczeństwa. Ja, chociaż czytało mi się ją dobrze i nie czułam znużenia w trakcie lektury, czuję, że czegoś jednak mi zabrakło. Baszile nie postawiła na hollywoodzkie rozwiązania, nie ma tu ciężkiej historii z cukierkowym happy endem. Jest za to słaba kobieta, która jednocześnie jest silna i uparta, jest zaściankowość małej mieściny i codzienny trud i znój. Chociaż czułam pewien niedosyt, ostatecznie stwierdzam, że to dobra powieść i warta poświęcenia jej czasu.