Zadie Smith to jedna ze współczesnych pisarek, których twórczość wypada znać. W zeszłym roku premierę miała jej najnowsza powieść, «Swing time», a teraz przyszedł czas na kolejny zbiór felietonów/esejów; tekstów powstających przez 8 lat.

Moje pierwsze spotkanie z piórem Smith to właśnie «Swing time», a na półce wciąż czeka jej debiut – «Białe zęby». Widziałam jednak sporo opinii, że pisarka lepiej wypada w esejach, postanowiłam więc sprawdzić to na własnej skórze. I to nie było łatwe spotkanie.

Kiedy redakcja i korekta nawalą

Na dzień dobry, zaraz jak miałam rozpocząć lekturę, w sieci pojawił się list otwarty do Znaku napisany przez jedną z blogerek (niestety nie pamiętam adresu strony), która zarzuciła wydawnictwu bardzo słabą korektę i redakcję. W liście tym wymienia różne przykłady błędów i niektóre naprawdę były żenujące. Ja akurat nie jestem z tych, którzy dostrzegają błędy merytoryczne, ale już literówki – jak najbardziej. I tak zaczęłam czytać «Widzi mi się» z lekkim dystansem. Czy przez te błędy książka okaże się tragiczna? Przecież widziałam już kilka bardzo pozytywnych opinii, więc nie może być tak źle. Okazało się, że nie ma tragedii, ale zauważyłam kilka zwrotów, które mnie bardzo drażniły i rzeczywiście były sporym niedopatrzeniem. Nie ma to jednak wpływu na ocenę całości.

Widzi mi się - Zadie Smith

Lektura zdecydowanie nie na jeden wieczór

Czy to książka dla każdego? Zdecydowanie nie. Mając na uwadze to, że ostatnio byłam zajęta przygotowaniami do ślubu przyjaciółki, a później dopadło mnie lekkie przeziębienie, lektura «Widzi mi się» zajęła mi nieco więcej czasu, niż standardowo. Myślę jednak, że i bez tego czytałabym tę książkę dłużej, bo to nie jest łatwa lektura, która wciąga, którą szybko się czyta, od której nie można się oderwać. A przynajmniej ja nic takiego nie czułam. Niektóre teksty nawet mi się dłużyły i zupełnie nie mogłam złapać jakiegoś rytmu, zainteresować się głębiej ich treścią. Niektóre tematy, poruszone przez Smith, były mi nie tylko obce, ale też zbyt ciężkie. Taka filozofia na przykład. Podziwiam niesamowicie Zadie, że w jednym tekście porównuje Justina Biebera i Martina Bubera – amerykańskiego młodego piosenkarza, który doprowadza nastolatki do niepojętego szaleństwa i austriackiego filozofa, którego filozofii nie jestem w stanie zrozumieć. Przecież to aż ciężko sobie wyobrazić, że w jednym tekście można umieścić tak różne od siebie postaci, i jeszcze je porównywać. Zadie udowadnia, że się da.

Coś o polityce i… problemach z tożsamością

Zbiór esejów zaczyna się od tekstów dotyczących polityki. To mnie zainteresowało, bo chociaż sama w tym temacie jestem zielona, lubię ludzi, którzy mają własne poglądy i odważnie dzielą się nimi z innymi. Ja też mam swoje poglądy, oczywiście, ale o polityce ze mną nie porozmawiacie. Zadie porusza też tematykę sztuki, tańca, swojej rodziny; książka podzielona jest na pięć tematycznych części, wokół których luźno poruszają się przypisane do nich tekst. Stare, już wcześniej publikowane albo wygłaszane, lub nowe, pisane specjalnie pod książkę. Jak można się spodziewać, większość esejów w jakiś sposób dotyczy Afroamerykanów, ale jest też sporo o Mulatach i ich problemach z własną tożsamością.

Widzi mi się - Zadie Smith

Kiedy po lekturze czujesz się głupi

Im więcej myślę o tej książce, tym bardziej czuję, że nie mam kompetencji do recenzowania jej. To ten typ literatury, która sprawia, że czujesz się ograniczony, a może nawet głupi. Zadie zadziwia swoimi spostrzeżeniami, swoim punktem widzenia, swoim wyszukanym słownictwem i umiejętnością dogłębnej analizy. Czytanie tej książki nie było łatwe, ale zdecydowanie warto było po nią sięgnąć.

Bibliofilem być recenzje książek

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak

 

Tym razem nie będzie tradycyjnego streszczenia dla leniwych, ponieważ «Widzi mi się» to książka, o której nie umiem napisać w trzech zdaniach.