Od jakiegoś czasu raz po raz wspominam o tym, że wyrosłam z młodzieżówek i staram się je ograniczyć do minimum. Ale jak mogłabym się oprzeć powieści, której okładkę widziałam jeszcze zanim dopasowano do niej treść?

Nie będę ukrywać, że ciekawiło mnie, jaka historia wygra konkurs organizowany w zeszłym roku przez wydawnictwo We need YA na najlepszą powieść new adult. Konkurs był świetnym pomysłem jako takim, ale też fantastyczną akcją marketingową, bo podejrzewam, że wielu zainteresowanych sięgnęło po «Jedyne takie miejsce» właśnie z tego powodu. Czy Klaudia Bianek historią Leny i Alana rzeczywiście zasłużyła na wygraną?

O moim podejściu do new adult słów kilka

Powieści NA są w przeważającej większości schematyczne i niczym nie zaskakują. Mają być po prostu uroczymi historiami miłosnymi młodych ludzi, ale zanim będą mogli oni żyć długo i szczęśliwie, po drodze napotkają kilka kłód, porobią z igły widły, będą mieli problemy z tajemnicami z przeszłości itp. Kiedy odkryłam NA, pokochałam je właśnie za te cechy. Za piękne historie miłosne z głupimi przeszkodami, za pięknych bohaterów z nieidealnymi życiorysami, za książąt i kopciuszków. Z czasem jednak z nich wyrosłam, a może po prostu wyleczyły mnie coraz słabsze książki Colleen Hoover? Nie wiem. Pomyślałam jednak, że Klaudii Bianek dam szansę, mimo tego, że nie mam dobrego zdania o polskich autorkach obyczajówek. I nie ma w tym nic personalnego. Po prostu nie pasuje mi styl, w jakim większość z nich opowiada wymyślone historie. Niestety «Jedyne takie miejsce» dołącza do tego grona. 

Jedyne takie miejsce - Klaudia Bianek

«Jedyne takie miejsce» miało być i dla mnie jedyne, ale nie wyszło

Kiedy pokazałam wam na Instagramie moje plany czytelnicze na lipiec, pisaliście mi, że powieść Klaudii Bianek jest fantastyczna, piękna, że was zachwyciła. Miałam szczerą nadzieję, że po lekturze i ja będę mogła tak napisać. Naprawdę. Zazwyczaj jestem mocno sceptyczna względem polskich obyczajówek, romansów i zaczynam je czytać z negatywnym nastawieniem, nic nie mogę na to poradzić. W przypadku «Jedynego takiego miejsca» było jednak inaczej. Bardzo chciałam, żeby ta powieść złapała mnie za serce, pokazała mi, że jeszcze z NA możemy się polubić. Wychodzi jednak na to, że nie możemy. Alan i Lena, zamiast mnie w sobie rozkochać, irytowali mnie tajemnicami, wyolbrzymianiem pewnych spraw, całym swoim zachowaniem. Problemy, które uniemożliwiały im bycie razem dla mnie były kompletnie bez sensu i robione na siłę. Nie wszystkie, ale zdecydowana większość z nich. A właśnie tym charakteryzuje się new adult. 

Debiut Klaudii Bianek i rzeczy do poprawki 

«Jedyne takie miejsce» to debiut literacki Bianek i w związku z tym mam kilka uwag. Mam wrażenie, że Klaudia nie umie jeszcze dostrzec, kiedy potrzebny jest dłuższy opis miejsca, postaci, bohaterów, a kiedy wystarczą dwa-trzy zdania. Bardzo mocno wlekła mi się książka właśnie przez to, że autorka starała się opisać wszystko jak najdokładniej. Mamy np. taką scenę, którą zaraz potem jeden z bohaterów opowiada komuś innemu. W tym przypadku wystarczyłoby suche “Lena wyjaśniła babci co zaszło” (to tylko przykład), a zamiast tego Lena powtarza dokładnie to, co my, czytelnicy, już wiemy, bo przeczytaliśmy to dwie strony wcześniej. To chyba jedyna taka obiektywna uwaga, nad którą wartoby popracować. Kolejne to mój subiektywny odbiór. Lena bardzo często piszczy i robi coś cichutko, za często. Nie pasuje mi też zachowanie bohaterów do ich wieku. Alan, mając 20 lat, w rozmowie ze swoją rówieśniczką pyta o męża, dzieci i te sprawy. Kto w dzisiejszych czasach i w tym wieku pyta o coś takiego na pierwszej randce? O ile bardzo dojrzałe zachowanie 18-letniej Leny jest zrozumiałe w przypadku jej sytuacji, o tyle u Alana jest już ono mocno naciągane. 

Jedyne takie miejsce - Klaudia Bianek

Podsumowując

«Jedyne takie miejsce» nie jest złą książką, Alan i Lena są naprawdę uroczy, imiona bohaterów ładnie ze sobą współgrają (zawsze zwracam na to uwagę w przypadku polskiej literatury), dialogi są dobrze rozpisane (a z tym autorki polskich powieści obyczajowych niestety w przeważającej większości kuleją), historia jest urocza, ale… mamy też błędy debiutantki i rzeczy, które mnie drażnią w NA. Widzę w Klaudii spory potencjał, trzymam mocno kciuki za jej pisarską karierę, ale sama nie sięgnę już po jej kolejne powieści, bo to już nie mój target. Pozwólcie więc, że i tę recenzję pozostawię bez werdyktu.

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu We need YA