Zauważyłam ostatnio, że im więcej książek czytam, tym rzadziej trafiam na takie, które wciągną mnie od pierwszej strony. A może po prostu ja już nie umiem przykuć się do książki, bo świat za bardzo mnie rozprasza?

Trafiam na wiele dobrych książek, ale z przykrością muszę stwierdzić, że czasy, kiedy potrafiłam przez 2 godziny nie odrywać się od lektury, dawno minęły. Jednak Diane Setterfield swoją nową powieścią pozwoliła mi nieco poczuć się jak za dawnym czytelniczych lat.

Okładkowe sroki, mam coś dla was

Zacznijmy od tego, co dostrzegamy w pierwszej kolejności sięgając po «Była sobie rzeka». Przepiękną obwolutę, pod którą kryje się jeszcze piękniejsza okładka. Wydawnictwo Albatros naprawdę spisało się przy wydaniu tej książki i nawet gdyby treść mnie w jakiś sposób rozczarowała, to nie mogłabym się pozbyć powieści Setterfield z biblioteczki. Ktoś na Instagramie napisał mi, że ta książka jest taka „moja”, że ta okładka, to wydanie od razu kojarzy się ze mną i jest to jeden z najlepszych komplementów, jakie dostałam jako blogerka książkowa. Wiecie, kocham, kiedy mi piszecie, że przeczytaliście coś z mojego polecenia, ale jeśli książka już po samej oprawie kojarzy wam się ze mną, to znaczy, że moja marka osobista pod sztandarem niebieskiej propagandy działa bardzo dobrze.

Byla sobie rzeka - Diane Setterfield

Okładka okładką, a co z treścią?

Naprawdę rzadko zdarza mi się wciągnąć w daną książkę już od samego początku. Zazwyczaj potrzebuję na to mniej więcej 50 stron, a zdarza się, że nawet i 100 (jak w przypadku powieści Jojo Moyes). Wyobraźcie więc sobie mój zachwyt, gdy sięgnęłam po «Była sobie rzeka» i już pierwsza strona powiedziała mi, że ta powieść tak łatwo mnie nie puści i że ma przede mną fantastyczną historię do odkrycia. Co to była za historia! Do samego końca nie wiemy, czy autorka zamierza przemycić tu odrobinę fantastyki, magii, baśni jakiejś czy jednak będzie trzymać się rzeczywistości. I dla kogo właściwie jest ta powieść? Czy to fantastyka, powieść obyczajowa, czy literatura piękna? A może nie warto jej wtłaczać w żadne gatunki, w żadne kategorie?

Diane Setterfield, droga czarodziejko

Diane Setterfield stworzyła piękną baśń dla dorosłych, pełną magii, miłości, ale też bólu i rozpaczy. Uwielbiam historię, którą opowiada i bohaterów, których Setterfield stworzyła. Uwielbiam to, w jaki sposób autorka prowadzi nas przez fabułę, jak książka jest podzielona, jak poszczególne historie różnych rodzin i ludzi łączą się w całość. Uwielbiam to, jak mnie «Była sobie rzeka» pochłonęła, jak się czułam, czytając tę powieść, jakich emocji mi przysporzyła. To zdecydowanie będzie jedna z najlepszych powieści, jakie przeczytałam i przeczytam jeszcze w tym roku. Pisząc tę opinię złapałam się na tym, że chciałabym wrócić do tej powieści. To chyba znak, że powinnam sięgnąć po inne książki autorki.

Byla sobie rzeka - Diane Setterfield

Podsumowując

Czy coś trzeba tu jeszcze dodawać? Czy trzeba was jeszcze przekonywać, żeby po tę powieść sięgnąć? Jeśli moje poprzednie zachwyty nad «Była sobie rzeka» was nie przekonały, to już chyba nic was nie przekona. Ale dla ostatecznego podkreślenia mojego zachwytu podsumuję moją opinię jednym słowem: CZYTAJCIE!

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Albatros