Kryminał Emmy Viskic oceniłabym jak każdą inną książkę z tego gatunku, gdyby nie pewien wiele znaczący szczegół – główny bohater jest głuchy. A to zupełnie zmienia postać rzeczy, więc pozwólcie, że spojrzę na nią pod dwoma kątami.

Mam ostatnio jakąś niechęć do kryminałów, nie mam pojęcia dlaczego. Omijam je szerokim łukiem, przeglądając zapowiedzi na stronach wydawnictw, na «Zatokę milczenia» też nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie Caleb Zelic, główna postać, i wy, dający mi o tej książce znać. Nie ważne, co to za gatunek, autor, miejsce akcji – jeśli w książce występuje głucha postać, nie mogę obok niej przejść obojętnie. I tak sięgnęłam po powieść Viskic. Pozwólcie, że ocenię ją z dwóch punktów widzenia: jako zwykły kryminał i pod kątem odzwierciedlenia realiów życia głuchych. A na koniec poświęcę jeszcze akapit na połączenie tych dwóch rzeczy w książce i jak to autorce wyszło.

«Zatoka milczenia» jako kryminał

Kiedy Caleb Zelic dostaje od przyjaciela niepokojącego SMS-a, nie traci ani sekundy jadąc na ratunek, ale jest już za późno. Postanawia z pomocą współpracowniczki i byłej policjantki odkryć, w co wpakował się Gary. Narkotyki? Inny nielegalny handel? Pomysł na fabułę nie zapowiada się jakoś arcyciekawie czy niepowtarzalnie. Po przeczytaniu opisu, gdyby nie postać Caleba, nie sięgnęłabym po tę książkę. A gdy wczytać się w książkę trochę bardziej, wcale nie jest lepiej. To najbardziej chaotyczny, nudny, bezsensowny kryminał, jaki kiedykolwiek czytałam. Do samego końca właściwie nie wiedziałam, o co z tym morderstwem chodzi, w co mógł wpakować się Gary, kim są ci wszyscy ludzie i kogo szuka Caleb. Do głowy przychodzi mi taka metafora: wiecie, że kosmos możemy obserwować do pewnej granicy, błony, dalej nie sięgają już nasze teleskopy, ale to nie oznacza, że za tą błoną nic nie ma. Czytając «Zatokę milczenia» czułam się tak, jakbym stała przed taką błoną i niby coś tam widziała, ale to wszystko działo się jakoś obok mnie, w oddali.

Gdybym miała ocenić tę książkę tylko na podstawie fabuły, dostałaby ode mnie jakieś 3 gwiazdki (na 10). Nie mam pojęcia, jakim cudem dostała w Australii tytuł najlepszego debiutu. Pod względem pióra jest nieźle, ale fabuła to koszmar. Bardzo słaby wątek kryminalny, brak ładu i składu, do tego sztuczne zachowanie niektórych bohaterów… Jestem na nie. Ale…

Zatoka milczenia - Emma Viskic

«Zatoka milczenia» a kultura Głuchych 

Obawiałam się, że i tu będę musiała się trochę popastwić, że autorka będzie pisać stereotypowo, bez większej znajomości tematu, ale w tym przypadku bardzo miło się zaskoczyłam. W podziękowaniach można przeczytać informację o niesłyszących znajomych, zaś w krótkim biogramie autorki na skrzydełku, że na potrzeby książki studiowała Auslan czyli australijski język migowy (ciekawostka: większość nazw języków migowych to skróty np. PJM – polski język migowy, BSL – british sign language, CZJ – český znakový jazyk. Auslan jest bodajże jednym z dwóch wyjątków, gdzie język migowy ma własną, samodzielną nazwę). Chociaż mamy w książce głuchą postać, Caleb zdecydowanie nie jest członkiem kultury Głuchych. Języka migowego używa w ostateczności, porozumiewa się mową foniczną, wszystkie swoje siły wkłada w słyszenie za pomocą aparatu słuchowego i czytania z ruchu warg. Chce zachowywać się jak normalny człowiek. Tutaj mały zawód, bo miałam nadzieję, że będzie jednak Głuchym, ale nie można mieć wszystkiego.

“(…) ale może powiedziałbyś coś w stylu: jestem głuchy i robię zdumiewającą rzecz, kiedy obserwując wasze usta, twarze i ciała, wychwytuję prawdziwe zdania. Pomożecie mi, mówiąc trochę wolniej?”

Bardzo podoba mi się dbałość autorki o szczegóły: o to, że gdy jest ciemno, albo gdy ktoś ledwo porusza ustami, Caleb nie jest w stanie zrozumieć, co się do niego mówi; że gdy siedzi w kawiarni i odwróci się od swojej towarzyszki, ta stuka w stolik, żeby zwrócić jego uwagę poprzez wibracje. Są też takie detale jak wyłączenie aparatu słuchowego, gdy bohater potrzebuje chwili spokoju (sama tak robię ze swoim implantem i wiem, że wielu głuchych po powrocie do domu od razu zdejmuje aparaty). Chociaż Zelic nie jest kulturowo Głuchy, zna Auslan i kilka razy wspomniane jest o tym, jak z kimś miga. Podsumowując: nie mam się do czego przyczepić, Emma Viskic naprawdę się postarała tworząc głuchą postać. Nie opiera się na stereotypach, za co jestem jej ogromnie wdzięczna. 

Mam tylko małą uwagę do polskiego tłumaczenia. Na szczęście nie pojawia się ani razu słowo głuchoniemy, ale mam wrażenie, że tłumacz nie wysilił się przy szukaniu terminologii związanej ze światem głuchych. Ciągłe “pokazał/pokazała na palcach” było irytujące – co ze słowem zamigał/zamigała? Wydaje mi się, że nie gryzie. Drugi błąd, który rzucił mi się w oczy, to kiedy Caleb rozmyśla o trudności z rozpoznawaniem imion i twierdzi, że każdy powinien mieć swoje miano migowe. Nie ma czegoś takiego, my nazywamy to przydomkiem migowym. To drobny szczegół, ale z mojego punktu widzenia (jako osoby głuchej) – istotny.

Zatoka milczenia - Emma Viskic

Kryminał i supermoce głuchych?

Można by pomyśleć, że autorka w jakiś sposób będzie chciała podkreślić wyjątkowość swojego głuchego bohatera, dać mu jakieś supermoce. To prawda, że niektórzy głusi świetnie czytają z ruchu warg, to prawda, że jesteśmy bardziej spostrzegawczy, że zwracamy uwagę na mimikę, na postawę ciała, gestykulację itp. bardziej, niż słyszący. Wydawałoby się więc, że autorka powinna to wykorzystać (ale nie przesadzając), co zresztą sugeruje opis fabuły. Tak się jednak nie dzieje, a przynajmniej ja nie dostrzegłam podkreślenia podobnych umiejętności u Caleba. Wyjątkowość tej postaci polega tylko na tym, że jest niesłyszący i musi włożyć więcej wysiłku w rozmowy z ludźmi, tylko tyle. Żadnych niesamowitych talentów. 

Podsumowując

Nie mogę powiedzieć, że lektura tej książki była stratą czasu. Nie, kiedy główny bohater jest głuchy, co ogromnie rzadko zdarza się w literaturze. Nie, kiedy autorka przywiązała do stworzenia tej postaci dużo uwagi i starała się jak najlepiej trzymać realiów. Jednak sam kryminał jest bardzo słaby i mocno rozczarowujący. Jeśli mam więc polecać go pod kątem gatunku – nie czytajcie. A jeśli pod kątem poznania nieco świata ciszy – myślę, że warto przecierpieć.

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Muza