in Books, Literatura faktu

„Jasna godzina. Dziennik życia i umierania” – Nina Riggs

at
jasna-godzina-dziennik-zycia-i-umierania-nina-riggs

Rak to ulubiona choroba pisarzy. Gdy chcą namieszać w życiu bohaterów, wystarczy, aby jeden z nich zmagał się z tym paskudztwem i historia gotowa. Fikcję jesteśmy jednak dużo łatwiej znieść. A co, gdy swoją drogę ku umieraniu na tę chorobę opisuje prawdziwa osoba? Macie odwagę, żeby po taką książkę sięgnąć?

Nina Riggs, biorąc przykład z Paula Kalanithiego, autora «Jeszcze jednego oddechu» postanowiła podzielić się swoją walką z rakiem od momentu usłyszenia strasznej diagnozy. Opowiada o rodzinie, o swoich dzieciach i tym, jak one odbierały jej chorobę, o wsparciu męża, o swojej matce, która także chorowała na raka. Pokazuje chwile szczęścia i smutku, siły i słabości. Ale przede wszystkim chwile miłości, która otaczała ją aż do samego końca.

Po książce «Jeszcze jeden oddech» nie sądziłam, że odważę się ponownie sięgnąć po podobną historię. Podobną, a jednak zupełnie inną. Książka Niny Riggs, poza rakiem i przygotowywaniem się do śmierci, ma niewiele wspólnego z relacją z choroby Paula Kalanithiego. Nina miała dwóch synów, których musiała przygotować na swoje odejście. Kiedy przytacza dialogi z dziećmi, ich dzielność i wsparcie, jakie dawali swojej mamie, nie da się nie uronić łzy. I to chyba najbardziej przejmująca rzecz w  «Jasnej godzinie». Jak przy książce Kalanithiego chciało mi się płakać prawie przez całą lekturę, tak tutaj byłam dosłownie wściekła.

Jak wredny może być los, że zabiera matkę dwóm dopiero dorastającym chłopcom, którzy właśnie teraz potrzebują jej najbardziej? Jak wredny może być, zabierając Ninie jej rodzicielkę właśnie wtedy, kiedy rak coraz bardziej pustoszył jej organizm? Jak wredny może być, że jedna z przyjaciółek Niny zachorowała na dokładnie ten sam typ raka w podobnym czasie? I właśnie te trzy czynniki sprawiły, że podczas lektury byłam wściekła i rozgoryczona. A Nina? Nie wiem, czy w książce ukrywa to przed czytelnikami, czy po prostu była tak silną kobietą, że dzielnie znosiła te wszystkie ciosy.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, która odróżnia książkę Kalanithiego od Riggs. U Paula wszystko było poukładane a historia miała logiczny ciąg. W  «Jasnej godzinie» panuje spory chaos. Autorka plącze swoje dzieciństwo z teraźniejszością, opowiada różne historie, a rozdziały często nie nawiązują do siebie wzajemnie (oczywiście poza chorobą). I sporo w niej filozofii, a to niestety nieco mnie przerosło.

Gdybym miała powiedzieć wam, po którą książkę sięgnąć najpierw, poleciłabym wam raczej  «Jeszcze jeden oddech», gdyż ona bardziej do mnie przemówiła. Jednak «Jasna godzina. Dziennik życia i umierania» to tytuł, z którym zdecydowanie również warto się zapoznać. A jak już to zrobicie, mam nadzieję, że zapiszecie się też do lekarza na badania kontrolne.

 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

NA SKRÓTY

«Jasna godzina. Dziennik życia i umierania» to bardzo osobista książka, w której Nina Riggs opowiada o swojej walce z rakiem i powolnym godzeniu się ze śmiercią; o przygotowywaniu swoich dzieci na jej odejście, o utracie mamy, o chorobie przyjaciółki. Podczas lektury nie tyle chciało mi się płakać, co byłam wściekła na to, jak złośliwy potrafi być los. Książka Riggs jest momentami chaotyczna, ale właśnie to sprawia, że jest naturalna. Tego typu literatury nie sposób nie polecić.  

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Niby fajnie, że książka jest z perspektywy prawdziwej osoby opisywana choroba, ale ja totalnie nie znoszę tego w książkach! Kiedys nawet pisałam w „rzeczy których nie znoszę w książkach” i były to właśnie wszelakie choroby. Wiadomo życie to życie, ale nie chce o tym czytać.

  • wroclawianka czyta

    Bardzo lubię płakać w trakcie czytania, to jakieś moje skrzywienie xD nie wiedziałam wcześniej o obu tych książkach. Cieszę się, że trafiłam na Twój post! Z ogromną przyjemnością przeczytam obie lektury 😉
    Pozdrawiam!

    • Ja tez lubię czasem popłakać przy książkach 🙂 Cieszę się, ze mogłam ci polecić te dwie książki 🙂