Zazwyczaj irytuje mnie porównywanie nowych autorów do tych o ugruntowanej pozycji albo książek mało znanych pisarzy do bestsellerów, ale w przypadku powieści Caroline Lea’i, porównanie do «Miniaturzystki» Jessie Burton mnie zaintrygowało.

Co prawda nie polubiłam się z książką Burton, powiedziałabym nawet, że mnie niesamowicie rozczarowała, ale nie da się jej odmówić specyficznego klimatu, który zdecydowanie miał coś w sobie. Postanowiłam więc sprawdzić, czy moje wrażenia po lekturze «Kobiety ze szkła» będą lepsze i czy rzeczywiście to powieść dla fanek wspomnianej już «Miniaturzystki», jak zapowiada wydawnictwo.

Podróż w czasie do XVII-wiecznej Islandii

Do sięgnięcia po powieść Lea’i zachęciło mnie nie tylko porównanie do książki Jessie Burton, ale przede wszystkim opis fabuły «Kobiety ze szkła». Autorka zabiera nas na Islandię w XVII wieku, jeszcze bardziej surową i bezlitosną. Do tej pory czytałam dwie powieści, w których akcja rozgrywa się na tej wyspie, ale obie osadzone są w czasach współczesnych, więc taka podróż do przeszłości, i to aż do 1686 roku, wydała mi się niezwykle fascynującym pomysłem. Pomysłem, który okazał się być strzałem w dziesiątkę.

Kobieta ze szkła - Caroline Lea

Surowa i bezlitosna – Islandia czy Caroline Lea?

«Kobieta ze szkła» rzeczywiście okazała się być w jakiś sposób powiązana z «Miniaturzystką» Jessie Burton. Jest dokładnie tak samo specyficzna i… dziwna. Takiej powieści chyba jeszcze nie czytałam i nawet nie będę próbowała opisywać wam fabuły. Lea stworzyła niecodzienną historię miłosną i umieściła ją w miejscu, które jeszcze bardziej jej specyficzność podkreśla. Islandia opisana przez pisarkę mrozi do szpiku kości, sprawia, że z jednej strony nigdy nie chcielibyście się tam znaleźć, z drugiej zaś… zobaczyć taką Islandię byłoby niezwykłym doświadczeniem. Podoba mi się też bardzo, że autorka korzysta z dawnych wierzeń i przesądów. Pojawiają się tu m.in. runy i konflikt wiary.

Mam też małe „ale”

Czytając tę powieść, niczego nie można być pewnym, nie można zakładać, jak dalej się potoczy, bo autorka ciągle w życiu bohaterów miesza (chociaż niektórych rzeczy łatwo się domyślić). Niektóre z jej pomysłów niestety mnie nie przekonują, mam wrażenie, że w kilku momentach próbowała namieszać aż za mocno i przez to wyszło jej to sztucznie. Ale to jest naprawdę drobna niedogodność. Całościowo powieść zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, a lektura «Kobiety ze szkła» była bardzo ciekawym doświadczeniem.

Kobieta ze szkła - Caroline Lea

Podsumowując

Jeśli fascynuje was Islandia – koniecznie sięgnijcie po tę powieść. Jeśli lubicie fabułę osadzoną w dawniejszych czasach – to też książka dla was. Mnie «Kobietę ze szkła» czytało się świetnie i polecam wam ją z ręką na sercu.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Literackiemu