Nie sądziłam, że do twórczości Jakuba Żulczyka wrócę tak szybko, ale okoliczności sprawiły, że niemalże zaraz po przeczytaniu jego debiutanckiej powieści sięgnęłam po kolejną, w zupełnie innych klimatach. Klimatach, które bardzo mnie zaskoczyły.

Chociaż dopiero zaczęłam przygodę z książkami tego autora, w głowie miałam zupełnie inną wizję tego, jaką literaturę pisze. I nagle trafiam na powieść fantastyczno-przygodową dla młodzieży. Czy ja na pewno sięgnęłam po tego Żulczyka od «Zrób mi jakąś krzywdę»?

Jakub Żulczyk czy może jednak Andrzej Pilipiuk?

Nie jestem żadną specjalistką ani nawet fanką autora (jeszcze), ale przyznam, że nie spodziewałam się historii, która bardziej kojarzyłaby mi się z Andrzejem Pilipiukiem. Jak to, 15-letni nerd, wakacje u dziadków na jakiejś mazurskiej wsi, a do tego… zjawiska paranormalne? Żulczyk kojarzy mi się raczej z literaturą piękną, nie z fantastyką młodzieżową. Podoba mi się, że autor nie zamyka się w jednym gatunku, bo «Zmorojewo» to bardzo udany eksperyment.

Zmorojewo - Jakub Żulczyk

Kumulacja słowiańskich klimatów

Już gdzieś chyba wspominałam, że bardzo często nieświadomie sięgam po książki, które w jakiś sposób do siebie nawiązują. Tak było i teraz – zaraz po skończeniu przedpremierowej lektury «Wiedźmy» Anny Sokalskiej, chwyciłam właśnie po «Zmorojewo». Chociaż fabuły obydwu powieści diametralnie się różnią, łączy je jedno – słowiańskie klimaty. We wznowionej powieści Żulczyka pojawia się słowiańska demonologia: leszy, wężun, węszacz, ale także, uwaga uwaga, postaci z polskich legend, jak Baba-Jaga czy Szewczyk Dratewka. Uwielbiam humorystyczne akcenty i podobne smaczki w polskiej fantastyce i tym Żulczyk zdecydowanie u mnie zaplusował.

«Zmorojewo» jako lektura idealna przed snem?

«Zmorojewo» to powieść fantastyczno-przygodowa bardziej dla nastolatków, ale ja miałam sporo frajdy podczas lektury. Język w tej książce jest dużo inny, spokojniejszy niż w przypadku «Zrób mi jakąś krzywdę», ale nie obeszło się bez wulgaryzmów. Te wulgaryzmy są jednak podane w tak fajnej, humorystycznej, formie, że zamiast bulwersować, wywołują uśmiech na twarzy. Sam pomysł ze Zmorojewem, czyli zaginionym miastem, jest fantastyczny i choć momentami książka jest nieco mroczna, drastyczna, nie miałam problemu z czytaniem jej wieczorem przed snem.

Zmorojewo - Jakub Żulczyk

Bohaterowie dzielą się na dwa typy: superbohaterowie i totalne ciapy

We «Władcy pierścieni» czy «Harrym Potterze» główne postaci, czyli Frodo i Harry, są strasznie ciapowaci, przez co niesamowicie irytujący. Żulczyk powtarza ten motyw dając nam 15-letniego Tytusa, dla którego ważniejsze jest, żeby ostatni raz pocałować dziewczynę, niż uratować świat przed Złem i zagładą. Aż się scyzoryk w kieszeni otwiera 😉 Ja wiem, że to fikcja, że to tak specjalnie, ale zawsze nie mogę przeżyć, jak można być takim ciapowatym egoistą. Chociaż Tytus jest dosyć irytującą postacią, mimo wszystko nie potrafię nie czuć do niego sympatii. A także do jego dziadków, którzy są rewelacyjni i o jakich sama zawsze marzyłam.

Podsumowując

Lektura «Zmorojewa» okazała się fantastyczną przygodą i cieszę się, że książka została wznowiona w tak ładnej oprawie. Okazuje się, że to nie koniec przygód Tytusa, bo jest jeszcze drugi tom, «Świątynia», którego wznowienia ma pojawić się w kwietniu, do tego w pięknej, niebieskiej okładce! Dla mnie bomba.

Bibliofilem być recenzje książek

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Agora

 

NA SKRÓTY

«Zmorojewo» Jakuba Żulczyka to powieść fantastyczno-przygodowa, której głównym bohaterem jest 15-letni Tytus, nerd i fanatyk zjawisk nadprzyrodzonych. Jego wakacyjny pobyt u dziadków na jednej z mazurskich wsi okazuje się być najlepszą (a może i najgorszą) przygodą życia. Tytus odkrywa istnienie zaginionego miasta, co doprowadzi do dramatycznych wydarzeń. Świetna książka dla młodzieży, ale i dla starszych czytelników. Humor, słowiańskie klimaty i wciągająca akcja sprawiają, że powieść czyta się bardzo przyjemnie.