in Books, Literatura młodzieżowa

„Illuminae” – Amie Kaufman, Jay Kristoff

at
illuminae-amy-kaufman-jay-kristoff

Jakiś czas temu miała miejsca dosyć ciekawa akcja marketingowa wydawnictwa Moondrive, imprintu wyd. Otwartego ukierunkowanego na literaturę młodzieżową. Mogliśmy przyczynić się do wydania pierwszego tomu serii Illuminae, kupując pakiet książka+gadżety. Jednak aby ta nietypowa powieść rzeczywiście trafiła do księgarni, przedpremierowe egzemplarze musiała kupić odpowiednia ilość osób.

Trzeba przyznać, że to bardzo ciekawy zabieg. Nie wiem, czy zwróciłabym na «Illuminae» uwagę i czy bym ją kupiła, gdyby nie ta akcja ze wspólnym wydawaniem książki. Prawdopodobnie ciekawość i tak by mnie do tego tytułu przeciągnęła, ale sam pomysł wydawnictwa jest niezwykle sprytny i zasługuje na pochwałę. Nie przedłużając jednak, przechodzę do punktu głównego tego zamieszania, czyli niezwykłego wyglądu powieści Amie Kaufman i Jaya Kristoffa.

Rok 2575. Kolonię Kerenza atakuje BeiTech. Nieliczni, którym udało się przeżyć, trafiają na trzy statki ewakuacyjne: Alexandra, Hypatię i Copernicusa. Nie oznacza to koniec kłopotów, ponieważ uciekinierom na ogonie siedzi wrogi pancernik Lincoln. W czasie ucieczki na jaw wychodzą kolejne problemy, a w samym centrum znajdują się Kady Grant i Ezra Mason – dwoje 17-latków, którzy dosłownie chwilę przed atakiem na ich planetę zdążyli ze sobą zerwać, a teraz, znajdując się na dwóch różnych statkach, tego żałują…

Jak już chyba kiedyś wspominałam, uwielbiam sci-fi. Im odleglejsze czasy, tym lepiej, dlatego już to, że akcja rozgrywa się w 2575 roku rozbudziło mnie podekscytowanie i ogromną ciekawość. Na największy podziw i zainteresowanie zasługuje bardzo oryginalna forma powieści, ale nie można zapomnieć o fabule. Po cichu powiem Wam jednak, że nawet gdyby historia okazała się słaba, i tak byłabym pod wrażeniem tej książki. Ale po kolei.

«Illuminae» nie jest zwykłą powieścią, gdzie mamy narrację+dialogi. Na treść składają się raporty wojskowe, transkrypcje z nagrań wideo, rozmowy na czatach, fragmenty kodów komputerowych itd. Całość utrzymana jest w czarno-białej kolorystyce. Ogromny podziw budzi to, jak bardzo te wszystkie elementy do siebie pasują. Kiedy niemożliwe jest, abyśmy poznali działania bohaterów za sprawą ich dialogów na czacie, do akcji wchodzą transkrypcje nagrań wideo a nawet zapis myśli sztucznej inteligencji kierującej statkiem Alexander. Jedno wielkie wow!

Jeśli jednak chodzi o samą fabułę… są plusy i minusy. Bardzo podoba mi się pomysł na główny wątek ze zniszczeniem Kerenzy, ewakuacją ocalałych a później ucieczką przed wrogim Lincolnem. Polubiłam Kady i jej przekomarzania z Ezrą oraz walkę o przyjaciół. Kiedy jednak później pojawiają się kosmiczne zombie… Nie przepadam za tym wytworem ludzkiej wyobraźni, dlatego niesamowicie mnie one irytowały. Gdyby książka miała normalną formę, prawdopodobnie byłabym na nie. Ale na szczęście tutaj ważna jest nie tylko fabuła, ale i forma opowiedzenia tej historii, która w moich oczach ratuje ją i sprawia, że czytanie «Illuminae» było jednym z ciekawszych doznań czytelniczych w moim życiu. A zakończenie? Z niecierpliwością wyczekuję drugiego tomu, bo jestem ogromnie ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów.

 

Podsumowując: lektura «Illuminae» była fascynującym doświadczeniem i bardzo polecam Wam tę książkę. Warto ją mieć w biblioteczce chociażby dla samej niezwykłej formy, w jakiej ta historia została przedstawiona.

 

Werdykt: TO READ!!!

 

 

 

«Illuminae» Amie Kaufman i Jaya Kristoffa nie jest zwykłą młodzieżówką z narracją i dialogami. Fabułę poznajemy poprzez raporty wojskowe, kody komputerowe, fragmenty czatów, transkrypcje nagrań wideo a nawet poprzez zapis myśli sztucznej inteligencji. Już to sprawia, że książka w moich oczach ma więcej plusów niż minusów. Sama historia też jest bardzo ciekawa. Polubiłam Kady i Ezrę i ich dążenia do ocalenia uciekinierów, jednak kosmiczne zombie chętnie bym pominęła…

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Ja ją kupiłam, bo mnie właśnie skusiła akcja promocyjna i w sumie żałuję, bo jak na nią teraz patrzę to nie wiem po co mi ona. Pewnie jej nie przeczytam, bo ja i sci-fi raczej nie idziemy w parze i tak jakoś… naprawdę muszę zwracać większą uwagę na to, co kupuję haha

    • Myślę, że dla samej oryginalnej formy warto mieć tę książkę, ale ja jestem bibliofilem, więc wiesz 😀

  • Fajne jest to, że pomimo tych urywków wszystkiego można w tym znaleźć spójną fabułę. 🙂