Nie jestem typem podróżniczki, nie robię listy miejsc, które chciałabym odwiedzić, ale jest takie jedno miasto, o którym marzę od lat. Nowy Jork, Wielkie Jabłko. A póki jest ono tylko w sferze marzeń, pozostają mi filmy, seriale i… książki.

Na temat Nowego Jorku przyjmę wszystko. Od beletrystyki po non-fiction. Nawet zamówiłam ostatnio trzy książki związane z tym miastem (na cztery zamówione). Kusi mnie, żeby zebrać wszystkie tytuły dotyczące tego miasta i zrobić sobie w ramach tematycznych miesięcy miesiąc z Nowym Jorkiem. Tymczasem, na początku sierpniowego urlopu udało mi się przeczytać cegłę, po którą sięgnęłabym już dawno, gdyby nie jej gabaryty.

Historia miasta opowiedziana na 1000 stron

O beletrystycznych biografiach różnych mniej i bardziej znanych osób na pewno słyszeliście, ale czy spotkaliście się kiedykolwiek z beletrystyczną biografią miasta? Edward Rutherfurd jest autorem ośmiu monumentalnych powieści, w których przedstawia wybrane fakty z historii różnych miejsc, wykorzystując do tego dzieje wymyślonych przez siebie rodów. Na półce mam trzy jego powieści: «Nowy Jork», «Londyn» i «Dublin», w planach kupna są «Paryż» i «Rosja» (ostatecznie kupiona, zanim ten tekst opublikowałam), a w listopadzie ma wyjść jeszcze «Irlandia» (dwa tytuły nie doczekały się polskiego wydania). Od samego początku to «Nowy Jork» ciekawił mnie najbardziej (sympatia do tego miasta, sami rozumiecie), więc kiedy już odważyłam się sięgnąć po którąś z zalegających na półkach cegieł, padło na nią. Ale! Ponieważ ten kolos ma dokładnie 1040 stron, postanowiłam skorzystać z dobrodziejstw czytnika. O moim eksperymencie związanym z czytaniem samych ebooków przeczytacie TU.

Nowy Jork - Edward Rutherfurd

Dobra rada: nie przywiązuj się do bohaterów

To nie jest pierwszy raz, kiedy spotykam się z podobną formą książki. W «Drwalach» Annie Proulx również opowiada pewne wydarzenia z dziejów Ameryki wykorzystując do tego kolejne pokolenia wymyślonego rodu. Niestety w tym przypadku nie bardzo polubiłam się z bohaterami i fabułą, za to «Nowy Jork» kupił mnie już przy pierwszych stronach. Obydwie powieści łączy jedna wada, której ciężko byłoby uniknąć – to nie losy bohaterów są tu najważniejsze. Poznajemy tylko pewien wycinek z ich życia, istotny dla historii miasta, a później przeskakujemy do kolejnego pokolenia, kolejnego wycinku z życia i tak dalej, i tak dalej. Problem jest wtedy, gdy któryś z bohaterów zyska naszą sympatię i chcielibyśmy poznać całą jego historię. I właśnie z «Nowym Jorkiem» często miałam taki problem. O ile w przypadku «Drwali» nie potrafiłam obdarzyć bohaterów sympatią, poczuć z nimi jakąś nić porozumienia, zainteresować się mocniej ich losem, tak w «Nowym Jorku» niejednokrotnie było mi żal, że niektórym osobom nie została poświęcona cała książka.

Jak dobrze znasz Nowy Jork

Nie znałam wcześniej zbyt dobrze historii Nowego Jorku. Czytałam jeden reportaż, w którym było odrobinę na ten temat, ale bez zagłębiania się w kolejne wydarzenia. Myślę, że książka Rutherfurda jest idealna na pierwsze spotkanie z dziejami tego miasta. Podane w beletrystycznej formie są dużo łatwiej strawne, niż gdyby od razu sięgnąć po książkę historyczną. «Nowy Jork» jest świetnie napisany, dzieje kolejnych pokoleń wciągają i rozbudzają zainteresowanie samym miastem. Wspaniale czytało mi się tę książkę i mam wielką nadzieję, że z pozostałymi powieściami Rutherfurda będzie tak samo. Jestem pełna podziwu dla pracy autora, bo taka powieść wymaga solidnego researchu, a jednocześnie ważni są też sami bohaterowie i to, żeby zachęcali nas do siebie (ci z «Drwali» odnieśli odwrotny skutek).

Nowy Jork - Edward Rutherfurd

Podsumowując

«Nowy Jork» Edwarda Rutherfurda to kawał solidnej powieści, dosłownie i w przenośni. Jej gabaryty mogą zniechęcać, dlatego z całego serca polecam czytać ją w formie ebooka na czytniku/tablecie/telefonie. Autor w arcyciekawy sposób przybliża historię najsławniejszego amerykańskiego miasta, opowiadając losy kolejnych pokoleń pewnego rodu. Ja jestem kupiona i bardzo was zachęcam do dania Rutherfurdowi szansy.

Werdykt: TO READ!!!