Do którego obozu należycie: psiarzy czy kociarzy? Jeśli do tego drugiego, dzisiejsza recenzja powinna Was zainteresować. Zwłaszcza, jeśli jesteście kociarzami zapalonymi jak ja i nie wyobrażacie sobie życia bez tym małych, czasem wrednych, ale jednak uroczych, sierściuszków.

Nie da się ukryć, że jestem kociarą. Uwielbiam wszystko, co z kotami związane: kartki, torebki, śmieszne memy w Internecie, blogi poświęcone tym sierściuchom itd. Sama mam dwa koty w rodzinnym domu i strasznie mi smutno, że nie mogę mieć nawet jednego w wynajmowanym mieszkaniu. Kiedy na rynku pojawiła się Historia kotów Madeline Swan, wiedziałam, że prędzej czy później książka trafi do mojej biblioteczki. Trafiła dopiero niedawno, bo dostałam ją na urodziny, ale w końcu przeczytałam i mogę podzielić się swoją opinią z innymi kociarzami :).

Madeline Swan w swojej książce przedstawia początki kociej populacji i opisuje dalsze jej dzieje poczynając od starożytności i Starożytnego Egiptu, poprzez średniowiecze, epoki georgiańską i wiktoriańską, aż do współczesności. Dowiadujemy się jak w poszczególnych okresach koty były traktowane, kiedy je uwielbiano a kiedy nienawidzono i uważano za zwierzęta przeklęte. Autorka książki przytacza też relacje z własnymi kotami i ogólne nastawienie do tych zwierząt różnych sławnych osobistości: pojawiają się Szekspir, siostry Bronte, Dickens, Bardot czy sam Churchill. Na dokładkę poznamy kilka amerykańskich kocich gwiazd, w tym niedoszłego prezydenta USA.

Czytając książkę Madeline Swan przyszło mi na myśl, że historia kociej rasy to ciekawy pomysł na pracę naukową. Prześledzenie z większą uwagą wszelkich źródeł związanych z tymi zwierzętami, obrazów, tekstów literackich i innych, mogłoby dać ciekawe efekty. Tego mi właśnie brakowało w książce Swan – więcej szczegółów, więcej drążenia. Autorka przedstawia nam wiele informacji, ale czuję jednak pewien niedosyt. Historia kotów to bardziej krótki przekrój kocich losów, z potencjałem na dużo obszerniejsze dzieło. Zabrakło mi kilku bardzo ważnych, moim zdaniem, kotów, które przecież zapisały się w historii bardzo mocno (jak mogło zabraknąć Behemota z Mistrza i Małgorzaty?!). Żałuję też, że autorka nie poświęciła ani jednej strony na opisanie dzisiejszych kocich gwiazd Internetu (Grumpy Cat, Venus) oraz samego zjawiska uwielbienia tych zwierząt współcześnie.

Język książki jest prosty i czyta się ją bardzo szybko. Mimo że Swan pominęła kilka rzeczy, przedstawiła też wiele ciekawych zjawisk. Kult kotów w Starożytnym Egipcie, nienawiść do tych zwierząt w czasach polowań na czarownice – chociaż wiedziałam o tym wcześniej, ciekawie było przeczytać i dowiedzieć się nieco więcej. Interesujące są też fragmenty, w  których pisarka opisuje koty pracujące „zawodowo”: na poczcie, na statkach, w czasie wojny. I choć spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, książkę czytało mi się całkiem przyjemnie. Jestem kociarą, więc nawet mimo kilku minusów kupiłabym ją jeszcze raz.

Werdykt: TO READ