Gdy życie nie pozwala ci odejść || „Księżyc nad Bretanią” – Nina George


Books, Literatura kobieca / poniedziałek, Kwiecień 9th, 2018

Nina George oczarowała mnie na początku zeszłego roku «Księgą snów» i nie mogłam nie sięgnąć po jej wcześniejsze powieści. Po «Księżyc nad Bretanią» chciałam sięgnąć już dawno, oczarowana tą piękną okładką, ale musiałam przekładać lekturę z miesiąca na miesiąc, aż wreszcie się zawzięłam. Albo teraz, albo nigdy. A teraz żałuję, że ta historia już za mną.

Przyznajcie sami, że okładka czaruje czytelnika. Uwielbiam, kiedy piękna oprawa skrywa jeszcze piękniejszą historię, tak jak w tym przypadku.

O fabule słów kilka

Marianne ma 60 lat i nie pamięta już czasów, gdy była szczęśliwa. Utknęła w małżeństwie, które ostatecznie odebrało jej jakiekolwiek chęci do życia. Podczas wizyty w Paryżu postanawia popełnić samobójstwo skacząc z mostu do Sekwany. Los jednak sprawia, że jej zamiary palą na panewce a wizyta w szpitalu i pewien kafelek całkowicie odmieniają jej życie. Marianne postanawia udać się do Kerdruc w Bretanii, nie przypuszcza jednak, że to miasto ją uratuje.

Nina George i pewien tryptyk o śmierci i przemijaniu

«Lawendowy pokój», «Księżyc nad Bretanią» i «Księga snów» to swego rodzaju tryptyk. Oczywiście każda powieść zawiera zupełnie odrębną historię, ale łączy je pewien motyw przewodni. Autorka porusza w nich tematykę śmierci, przemijania. W «Księżycu nad Bretanią» podobnie jak w «Lawendowym pokoju» sięga po starszego bohatera, który, zdawać by się mogło, życie ma już za sobą. Marianne ma 60 lat, co ją jeszcze czeka? Czy w tym wieku warto próbować odkryć siebie na nowo? Zmienić miejsce zamieszkania, zacząć pracować, zakochać się? Bardzo podoba mi się przekaz tej powieści – na znalezienie szczęścia nigdy nie jest za późno. Nigdy też nie jest za późno na rozstanie się z człowiekiem, który niszczy nas psychicznie.

Prowansja czy Bretania? Hmm…

Nie rozumiem, czemu książki George mają dosyć słabe oceny na portalu Lubimy czytać (poniżej siedmiu gwiazdek). Ja jestem kompletnie zakochana w tych historiach, a każda kolejna tylko mocniej chwytała mnie za serce. Myślałam, że to «Lawendowy pokój» z Jeanem Perdu i jego Apteką literacką jest moją ulubioną książką niemieckiej pisarki, ale «Księżyc nad Bretanią» zrzucił go na drugie miejsce. Historia Marianne jest piękna i dająca nadzieję. Uwielbiam też styl, w jakim losy bohaterów opowiada nam George. Piękny, nieco filozoficzny, z cytatami, którymi można zapełnić sporą część pamiętnika.

Podsumowanie

Jak już pisałam na początku wpisu, ogromnie żałuję, że mam tę książkę już za sobą. Tak bardzo nie mogłam doczekać się lektury, a kiedy przyszedł na nią czas, historia Marianne i jej nowego życia w Bretanii zawładnęła moim sercem. To mądra i piękna powieść i ogromnie ją wam polecam. Myślę, że to będzie też idealna książka dla starszych osób, które czują, że ich życie już donikąd nie prowadzi, że już są za starzy, aby coś zmienić, aby być jeszcze szczęśliwymi. «Księżyc nad Bretanią» to mój absolutny ulubieniec jeśli chodzi o twórczość Niny George i jedna z piękniejszych książek, jakie czytałam.

Werdykt: TO READ!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Otwarte

 

NA SKRÓTY

«Księżyc nad Bretanią» to druga z trzech książek, w których Nina George porusza temat śmierci i radzenia sobie z przemijającym życiem. Historia Marianne, 60-letniej kobiety, która po nieudanym samobójstwie próbuje ułożyć sobie życie na nowo w Bretanii, jest niesamowicie piękna, mądra, wzruszająca. Pokazuje, że na odnalezienie szczęścia nigdy nie jest za późno. Uwielbiam styl, w jakim George opowiada historie, trochę filozoficzny, z mnóstwem fragmentów, które można wypisywać w zeszytach z cytatami. Bardzo wam polecam wszystkie książki tej pisarki, a zwłaszcza «Księżyc nad Bretanią», który został moim bezapelacyjnym ulubieńcem.