in Books

„Franky Furbo” William Wharton

at

Kajam się pokornie, ale niestety koniec sesji nie oznaczał dla mnie wakacji, jak miałam nadzieję. Licencjat sam się nie chciał napisać (niegodziwiec), na czym ucierpiały nieco książki i przede wszystkim blog. Ale już wracam, tym razem na serio, i zapraszam na nową recenzję 🙂                                                             20150715_123732

„W malutkiej włoskiej wiosce William Wiley urzeka swe dzieci opowieściami o Frankym Furbo, lisie o cudownych, nadludzkich umiejętnościach, który uratował mu życie w czasie drugiej wojny światowej. Kiedy rodzina podaje w wątpliwość istnienie Franky’ego, William wyrusza w podróż, by przekonać ich o prawdziwości swoich słów, a w trakcie wyprawy – nakreślić zadziwiającą perspektywę losów ludzkości: od przeszłości, poprzez teraźniejszość po odległą przyszłość”

Stali czytelnicy mojego bloga na pewno już zauważyli moje rozterki związane z twórczością Whartona.  Do tej pory przeczytałam trzy książki tego pisarza i każda z nich była mocno specyficzna i nieco dziwna, ale tylko jedna mnie zachwyciła (Spóźnieni kochankowie – recenzja tu). Dwie pozostałe, Ptasiek (tu) i Rubio (tu) nie przypadły mi do gustu. Rubio zapowiadał się naprawdę dobrze, ale końcówka wszystko zniszczyła. Nie planowałam więcej sięgać po dzieła Whartona, ale w moje ręce wpadł Franky Furbo, nie pozostało mi nic innego jak przemóc się i przeczytać. I była to całkiem niezła decyzja.

Franky Furbo to opowieść o amerykańskiej rodzinie, która od 40 lat mieszka w małej włoskiej wiosce – Prepo. William i Caroline mają czwórkę dzieci, troje z nich opuściło już rodzinne strony, w domu rodzinnym został tylko mały Billy. Mężczyzna w młodości, w czasie drugiej wojny światowej, przeżył niesamowitą przygodę, która wywarła wpływ na resztę jego życia.  Podczas walk na froncie nieomalże zginął, uratował go jednak tytułowy Franky Furbo – lis o niesamowitych zdolnościach. Franky nie tylko chodzi i mówi jak człowiek, potrafi się również w człowieka zmienić. William wraz z Wilhelmem, niemieckim żołnierzem uratowanym przez lisa w tym samym czasie, co amerykanin, przez jakiś czas odbywają rekonwalescencję we Frankowym domu w drzewie, poznając bliżej historię gospodarza i jego filozofię życia. Ta wizyta sprawia, że po opuszczeniu Franky’ego i powrocie do normalnego świata, William zupełnie się zmienia.  Nigdy też nie zapomni o Frankym oraz jego niesamowitych opowieściach. Historie te będzie później opowiadał swoim dzieciom niczym bajki na dobranoc, jednak ważne dla niego jest to, aby wszyscy traktowali je jak prawdziwe historie. Kiedy mały Billy, a później także Caroline, podważają rzeczywiste istnienie niesamowitego lisa, William odbiera to jako dotkliwy cios. Za namową żony wyrusza w podróż do Niemiec odnaleźć Wilhelma i wszystko sobie poukładać, a także udowodnić rodzinie, że Franky Furbo nie jest jedynie wytworem jego wyobraźni. Ta podróż jednak przewraca cała historię do góry nogami.

Opowieść o Frankym Furbo to fantastyczna bajka raczej skierowana do dorosłych, choć myślę, że i dzieciom by przypadła do gustu. Bardzo zaskoczyło mnie zakończenie (zakończenia chyba zawsze mnie zaskakują…), ale tym razem w pozytywny sposób, nie tak, jak w przypadku Rubio. Zupełnie nie spodziewałam się, że opowieść idzie w tym kierunku, bardzo mi się jednak podoba ta inwencja twórcza Whartona. Myślę, że książka spodoba się osobom, które lubią czytać o alternatywnych wyobrażeniach przyszłości ludzkości i świata. Wizja Whartona jest całkiem oryginalna i niebanalna.

Cała opowieść napisana jest w ciekawy sposób. Dialogi poszczególnych postaci mają różny druk – pogrubiony, ukośny. Dzięki temu łatwiej orientować się kto kiedy się wypowiada. Chyba nie mogę nic zarzucić tej książce. Wychodzi na to, że po przeczytaniu Frankiego Furbo, mamy z Williamem Whartonem remis – 2 książki na TAK:2 książki na NIE. Na razie jednak nie prędko sięgnę po jego kolejną powieść – w mojej biblioteczce na przeczytanie czeka jeszcze ponad 10 książek…

Werdykt: TO READ

Share:

Marth

  • O kurcze, fabuła trochę pokręcona! Ale na pewno oryginalna, nie każdy wymyśli lisa, który ma nadludzkie umiejętności.
    Nie czytałam jeszcze nic Whartona, więc kiedyś pewnie się skuszę !

    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/