Niewiele brakowało, a ten wpis w ogóle by nie powstał. Bo jak napisać recenzję książki, której nie rozumiesz? Nazwać ją gniotem i iść dalej? Ja tak nie umiem. Całe szczęście, że pojechałam na Literacki Sopot i spotkanie z Sarah Perry.

Zdarza się, na szczęście dosyć rzadko, ale jednak, że po przeczytaniu jakiejś książki nie umiem napisać na jej temat niczego konkretnego. Najczęściej spowodowane jest to tym, że po prostu nie zrozumiałam tego, co przeczytałam, nie zwróciłam uwagi na to, co autor próbuje mi przekazać. «Wąż z Essex» jest właśnie takim tytułem. Mały łut szczęścia sprawił jednak, że dzień po przeczytaniu tej powieści zmieniłam o niej zdanie. Zaraz wam wyjaśnię, jak to się stało.

Czy to ja jestem za głupia, czy po prostu powieść Sarah Perry jest beznadziejna?

«Węża z Essex» zaczęłam czytać na początku tygodnia i skończyłam dzień przed spotkaniem z Sarah Perry na festiwalu Literacki Sopot. Miałam wielki mętlik w głowie, czytało mi się tę książkę jak po grudzie, nie potrafiłam zrozumieć zachowania bohaterów, co ono ma nam właściwie pokazać, co reprezentują sobie postaci wykreowane przez pisarkę. Przytłoczyła mnie też ilość wątków. Daleko mi było do nazywania tej powieści słabą, ale jednak byłam nią rozczarowana. Pomyślałam jednak, że skoro już jestem w Trójmieście w czasie trwania Literackiego Sopotu, skorzystam z okazji i pójdę na spotkanie z Perry. Może rozmowa prowadzona przez Sylwię Chutnik wyjaśni mi, co właściwie przeczytałam. Nie robiłam sobie wielkich nadziei, ale jednak po cichu na to liczyłam. I właśnie to spotkanie zmieniło moją opinię na temat «Węża z Essex». Wyszłam z niego z uczuciem pewnego oświecenia!

Wąż z Essex - Sarah Perry

Epoka wiktoriańska jak z powieści Jane Austen? Nie, dziękuję.

Cały festiwal stał pod znakiem feminizmu i powieść Perry jak najbardziej wpasowuje się w temat. Ale po kolei. Czytając opis fabuły można odnieść wrażenie, że będzie to prawie typowa powieść wiktoriańska, z drobnym fantastycznym motywem – tytułowym wężem, który ma siać postrach wśród wiejskiej ludności Aldwinter. Na myśl od razu przyszła mi «Syrena i pani Hancock» Imogen Hermes Gowar. Sarah Perry jednak bardziej zaszalała, jeśli mogę tak napisać. W jej powieści epoka wiktoriańska ma niewiele wspólnego z powieściami Jane Austen, kobietom, bardziej niż na wielkiej miłości, zależy na samodzielności, a pastor wcale nie jest taki świątobliwy, za jakiego chciałby uchodzić. Mamy tu feminizm, walkę wiary z rozumem, ludzkie zabobony, socjalizm w początkowym stadium, arystokrację, która nie wie, co robić ze swoimi pieniędzmi, problem bezwarunkowej miłości między matką a dzieckiem, rozwój w chirurgii… Jest tego sporo. 

Zbyt dużo wątków jak na 440 stron

Ta wielowątkowość to mimo wszystko minus tej książki, ponieważ moim zdaniem autorka nie zdążyła dobrze ich wszystkich rozbudować. Mam też wrażenie, że nie są one dobrze domknięte; że gdyby powieść miała dwa razy tyle stron, wyciągnęłabym z niej dużo więcej i od razu zrozumiała intencje Perry. Z drugiej strony, jest to powieść wprost stworzona pod dyskusyjny klub książki. Aż się prosi, aby usiąść nad nią w większej grupie i omówić zachowanie Cory, pastora Williama Ransome’a, jego żony Stelli czy Marthy, przyjaciółki głównej bohaterki. Rozmowa Sylwii Chutnik z Sarah Perry nie tylko uświadomiła mi, o czym jest ta powieść, co przegapiłam, ale uświadomiła mi też, że to książka, którą chce się interpretować, analizować. I to mi się w niej ogromnie podoba.

Wąż z Essex - Sarah Perry

Podsumowując

Nie dziwi mnie dosyć niska średnia ocena na portalu Lubimy czytać, bo «Wąż z Essex» to bardzo specyficzna powieść i myślę, że trzeba się w nią mocno zagłębić, żeby zrozumieć jej przekaz i wszystkie smaczki w fabule. Początkowo chciałam dać jej 5 gwiazdek (na 10 możliwych), ale teraz to mocna siódemka. Czekam niecierpliwie na kolejną powieść Perry, bo pod względem literackim jest naprawdę dobrze.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy