Na ostatni miesiąc roku zaplanowałam sobie nadrobienie braków, jeśli chodzi o nowości, które wyszły w ciągu całego roku, i na mojej liście znalazła się m.in. powieść Kiran Millwood Hargrave.

Autorkę znałam do tej pory z literatury dla dzieci, byłam więc bardzo ciekawa, jak odnajdzie się w beletrystyce dla dorosłych. I muszę przyznać, że nieźle sobie poradziła.

Z literatury dziecięcej do tej dla dorosłych

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Hargrave wspominam raczej średnio. Jej debiutancka powieść «Dziewczynka z atramentu i gwiazd» mnie nie porwała, na szczęście kolejna książka tej pisarki – «Wyspa na końcu świata» – poprawiła słabe pierwsze wrażenie. Znając już upodobanie Millwood Hargrave do egzotycznych tematów, byłam bardzo ciekawa, jak poradzi sobie z klimatami skandynawskimi, do tego w książce dla bardziej wymagającego czytelnika (ale czy faktycznie?). Zaskoczyło mnie, że chociaż przy «Kobietach z Vardø» zmienił się target, jeśli chodzi o wiek czytelników, nie zmienił się styl autorki oraz niecodzienny temat historii i miejsce jej osadzenia. Fascynuje mnie to, jak Hargrave swoimi powieściami podróżuje po świecie, do jakich kultur zagląda i w nich osadza losy bohaterów, bazując na faktycznych wydarzeniach. Jeszcze bardziej fascynujące zdaje mi się to, że zachowuje te elementy charakterystyczne dla swojego pisarstwa bez względu na to, dla jakiego czytelnika tworzy – młodszego czy starszego.

Zacząć i skończyć rok na XVII-wiecznej Skandynawii 

Rok 2020 zaczęłam z powieścią Caroline Lea’i – «Kobietą ze szkła», która przeniosła mnie na Islandię roku 1686, a skończyłam na norweskiej wyspie Vardø w roku 1620. Obie książki mają ze sobą wiele wspólnego, choć poruszają inne tematy. Temat ówczesnych krajów skandynawskich, wierzeń tamtejszych ludów jest dla nas czymś egzotycznym, ale w «Kobietach z Vardø» pojawiają się też wątki, które i w dzisiejszych czasach są nam niezwykle bliskie: samodzielność kobiet, silny patriarchat, prześladowania religijne i usilne, przemocowe próby podporządkowania świata pod jedyną prawdziwą religię. Czytając tę powieść można odnieść wrażenie, że właściwie ciągle walczymy z tym samym, że nawet 500 lat historii niczego ludzi nie nauczyło. To nie jest przyjemny wniosek. Ten wniosek mnie przeraża, bo właściwie odbiera nadzieję na to, że coś się kiedyś faktycznie zmieni.

Rok 2020 rokiem kobiet

Odnoszę wrażenie, że rok 2020 był trochę rokiem kobiet. Nie tylko jego trzeci kwartał, ale i wcześniej zauważyłam nasilenie się popularności tematu feminizmu: w mediach, w polityce, ale także w literaturze. «Kobiety z Vardø», chociaż przenoszą nas do XVII wieku, doskonale się w tym feminizmie odnajdują i myślę, że Hargrave opowiedziała historię, która idealnie ten rok podsumowuje. Nie powiem, żeby zakończenie powieści mi się podobało, ale zakończenie roku też nie było jakimś happy endem

Podsumowując

Kiran Millwood Hargrave podołała wyzwaniu i napisała książkę dla dorosłych czytelników, zachowując przy tym swój charakterystyczny styl, który dał się poznać przy jej twórczości dla dzieci. Myślę, że «Kobiety z Vardø» to ważna książka i zdecydowanie wam ją polecam. Tym bardziej, że przedstawiona w niej historia jest oparta na faktach, a chociaż minęło już 500 lat, świat współczesny od tego przedstawionego w powieści aż tak bardzo się nie różni.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova