Bardzo rzadko sięgam po jakąś książkę więcej niż raz. Do tej pory zdarzyło mi się to chyba ze trzy, może cztery razy. W tym miesiącu, za sprawą nowego, przepięknego wydania jednej ze starszych powieści Schmitta, była do tego kolejna okazja.

Nie wiem, czy dostatecznie często o tym wspominam, ale jestem wielką fanką twórczości Erica-Emmanuela Schmitta, a po ubiegłorocznym spotkaniu autorskim z nim na Literackim Sopocie – również jego samego. Z przyjemnością więc wykorzystałam okazję nowego wydania «Kobiety w lustrze», aby jeszcze raz przeczytać tę książkę, przypomnieć sobie historie zawarte na jej łamach i je wam przybliżyć. 

Coś dla okładkowych srok

Wybaczcie, że zacznę od tej wizualnej części, nie najważniejszej, ale na pewno niezwykle istotnej, nie mogę jednak wyjść z podziwu, jak piękne jest to nowe wydanie «Kobiety w lustrze». Zachwyca mnie nie tylko grafika okładki, ale też twarda, matowa, papierowa oprawa, którą aż ciężko przestać głaskać, bo taka jest przyjemna w dotyku. Normalnie trochę bym się zirytowała, że wydawnictwo nie może się zdecydować na jeden rodzaj wydania i co jakiś czas tę stylistykę zmienia, przez co część książek Schmitta wydanych jest tak, część inaczej, są różne typy opraw i różne formaty. Ale tym razem… Jestem zakochana w tej oprawie, do tego w książce jest zapowiedź nowego wydania «Księgi o niewidzialnym» również w tej wersji, więc pozostaje mi jedynie się zachwycać i czekać na więcej tak pięknie wydanych Schmittów.

Nie samym wydaniem człowiek żyje, czyli wnętrze też jest ważne 

«Kobieta w lustrze» to trzy różne historia, każda dziejąca się na innej osi czasu, które jednak w jakiś sposób są ze sobą powiązane. Mamy zatem mistyczkę Anne z Brugii żyjącą w XVI wieku, która nie pasowała do swojego świata, mamy austriacką arystokratkę Hannę żyjącą na początku XX wieku, która w formie listów do przyjaciółki zwierza się ze swojego małżeństwa i problemów z nim związanych. Mamy też Anny żyjącą w czasach współczesnych, młodą gwiazdę Hollywood, która nie radzi sobie z życiem. Nie każda z tych historii wam się spodoba, są takie momenty, że bohaterki irytują, że ich decyzje ciężko zrozumieć, ale im lepiej je poznajemy, tym bardziej rozumiemy, co nimi kieruje.

Kobiety widziane oczami Schmitta

Schmitt nie raz wspominał, że nie tylko kocha kobiety, ale i sam jest feministą. Wydaje mi się, że to widać w jego książkach, a na pewno w «Kobiecie w lustrze». Chociaż bohaterki początkowo dają sobą manipulować mężczyznom, czasem wręcz się im podporządkowując, z biegiem stron odkrywają same siebie i to siebie stawiają na pierwszym miejscu. Ciekawie jest zatem obserwować te ich własne zmagania nie tylko z kobiecością, ale przede wszystkim z rolą, jaką narzuca im społeczeństwo danego okresu w historii. I jak ta rola zmienia się z biegiem wieków, to też jest ciekawe.

Podsumowując

«Kobieta w lustrze» nie jest moją ulubioną powieścią Schmitta i na początku trochę ciężko było mi się w nią wkręcić, ale muszę przyznać, że to jedna z jego lepszych książek. Autor świetnie przedstawił w niej różne role kobiet, to, czego wymaga od nich społeczeństwo i to, jak one same sobie z tym radziły. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak wam ten tytuł gorąco polecić.

Werdykt: TO READ

*wpis powstał we współpracy z wydawnictwem Znak Literanova