“Każdy związek ma dwie twarze.

Każda historia ma dwie strony.

Zwłaszcza gdy kluczem do idealnego związku nie jest prawda, ale mroczny sekret.

Żywiołowa, zniewalająca, pełna niepokoju powieść o miłości i zaślepieniu – Fatum i furia jest jak rozsypująca się układanka.

Lancelot opowiada o spotkaniu kobiety swojego życia. Mathilde mówi, jak było naprawdę. Ich relacje porywają i hipnotyzują, a zwrot akcji sprawia, że czytelnik kwestionuje wszystko, czego dowiedział się wcześniej. Pokazując ciążące nad człowiekiem fatum i władające nic demony – furie, Lauren Groff odkrywa istotę bliskości i samotności, porusza to, co sekretne, skrywane i mroczne. O tej powieści nie da się zapomnieć.”

O Fatum i furii było głośno jeszcze przed premierą książki w Polsce. Na okładce znajdziemy informacje, że jest to najgłośniejsza amerykańska powieść 2015 roku, a za najlepszą powieść tego samego roku uznał ją sam Barack Obama. Takie hasła często są wyolbrzymionymi chwytami marketingowymi, ale tym razem na mnie podziałały. Pierwszy raz tak bardzo chciałam przeczytać książkę jeszcze przed jej premierą. Kiedy wpadła w moje ręce, od razu zabrałam się do czytania, chociaż na półce czeka stos prawie dwudziestu innych książek czekających na swoją kolej dużo dłużej. Czy Fatum i furia zasługuje na taki zachwyt?

Jedna historia przedstawiona oczami dwóch osób. Może nam się wydawać, że znamy swojego partnera na wylot, ale prawda okazuje się inna. Bohaterami powieści Lauren Groff są Lancelot i Mathilde. Poznali się na uczelnianej imprezie mając po 22 lata, po dwóch tygodniach wzięli cichy ślub. Lotto, swego czasu wygnany przez matkę do szkoły z internatem, wbrew niej poślubił dziewczynę, w której zakochał się od pierwszego wejrzenia. Wydaje się, że i Mathilde, mądra, łagodna niczym anioł, nie widzi poza nim świata, a jej życie przed poznaniem przyszłego męża było nudne i nieistotne. Historię ich związku poznajemy najpierw z punktu widzenia Lancelota – Fatum. Dowiadujemy się o jego nieudanej karierze aktora i odkryciu talentu do dramatopisarstwa. Opowieść przeplatają małżeńskie chwile szczęścia, ale i nieporozumienia i kłótnie. Całość historii dopełnia w drugiej części Mathilde – Furia. Zmienia to wszystko, poznajemy nowe elementy układanki. Nie zmienia się jedno – pasja ich związku.

Wow! Jest to chyba najlepsza książka, jaką w tym roku czytałam. Historia Lotto i Mathilde, choć w pierwszej części wydaje się oczywista, w drugiej nabiera zupełnie innych barw. Groff umiejętnie buduje napięcie, bawi się z czytelnikiem odkrywaniem kolejnych faktów. Niesamowicie podoba mi się pomysł na przedstawienie jednej historii dwiema parami oczu – opowieść z punktu widzenia Lancelota zostaje dopełniona istotnymi szczegółami przez Mathilde. Nasuwa się na myśl Zaginiona dziewczyna i historia zaginięcia Amy opowiedziana w różny sposób przez obydwoje małżonków. W Fatum i furii ma to jednak inną postać, inny wymiar. Mathilde wszystko robi z miłości. Sposób tak przedstawionej historii małżeństwa w dwojaki sposób pozostawia pewne ziarnko w czytelniku. Zaczynam inaczej myśleć o swoim związku i jestem ciekawa, jakie szczegóły, widziane oczami mojego chłopaka, mi umykają. Uwielbiam, kiedy książki doprowadzają mnie do takich rozmyślań. Oznacza to wtedy dla mnie, że dana powieść wniosła coś do mojego życia i zdecydowanie była warta przeczytania.  

Podoba mi się język, jakim napisana jest powieść. Nie ma przesadnej wulgarności, słownictwo dopasowane jest do sytuacji. Książkę czyta się niesamowicie szybko i bardzo wciąga, zwłaszcza od drugiej części. Wtedy już ciężko oderwać się od historii oczami Mathilde i nie skończyć jej czytać jeszcze tego samego dnia. Na czwartej stronie okładki możemy przeczytać, że o tej powieści nie da się zapomnieć. Zdecydowanie tak. Bardzo gorąco polecam. Ja jestem zachwycona!

Werdykt: TO READ!!!