„Elegia dla bidoków” – J.D. Vance


Books, Reportaż / piątek, Marzec 16th, 2018

Uwielbiam wszelkiego rodzaju reportaże dotyczące Stanów Zjednoczonych, stąd właśnie moja miłość m.in. do serii amerykańskiej Wydawnictwa Czarne. Siłą rzeczy nie mogłam więc przegapić publikacji J.D.Vanse’a o całkiem ciekawym tytule.

Bidok to słowo z potocznego języka, więc jeśli znajduje się ono w tytule, dużo może to powiedzieć o samej książce. A ta to ponoć bestseller w Stanach – 2 miliony sprzedanych egzemplarzy, ponad 70 tygodni na liście bestsellerów “New York Timesa”. Zaintrygowani?

J.D.Vance może pochwalić się wymarzoną pracą i bardzo dobrym wykształceniem – ukończył prawo na Yale, jednej z uczelni należących do Ligi Bluszczowej. Dla wielu Amerykanów nie jest to niesamowitym osiągnięciem, ale nie dla człowieka wywodzącego się z białej klasy robotniczej. Jeśli wydaje wam się, że to Afroamerykanie mają w Stanach najgorzej, pomyślcie o bidokach z Kentucky niemających właściwie jakichkolwiek perspektyw, a tym bardziej ambicji.  

Podobno «Elegia dla bidoków» ma wyjaśnić, czemu Trump wygrał ostatnie wybory prezydenckie. Jeśli interesujecie się polityką, być może ta książka rzeczywiście nieco rozjaśni wam tę sprawę, ale jeśli tak jak ja jesteście kompletnymi ignorantami, nie liczcie na żaróweczkę zapalającą się nad głową. Ani trochę nie interesuję się polityką i prawie wcale nie rozróżniam podziałów w Polsce, a tym bardziej w Ameryce, więc w temacie Trumpa ta książka nic mi nie wyjaśniła. Pokazała mi za to inny obraz Amerykanów. Nie ten idealny, który znamy z komedii romantycznych i namiętnie oglądanych seriali, ale ten do bólu przyziemny.

Pas Rdzy, biała klasa robotnicza, alkohol, narkotyki, lenistwo, brak ambicji, ale także kodeks honorowy, który pewnie nie jednego zaprowadził do popełnienia morderstwa. J.D.Vance, który przeżył prawdziwy american dream opowiada szczerze o swojej rodzinie: o Mamaw i Papaw – dziadkach, którzy go wychowali, o matce uzależnionej od leków i jej kolejnych mężach, o alkoholizmie, przemocy, problemach w szkole. O sąsiadach, którzy wolą żyć z marnych zasiłków zamiast iść do uczciwej pracy. O ludziach, którzy nigdy się z tej biedy nie wydostaną. Jemu się jednak udało, ale jak? Nie był idealnym dzieckiem, a tym bardziej kujonem zakochanym w szkole i nauce. Przeżył w życiu różne tragedie, a mimo to udało mu się uwolnić z biedy.

Czy ta książka szokuje? Mnie zupełnie nie zaskoczyła. Mamy własnych bidoków, własne patologie, własną białą klasę robotniczą żyjącą z zasiłków. Mimo to lektura «Elegii dla bidoków» okazała się być bardzo ciekawa. Podoba mi się zwłaszcza szczerość autora, który już na początku napisał, że kocha swoją rodzinę, chociaż dopuszczali się mniejszych i większych grzechów. O tych grzechach też pisze otwarcie, nie koloryzuje, nie próbuje wybielić czynów, których dopuszczali się Mamaw, Papaw czy szereg wujów. Nie broni się też przed cytowaniem dosyć kolorowych wypowiedzi ukochanej babci. Ta książka pokazuje, że nawet w Stanach, które dla nas są niczym Eldorado, jest zwykła bieda, niewiele różniąca się od tej w Polsce.

 

Podsumowując: «Elegia dla bidoków» to ciekawa lektura, pokazująca nam inną stronę Ameryki. Podejrzewam, że osoby interesujące się polityką wyciągną z niej więcej wniosków niż ignoranci jak ja, nie przeszkadzało mi to jednak czytać tej książki z zafascynowaniem. Jeśli interesuje was literatura na temat Stanów, zdecydowanie powinniście zapoznać się z tym tytułem.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Marginesy

 

NA SKRÓTY

J.D.Vance dzięki «Elegii dla bidoków» pozwala nam zajrzeć w głąb świata amerykańskiej białej klasy robotniczej. Otwarcie opowiada o losach swojej rodziny, o tych dobrych zachowaniach i cechach ich członków, ale także o patologii: narkomanii, alkoholizmie, przemocy. Chociaż ciężko wyrwać się z tej biedy, Vance’owi udało się spełnić american dream, o czym również opowiada w książce. «Elegia» to bardzo ciekawa pozycja i jeśli interesujecie się literaturą na temat Stanów Zjednoczonych, powinniście sięgnąć po ten tytuł.