Jak ja dawno nie miałam literatury popularnonaukowej nie związanej z kosmosem w ręku! Chyba m.in. dlatego tak bardzo nie mogłam się oprzeć książce Mai Iwaszkiewicz. No, może jeszcze z powodu zdecydowanie niecodziennej tematyki.

Jestem po bibliotekoznawstwie, więc przez 5 lat studiów przewinęło mi się przed oczami trochę tych dziwnych średniowiecznych zwierząt na ręcznie pisanych kodeksach, inkunabułach i starodrukach, ale przyznam wam szczerze, że nie spodziewałam się kiedykolwiek o nich czytać. Za to uwielbiam literaturę. Mieści tyle fascynujących tematów! Ale sam ciekawy temat nie wystarczy, musi być jeszcze dobrze podany. Jak poradziła sobie z tym Iwaszkiewicz?

Skróćmy dystans

Autorka przybrała w swojej książce swobodny styl opowieści, czasami miałam wrażenie, że aż za bardzo. O postrzeganiu zwierząt w średniowieczu pisze tak, jakby opowiadała o nich swojej koleżance – zwraca się do czytelnika bezpośrednio niejako z nim spoufalając. Szybko też można zauważyć, jak wielką jest fanką tematu, który w książce porusza. Pierwsze strony dosłownie zaatakowały mnie ekscytacją podkreśloną wieloma wykrzyknikami. Początkowo czułam się tak, jakby autorka na mnie krzyczała i podczas lektury ramiona same mi się kuliły, a głowa zwieszała. Na szczęście tylko pierwszy i ostatni rozdział są tak wykrzyczane, w pozostałych opowieść prowadzona jest już nieco spokojniejszym tonem i pozwala skupić się na treści, a nie na interpunkcji.

Świnia na sądzie ostatecznym - Maja Iwaszkiewicz

Jak postrzegano zwierzęta w średniowieczu

Oprócz wstępu i epilogu, książka składa się z 8 bardzo ciekawych rozdziałów. Autorka wyjaśnia m.in. skąd taki dziwny wygląd zwierząt na średniowiecznych dokumentach czy murach, skąd wiara w stworzenia magiczne (jednorożce, gryfy itd.), przeczytacie też o średniowiecznym zoo czy ówczesnej granicy między ludźmi a zwierzętami. Celem autorki jest ukazanie nam innego oblicza tej epoki historycznej, ukazania jej jako barwnej, ciekawej i wcale nie tak zacofanej, za jaką uważamy ją teraz. Muszę przyznać, że z książki dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, ale Mai Iwaszkiewicz nie udało się mnie przekonać, że średniowiecze to nie wieki ciemne. Przeczyć temu miałoby np. to, że zwierzęta pośrednio traktowane były jak ludzie, bo je również stawiano przed sądem za popełnione złe czyny. Nie uważam jednak tego za niesamowite, ponieważ w tym samym czasie uważano, że nie są rozumne i inteligentne i nie mają duszy. Nie wyklucza wam się tu coś? Sądzić za złe czyny, ale jednocześnie odmawiać rozumu. Hmm…

Świnia na sądzie ostatecznym - Maja Iwaszkiewicz

Podsumowując

«Świnia na sądzie ostatecznym» okazała się być bardzo ciekawą lekturą, choć ekscytacja autorki nieco mnie zaskoczyła i przytłoczyła. Na plus muszę odnotować to, że książka napisana jest przystępnie i zawiera ilustracje obrazujące rzeczy, o których Iwaszkiewicz pisze. Na minus – autorce nie udało się mnie przekonać do średniowiecza.

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu