Myślę, że opis książki, który możemy przeczytać na tylnej okładce, jest trochę przesadzony. Wyolbrzymiono wiele kwestii, aby powieść wydawała się bardziej atrakcyjna, a w rzeczywistości czytając książkę, człowiek zastanawia się, jak osoba zajmująca się przygotowywaniem takiej notatki, doszła do tych wniosków po lekturze powieści. Zapraszam Was więc do przeczytania o niej parę słów ode mnie :).

„Dziewczyna w błękitnej sukience” to historia małżeństwa Dorothei i Alfreda Gibsonów oczami żony, kobiety, która nigdy nie przestała kochać męża, nawet po tym, co jej zrobił. Dorothea, lub Dodo, jak nazywali ją jej bliscy, wspomina swoje małżeństwo z Jednym Jedynym – wielkim pisarzem angielskim, poczynając od początków ich znajomości, poprzez dzieje coraz liczniejszej rodziny, aż do najgorszego momentu w jej życiu – utraty miłości ukochanego i wyrzucenia jej z własnego domu. „Dziewczyna w błękitnej sukience” to opowieść o nieprzemijającej miłości.

Zaczynając czytać tej książkę i wiedząc mniej więcej jako toczy się historia (notatka z tyłu okładki), ciężko odgonić się od myśli, że jest to bardzo depresyjna, przygnębiająca powieść. Od samego początku wiemy, że to nie jest piękna historia o miłości, zakończona happy endem. Muszę przyznać, że to mnie właśnie na początku trochę odsuwało od książki. To, że nie ma happy endu, że Dorothea wspominając o szczęśliwych chwilach, zaraz zacznie opowiadać o swojej niedoli. Z czasem jednak książka coraz bardziej zaczęła mnie wciągać. Właściwie to w momencie, kiedy dowiadujemy się coraz więcej o życiu Dodo po śmierci Alfreda. I brak happy endu okazuje się być tylko pozorem. Książka zdecydowanie kończy się pozytywnie

 

Gorąco polecam Wam tę powieść! Jest napisana pięknym językiem. Przez całą książkę zachwycałam się kunsztem literackim autorki. Myślę też, że sama historia jest dosyć niebanalna, a smaczku dodaje jej to, że oparta jest na prawdziwym życiu małżeństwa Dickensów.

 

Werdykt: TO READ!!!