in Books

„Dziewczyna, która igrała z ogniem” Stieg Larsson

at

Paskudna pogoda nie nastraja do wyściubiania nosa choćby z łóżka, co sprawia, że mamy idealną porę roku na wzmożone czytanie! 🙂 Zapraszam Was więc na nową recenzję, być może po jej przeczytaniu to właśnie po tę książkę niedługo sięgniecie 🙂DSC_2062

„W drugim tomie trylogii kryminalnej Millennium śledzimy dalsze emocjonujące przygody dwójki bohaterów, Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista, których losy ponownie się splatają. Lisbeth na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności jest podejrzana o popełnienie ciężkiego przestępstwa i ścigana przez policję. Mikael nie wierzy w jej winę i zaczyna prowadzić własne śledztwo. Zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem…”

Pierwsza część trylogii była poświęcona Mikaelowi. To on grał w niej główną postać, Lisbeth była tylko dodatkiem. Jak się okazuje „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” było podwalinami dla dalszej historii Salander. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” skupia się na Lisbeth i historii jej dzieciństwa, które staje się przyczynkiem do niefortunnego splotu wydarzeń podczas dwóch morderstw, powodując, że to właśnie niepokorna dziewczyna staje się głównym podejrzanym. Tym razem to Mikael nadciąga z ratunkiem. Mężczyzna od początku nie wierzy w teorie policji, która przedstawia kobietę jako groźną i nieprzewidywalną psychopatkę, i za wszelką cenę chce znaleźć prawdziwego zabójcę, oczyszczając tym Salander z zarzutów.

Jestem zachwycona tą książką! „Dziewczyna, która igrała z ogniem”, czyli drugi tom trylogii podoba mi się jeszcze bardziej niż pierwszy. Postać charakternej i skomplikowanej Lisbeth Salander jest fantastyczna, a uczynienie z niej głównej bohaterki powoduje, że powieść czyta się zapartym tchem. Dawno nie spotkałam w literaturze tak ciekawie skonstruowanej bohaterki. Salander jest ekscentryczna i oryginalna, jest przykładem twardej kobiety w małym, dziecięcym ciele. Jej postać pozostaje w głowie jeszcze długo po przeczytaniu powieści.

Książka, tak jak i pierwszy tom, podzielona jest na cztery części. Czytając czwartą przebierałam nogami ze zniecierpliwienia. Próbowałam pobić swój rekord w szybkości czytania, byleby jak najszybciej dowiedzieć się, jak się kończy. Larsson po raz kolejny zafundował mi sporą dawkę napięcia!  Żeby jednak nie było tak kolorowo, jest jedna rzecz, która bardzo mnie drażniła. Autor postanowił chyba wesprzeć gospodarkę swego kraju i zrobić reklamę szwedzkiemu przemysłowi. Bardzo często (i nie zawsze potrzebnie) wymienia różne marki, z których korzystali bohaterowie. Kiedy Lisbeth kupuje mieszkanie, dokładnie dowiadujemy się jakie modele mebli nabyła w Ikea. Wiemy też co i w jakich sklepach odzieżowych kupiła (H&M, KappAhl). Jest jeszcze dużo innych wymienionych szwedzkich marek, ale nie będę was zamęczać wymienianiem wszystkiego. Przyznam, że im dalej byłam w książce, tym bardziej irytowało mnie, jak szczegółowo Larsson wymienia wszystkie te rzeczy, nawet podczas zwykłych zakupów spożywczych… Jest to drobny szczegół, ale jednak mocno zauważalny.

Nie zmienia to faktu, że książka jest fantastyczna a historia Lisbeth bardzo wciągająca. Jeśli podobał się Wam pierwszy tom trylogii, tym na pewno będziecie zachwyceni!

Werdykt: TO READ!!!

Marth