Wokół twórczości Jakuba Małeckiego krążyłam już o jakiegoś czasu, ale za każdym razem ostatecznie odkładałam książkę na księgarnianą półkę. Liczne zachwyty nad najnowszą powieścią autora sprawiły, że tym razem nie mogłam odpuścić. Zanim jednak sięgnę po «Rdzę» chciałam zapoznać się z wcześniejszymi utworami Małeckiego. Padło na «Dygot».

Dwie rodziny – obie dotknięte klątwą rzuconą w gniewie. W jednej rodzi się odmieniec, chłopiec biały jak śnieg, a mieszkańcy wsi uważają, że to właśnie on winny jest wszystkim nieszczęściom. W drugiej, w wyniku niefortunnego wypadku poważnych obrażeń ciała doznaje dziewczynka. Kiedy losy tych dwojga się połączą, wydaje się, że to początek ich wspólnego i szczęśliwego życia. Jednak demony z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć.

Są takie książki, które mimo historii pełnej bólu, tragedii, krzywd określamy mianem pięknych. Tak właśnie jest z «Dygotem», a to wszystko za sprawą niesamowitego stylu, jakim posługuje się Małecki. Autor opowiada nam historię Łabendowiczów i Geldów w taki sposób, jak gdyby była to baśń dla dorosłych. Czy z happy endem? Tego nie powiem, ale wydaje mi się, że nie to jest tutaj najważniejsze. Ten styl całkowicie mnie zauroczył i mam wrażenie, że to właśnie on jest największą zaletą tej powieści i elementem, który przekonał mnie do przygnębiającej fabuły.

Małecki nie oszczędza swoich bohaterów. Opowiadając losy dwóch rodzin, począwszy od sprowadzenia II wojny światowej przez Jana Łabendowicza, a skończywszy na początku dwudziestego wieku, co rusz wikła ich w nowe problemy. «Dygot» to ciekawe studium mieszkańców polskich wsi, a może miast także? Alkoholizm, przemoc, wiara w zabobony, a przede wszystkim odrzucanie wyróżniających się jednostek. Zwłaszcza ten ostatni motyw odgrywa istotną rolę w powieści i daje mocno do myślenia. Jakże łatwo uznać kogoś za gorszego tylko dlatego, że jest inny. I chociaż powieść w dużej mierze przedstawia ludzi niewykształconych, którym wojna odebrała możliwość jakiegokolwiek rozwoju, wydaje mi się, że gdzieś tam w środku ukryta jest szpilka skierowana w stronę całego społeczeństwa.

Czytając «Dygot» napawałam się nie tyle samą fabułą, co kunsztem literackim. Przypomina mi on nieco monumentalną opowieść o Jakubie Franku, założycielu sekty, któremu Olga Tokarczuk poświęciła uwagę w «Księgach Jakubowych». Jestem całkowicie oczarowana stylem Małeckiego i mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości uda mi się sięgnąć po kolejną jego powieść – «Ślady».

 

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Czytampierwszy.pl

 

NA SKRÓTY

«Dygot» Jakuba Małeckiego to przekrój przez polską prowincję, od czasów II wojny światowej po początek XX wieku. To opowieść o zaściankowości, ciężkiej pracy, alkoholizmie, przemocy, a wreszcie o tym, że inność zawsze będzie karana. Zachwycił mnie styl, w jakim Małecki snuje swoją opowieść i chociaż książka ta pełna jest bólu i smutku, jest jednocześnie piękna na swój sposób.