in Books, Literatura piękna

„Drobinki nieśmiertelności” – Jakub Ćwiek

at
drobinki-niesmiertelnosci-jakub-cwiek

Podróż po Stanach to jedno z moich największych marzeń. Siłą rzeczy musiałam więc zainteresować się wydaną pod koniec zeszłego roku relacją Ćwieka z takiej wycieczki – «Przez Stany POPświadomości». A teraz moją uwagę przykuł zbiór opowiadań «Drobinki nieśmiertelności», pozostający w amerykańskich klimatach.

«Drobinki nieśmiertelności» to 12 opowiadań inspirowanych amerykańską popkulturą + jeden tekst, który autor napisał wstrząśnięty samobójczą śmiercią Robina Williamsa. Każda z historii dzieje się w innym mieście i pokazuje inne oblicze Amerykanów. Mamy m.in. Nowy Orlean i miłość do jazzu, Memphis i rasizm, Halloween, amerykańskie ciężarówki i jazda na stopa itd. Na końcu każdego tekstu autor wyjaśnia, skąd pomysł na daną historię.

Nie raz już pisałam, że nie przepadam za opowiadaniami. Zanim zdążę załapać rytm, zapamiętać nazwiska bohaterów i zacząć ich rozróżniać, historia już się kończy i przechodzimy do następnej. Dlaczego więc mimo wszystko ciągle zdarza mi się sięgać po książki w tej formie? Sama nie wiem. Albo kusi mnie tematyka, albo nazwisko autora, i mimo niechęci do krótkich tekstów nie potrafię ich sobie odpuścić. W przypadku «Drobinek nieśmiertelności» przeważył powód nr 1.

Podoba mi się sam pomysł na tę książkę. Napisanie opowiadań inspirowanych podróżą życia brzmi bardzo interesująco i zachęcająco. Przy czytaniu poszczególnych tekstów nie raz nie wytrzymywałam i szybko zerkałam na koniec, aby dowiedzieć się, jakie jest źródło danej historii. Dobrze jest znać takie okoliczności, dodaje to opowiadaniom duszy i w jakiś sposób sprawia, że w fikcji można odnaleźć ziarnko prawdy. Jednak, jak to ze zbiorem takich opowiadań bywa, ciężko o to, aby wszystkie przypadły nam do gustu. I tak też jest w przypadku «Drobinek». Są historie, które mnie zafascynowały, ale były też takie, które niemiłosiernie wynudziły; czasem tematyka podobała mi się bardziej, czasem mniej. W sumie ciężko mi ocenić wartość literacką tych tekstów. Mam tylko jedno zastrzeżenie do języka – mam wrażenie, że panowie pisarze bardzo lubię nadużywać wulgaryzmów. Czasem rzeczywiście takie słowa nadają historii charakter, ale bardzo często można przegiąć. I to właśnie robi Ćwiek w dwóch czy trzech opowiadaniach – przegina. Za to niestety muszę odjąć jedną gwiazdkę w ocenie, bo jeśli czegoś w literaturze wybitnie nie toleruję, to nadużywania niecenzuralnych słów.

 

Podsumowując: cieszę się, że sięgnęłam po książkę Ćwieka. Już sam pomysł na powstanie tych opowiadań jest świetny i większość z nich była ciekawa i dobrze się je czytało. Jeśli fascynuje was, tak jak mnie, Ameryka i amerykańska kultura, myślę, że warto sięgnąć po «Drobinki». Tylko ostrzegam – korekta jest bardzo słaba i można nie raz się zirytować na pozostawione w książce błędy.

 

Werdykt: TO READ

*za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu SQN

 

«Drobinki nieśmiertelności» to zbiór 13 opowiadań inspirowanych podróżą Ćwieka po Stanach i amerykańską popkulturą. Podoba mi się pomysł na tę książkę i to, że autor wyjaśnia nam, skąd brał inspirację do poszczególnych tekstów. Większość opowiadań jest ciekawych, ale trafia się też kilka nudnych i słabych. Jedyny zarzut, jaki mam do samego autora, to nadmierne wykorzystywanie wulgaryzmów.

Marth

Marth. Studentka bibliotekoznawstwa ze ścieżką edytorską, zakochana w książkach po uszy. Na dodatek kociara. Ten blog to miejsce, w którym może dzielić się swoją pasją.

  • Dzięki tej książce poznałam autora z zupełnie innej strony 🙂

    • A ja znam go właśnie tylko od tej strony, ale do fantastyki w jego wydaniu jakoś mnie nie ciągnie.