W zeszłym roku literatura dziecięca, zarówno dla tych starszych, jak i młodszych, zupełnie skradła moje serce. Wygląda na to, że w tym roku ta miłość ma duże szanse jeszcze bardziej się umocnić.

Jak tu się oprzeć takim książkom, kiedy już sama okładka… co tam okładka, sam tytuł! zapowiada niesamowitą zabawę i podróż w jakiś magiczny świat. Ustawiam się pierwsza w kolejce po bilet do tego pociągu.

O takim domu jeszcze nie słyszeliście

«Dom na kurzych łapach» – co za tytuł! Przyznam wam, że jakkolwiek jestem zakochana w polskim wydaniu powieści Sophie Anderson, tak na tytuł (a tym samym pomysł na fabułę) brak mi słów uznania. Anderson stworzyła powieść, w której główna bohaterka, dwunastoletnia Marinka, mieszka w domu, który żyje i za pomocą kurzych łap podróżuje razem z dziewczynką i jej babcią Babą Jagą po całym świecie. Czy to nie brzmi wspaniale? Znacie to uczucie kiedy po jakiejś podróży wracacie do domu, przekręcacie niecierpliwie klucz w drzwiach, aby jak najszybciej znaleźć się w znajomych, własnych wnętrzach? Jak wspaniała nie byłaby ta podróż, zawsze cieszy możliwość spania we własnym łóżku, zrobienia herbaty w ulubionym kubku, zalegnięcia z książką w ukochanym fotelu. Och, podróże z własnym domem… tak, ten pomysł jest genialny.

Dom na kurzych łapach - Sophie Anderson

Powieść dla dzieci ze słowiańskimi motywami

Sophie Anderson postanowiła w swojej książce wykorzystać słowiańskie wierzenia i folklor. Mamy więc Babę Jagę, mamy przeprowadzanie dusz zmarłych przez bramę, mamy tradycyjne rosyjskie potrawy. «Dom na kurzych łapach» to mieszanina tej słowiańskości i kultury anglosaskiej z elementami orientalnymi. Bardzo podoba mi się ten misz masz. Raz wyczuwałam silną więź z Mateczką Rasiją, a innym razem klimaty rodem z jakiejś Persji. Do tego kosmopolityzm poprzez podróżujący na kurzych łapach dom. Uwiodło mnie to połączenie. Wspaniale, że takie książki powstają i wiem jedno – chcę więcej!

«Dziewczynka, która wypiła księżyc», «Syn wiedźmy»… i «Dom na kurzych łapach»

Powieść Sophie Anderson swoim klimatem przypomina mi książki Kelly Barnhill, z którymi rozpoczęłam podróż przez literaturę dziecięcą. Jest tak samo magiczna i baśniowa, a Marinka jest równie uparta co Luna z «Dziewczynki, która wypiła księżyc». To, co wyróżnia «Dom na kurzych łapach» to właśnie ten słowiański klimat. Nie będę wam opowiadać o fabule, bo moim zdaniem nie ma sensu. To jedna z tych powieści, kiedy nie warto nawet czytać opisu. Sam jej tytuł powinien zachęcić was do lektury. Czuję, że dzisiejszy wpis jest strasznie chaotyczny, ale najchętniej napisałabym pod jego tytułem tylko jedno zdanie: Ta powieść jest wspaniała, czytajcie!

Dom na kurzych łapach - Sophie Anderson

Podsumowując

«Dom na kurzych łapach» jest wspaniały, czytajcie! Ok, dodam jeszcze, że pod koniec książki jest krótki wywiad z autorką, w którym wspomina, że napisała kolejną magiczną powieść dla dzieci, która zresztą została wydana w drugiej połowie 2019 roku. Mam nadzieję, że doczekamy się jej też w Polsce, bo bardzo chciałabym ją przeczytać.

Werdykt: TO READ!!!

*za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu