Do komiksów miałam takie samo podejście, jak jeszcze kilka lat temu do fantastyki: to dla dzieci, a ja jestem za stara na taką literaturę. Nie przekonywało mnie też to, że tekstu w nich jak na lekarstwo, a trzonem głównym są obrazki.

Jestem pewna, że po tych obrazkach podpadłam kilku osobom, ale poczekajcie, nie stawiajcie na mnie jeszcze krzyżyka. Chociaż niewiele brakowało, żebym ja postawiła go na mojej relacji z komiksami.

Kiedy na Instagramie coraz więcej osób zaczęło wspominać o komiksach, moje myślenie powoli się zmieniało, ale nie na tyle, żeby pójść do księgarni i wydać na nie własne pieniądze. Wolałam kupić książki z mojej listy must read, niż eksperymentować. A potem wydawnictwo Marginesy, z którym współpracuję, ogłosiło, że wchodzi w powieści graficzne. Nie było lepszego momentu na to, żeby sprawdzić, z czym to się je, niż właśnie ta okazja. Wzięłam do recenzji jeden tytuł, drugi, a potem trzeci i… Zupełnie zmieniłam zdanie o komiksach, a już zdecydowanie o obrazkach. Jednak nie przyszło mi to łatwo i nie z pierwszym tytułem.

Spotkanie pierwsze: «Artemizja» Nathalie Ferlut, Tamia Baudouin

Na pierwsze spotkanie z powieściami graficznymi wybrałam «Artemizję», komiks biograficzny poświęcony Artemizji Gentileschi, malarce żyjącej w XVII, pierwszej kobiecie przyjętej do florenckiej Accademia del Disegno. Nie znałam zupełnie jej historii, pierwszy raz spotkałam się z jej postacią, więc nie wiedziałam, że mam spodziewać się przemocy i gwałtu. To mną wstrząsnęło, bo sięgając po raz pierwszy po komiks, nie byłam przygotowaną na taką treść. Ciężko było mi też odnaleźć się w fabule – autorki przeskakują między teraźniejszością a przeszłością Artemizji, bez wyraźnego oznaczenia czasu, musiałam się więc niekiedy domyślać, o czym czytam. Z czasem historia zaczęłam mnie coraz bardziej ciekawić, ale początkowy szok pozostał i niestety negatywnie wpłynął na ocenę całości.

Artemizja - Nathalie Ferlut, Tamia Baudouin

Tego pierwszego spotkania nie ułatwiały też ilustracje i kreska. Styl grafik to zupełnie nie mój gust, więc ostatecznie «Artemizja» nie zrobiła na mnie zbyt dobrego wrażenia i byłam już prawie pewna, że komiksy są nie dla mnie. Postanowiłam dać im jednak drugą szansę i sięgnęłam po…

Spotkanie drugie: «Audubon. Na skrzydłach świata» Fabien Grolleau, Jérémie Royer

Znów biografia, tym razem jednak ornitologa, do tego bardziej beletrystyczna. Autorzy już na wstępie informują, że ich komiks to bardziej inspiracja życiem Audubona, niż czysta biografia i pozwolili sobie na puszczenie wodzy fantazji w niektórych elementach życiorysu głównego bohatera.

Druga powieść graficzna podobała mi się dużo bardziej, niż «Artemizja», i to pod każdym względem. Historii, sposobu jej opowiedzenia i kreski ilustratora. «Na skrzydłach świata» to opowieść o dziele życia Audubona – próbie skatalogowania wszystkich ptaków Ameryki Północnej. Ornitolog urodził się pod koniec XVIII wieku, a jego poszukiwania przypadają już na wiek XIX. To ciekawa opowieść o tym, jak człowiek potrafi podporządkować swojej pasji całe życie.

Audubon. Na skrzydłach świata

Mimo wszystko, chociaż w przypadku «Audubona» moje wrażenia były dużo lepsze, niż przy «Artemizji», nadal brakowało mi tego czegoś, co pokaże mi piękno komiksów, co mnie zachwyci i sprawi, że przestanę być do nich w jakikolwiek sposób uprzedzona. I wtedy na mojej drodze stanęły…

Spotkanie trzecie: «Fale» AJ Dungo

I to jest właśnie ten moment, kiedy widzę, że jest jeszcze szansa dla mnie i komiksów. Kiedy zobaczyłam «Fale» w zapowiedziach wydawnictwa, czułam, że to będzie dobry komiks, ale jak już trafił w moje ręce i zaczęłam czytać… Przepadłam. Przepełniona zachwytem, czytałam i przeglądałam powieść graficzną AJ Dungo z uniesionymi włoskami na rękach.

Fale - AJ Dungo

«Fale» to powieść graficzna oparta na faktach. Autor opowiada w nim w chorobie swojej ukochanej i jej, oraz swojej własnej, relacji z surfingiem. Jest tu też zawarta historia tego sportu. Widziałam zarzuty, że za mało tu tekstu, a za dużo ilustracji. Ja uważam jednak, że te ilustracje zawierały tak wiele treści, że dodatkowy tekst nie jest potrzebny. Bardzo podobało mi się, że obok głównej historii, AJ Dungo robi też małą lekcję z historii surfingu i że jest to wyraźnie zaznaczone. Temat okazał się niezwykle ciekawy, a w połączeniu z wątkiem choroby Kristen – do bólu przejmujący.

Nie mogę nie wspomnieć o kolorystyce. W powieści graficznej Dungo dominują odcienie niebieskiego i nie mogłabym być bardziej szczęśliwa z tego powodu. Jeśli sami jeszcze nie zaczęliście przygody z komiksami, zdecydowanie polecam wam ten tytuł na pierwsze spotkanie.

Fale - AJ Dungo

Cieszę się, że dzięki Marginesom miałam okazję sprawdzić, czy komiksy są dla mnie. Raczej nie będę ich sama z siebie kupować, chyba że poczuję w jakimś tytule zadatki na podobny zachwyt, jaki towarzyszył mi przy «Falach». To był ciekawy eksperyment z literaturą i cieszę się, że mimo wszystko nie odpuściłam po «Artemizji». 

Dajcie znać, jaka jest wasza relacja z komiksami. Czytacie? Próbowaliście, ale wam się nie spodabały? A może dopiero planujecie po nie sięgnąć?

Do przeczytania!