Ostatnio coraz częściej trafiam na powieści, których opis fabuły dosłownie mnie czaruje. Czytam go i już czuję, jaka magia z niego się sączy, jaką dobrą historię zapowiada. Nie inaczej było z debiutem Pawła Radziszewskiego.

Przeczytajcie to sami: „Na początku był las, w którym obóz rozbijał kolorowy cygański tabor. W podszytej bagnem gęstwinie Cyganie nikomu nie przeszkadzali, mogli więc na chwilę się zatrzymać. Las należał do Hrabiego, który go przegrał w karty, żeby mieć szczęście w miłości. (…)”. Czytając te kilka zdań czułam się tak, jakby przede mną była baśń, ale z tych współczesnych. I ostatecznie «Pomiędzy» faktycznie ma coś z baśni, ale nie tej zawierającej magię i czary.

Gdyby ta historia była klockami lego

«Pomiędzy» to debiut Pawła Radziszewskiego. Z jednej strony debiutów się lekko obawiam, z drugiej zaś – zdarza się, że mnie dziwnie mocno kuszą. Tym razem autor kusił mnie bez żadnych lęków na boku. Od samego początku czułam, że stworzona przez niego opowieść okaże się jedną z tych, które czytelnika pochłaniają w swój świat i nie chcą go wypuścić aż do ostatniej strony. I poniekąd nie pomyliłam się, chociaż mam też pewne uwagi, ale o tym później. Skupmy się na tym, co najbardziej mnie zachwyciło, a nie tylko o fabułę mi chodzi. Ogromnie podoba mi się, jak ta historia jest utkana. A raczej złożona, bo to świetnie przemyślana układanka z klocków lego. Nie jest to opowieść liniowa prowadzona z punku A do punktu Z, ale skacze trochę po chronologii mocno na przód, później wraca, żeby nieco dokładniej wyjaśnić nam jakieś wydarzenie z innego punktu widzenia. Początkowo czułam się tak, jakbym dostała raczej zbiór opowieści o konkretnych bohaterach, ale z czasem całość faktycznie zaczęła się układać w świetną historię.

Pomiędzy, Paweł Radziszewski

Coś dla fanów prozy Jakuba Małeckiego 

Nie do końca lubię, kiedy wydawnictwa stosują na okładce zabieg marketingowy polegający na porównywaniu twórczości nowego autora do takiego, który ma już ugruntowaną pozycję na rynku i jest dobrze kojarzony przez czytelników. W przypadku «Pomiędzy» Wydawnictwo SQN nic takiego nie zrobiło, ale za to ja sobie na to pozwolę. Czytając debiut Radziszewskiego w głowie pojawiła mi się myśl, że to powieść z tych, którymi zachwycają się fani twórczości Jakuba Małeckiego. Jest magicznie, ale jednocześnie realistycznie, jest życiowo i boleśnie. To jest dokładnie taka książka, jakiej możecie spodziewać się po SQN, kiedy wydaje literaturę piękną. I dla mnie to jest zdecydowanie plus, a «Pomiędzy» postawię na półce właśnie obok «Dygotu» czy «Saturnina».

Nie może być jednak zbyt różowo

Debiut Pawła Radziszewskiego jest naprawdę udany, bo to nie tylko ciekawa historia, ale też świetnie poukładana, a do tego napisana pięknym językiem. Jednocześnie jednak nie da się nie zauważyć, że to faktycznie debiut, ponieważ autor nie do końca poradził sobie z wpasowaniem wulgaryzmów w swój styl i fabułę powieści. Czułam mocny zgrzyt, kiedy pojawiło się potoczne określenie męskiego przyrodzenia, bo tak bardzo nie pasowało do barwnego, poetyckiego języka, jakim do tej pory opowiadana była fabuła. To trochę tak, jakby grzeczne kilkunastoletnie dziecko pierwszy raz przy rodzicach nagle powiedziało słowo na k. Budzi konsternację i nie do końca wiadomo, jak się zachować. I właśnie ten pierwszy wulgaryzm w powieści wybił mnie zupełnie z rytmu i sprawił, że musiałam się na chwilę zatrzymać i zastanowić nad tym, co czytam. Kiedy pojawił się jakiś czas później po raz kolejny, nadal czułam, że autor się nieco zagalopował. Wulgaryzmy nie zawsze pasują i nie zawsze są potrzebne, więc tu zdecydowanie bym nad tym popracowała.

Pomiędzy, Paweł Radziszewski

Podsumowując

«Pomiędzy» okazało się być zdecydowanie udanym debiutem, choć warto popracować nad wulgaryzmami, jeśli koniecznie są w fabule potrzebne. Autor zauroczył mnie stworzoną przez siebie opowieścią i tym, jak ją poukładał i jak przedstawił ją czytelnikowi. Jeśli lubicie twórczość Jakuba Małeckiego, myślę, że i ta książka wam się spodoba.

Werdykt: TO READ

*wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem SQN